Zoo Wrocław: mama-tata dla Drażetki

Pracownicy wrocławskiego zoo uratowali cielaka watussi. Mała urodziła się za słaba i matka ją odrzuciła. Drażetka żyje tylko dzięki swoim opiekunom.

  • Pracownicy wrocławskiego zoo uratowali cielaka watussi

    Pracownicy wrocławskiego zoo uratowali cielaka watussi

  • Pracownicy wrocławskiego zoo uratowali cielaka watussi

    Pracownicy wrocławskiego zoo uratowali cielaka watussi

  • Pracownicy wrocławskiego zoo uratowali cielaka watussi

    Pracownicy wrocławskiego zoo uratowali cielaka watussi

  • Pracownicy wrocławskiego zoo uratowali cielaka watussi

    Pracownicy wrocławskiego zoo uratowali cielaka watussi

  • Pracownicy wrocławskiego zoo uratowali cielaka watussi

    Pracownicy wrocławskiego zoo uratowali cielaka watussi

  • Pracownicy wrocławskiego zoo uratowali cielaka watussi

    Pracownicy wrocławskiego zoo uratowali cielaka watussi


Wrocławskie zoo to około 12 tys. zwierząt z 1 100 gatunków. Przy takiej liczbie zwierząt niemal codziennie rodzą się młode. Czasami zdarza się, że młody osobnik nie może sam się wykluć lub matka odrzuca go zaraz po porodzie. W obu przypadkach wkraczają do akcji opiekunowie zwierząt, stając się matkami zastępczymi.

Wszyscy pamiętamy historię Janusha (pingwin przylądkowy, początkowy uważany za samca, a okazał się samicą), któremu w wykluciu się pomogli opiekunowie, w tym Krzysztof Kałużny, który przeprowadził już kilka podobnych „porodów”. W tym wypadku można już mówić o sukcesie odchowu, teraz opiekunowie walczą o integrację Janusha ze stadem, aby jako dorosły osobnik mogła znaleźć partnera i wychowywać kolejne pokolenia tych pięknych ptaków morskich.

Tym razem opiekunowie przygarnęli małego cielaka watussi. Drażetka, bo takie imię otrzymała, przyszła na świat w Poniedziałek Wielkanocny, 28 marca. Matka – Delicja, odrzuciła cielaka zapewne ze względu na to, że uznała Drażetkę za słabą. Pierwsze dni życia małej watussi były trudne dla opiekunów i służby weterynaryjnej zoo – nikt nie miał pewności czy przeżyje. Była słaba i niechętnie przyjmowała pokarm, trudno było jej utrzymać się na nogach. Była też bardzo chuda i powoli przybierała na wadze. Marcin Radzikowski, opiekun, przyjeżdżał codziennie przez trzy tygodnie w nocy i o świcie, by karmić Drażetkę i sprawdzać stan jej zdrowia.

- Dlaczego to robię? Bo Draża jest bezbronna, sama, nie ma nikogo poza mną, więc jak mógłbym ją zostawić? - mówił. Pomagali  też inni opiekunowie jak Justyna Nowicka, która stała się dla Drażetki drugim rodzicem zastępczym.

Dziś Draża ma niemal sześć tygodni i ogromne szanse na przeżycie. Mieszka na zapleczu, w sąsiedztwie owiec św. Jakuba. Z dnia na dzień jest coraz silniejsza i większa, zaczynają jej też rosnąć rogi – najbardziej charakterystyczna cecha gatunku. Codziennie wyprowadzana jest na spacer, podczas którego chętnie bryka jak każdy młody cielak. Jednak nigdy już nie wróci do rodziców, gdy dorośnie zostanie wysłana do innego ogrodu zoologicznego, gdzie będzie miała szansę na dołączenie do nowego stada. 

Zgłoś uwagę