Porażka WKS-u z Czarnymi Słupsk

Koszykarski Śląsk Wrocław przegrał z Energą Czarni Słupsk 71:89 w przedostatnim meczu sezonu zasadniczego Tauron Basket Ligi. Wrocławianie przez większość spotkania toczyli wyrównany bój z piątą drużyną rozgrywek, a o ich porażce zadecydowała bardzo słaba czwarta kwarta.

  • fot: wks-slask.pl


Francis Han od pierwszych sekund skutecznie napędzał ataki WKS-u. Z jego podań skwapliwie korzystali Jarmakowicz i Kowalenko walcząc pod tablicami z rosłymi zawodnikami ze Słupska. Gdy Michał Jankowski w swoich dwóch pierwszych próbach „za trzy” znalazł drogę do kosza rywali wydawało się, że wrocławska ofensywa będzie dziś poważnie nękać jedną z najlepszych formacji obronnych w lidze. Gospodarze jednak również mieli po swojej stronie graczy potrafiących rozrywać defensywę przeciwników. W tym aspekcie szczególnie aktywni byli Mbodj i Jackson. Po 10 minutach minimalnie prowadzili Czarni ze Słupska, choć na parkiecie wydawało się, że to Śląsk ma więcej z gry.

W drugiej części gry po stronie wrocławian ciężar zdobywania punktów wziął na siebie Kowalenko. Ukrainiec trafiał z każdej strefy parkietu – zarówno spod kosza, jak i z dystansu. Dodatkowo pozostawał nieomylny na linii rzutów osobistych. Mogła martwić słaba dyspozycja lidera Śląska z ostatnich tygodni – Denisa Ikovleva, który po dwóch kwartach miał na swoim koncie 3 punkty, a cały mecz skończył z liczbą jedynie pięciu oczek. To prawdopodobnie najsłabszy mecz Denisa od momentu, gdy dołączył do wrocławskiej ekipy. Czarni imponowali grą drużynową. Nie było w ich szeregach jednego, wybijającego się gracza, a każdy, kto meldował się na parkiecie zdobywał punkty. W zdobyczach rezerwowych gospodarze byli na zdecydowanym prowadzeniu. Ale w ogólnym rozrachunku po pierwszej połowie Słupsk prowadził jedynie 45:40 i daleko było do końcowego rozstrzygnięcia.

W trzeciej kwarcie zakończonej wynikiem remisowym 22:22 nadal pierwsze skrzypce w zespole WKS – odgrywał Kowalenko, który był na dobrej drodze do uzyskania „double-double”. Ciekawie wyglądał pojedynek na tablicach pomiędzy parą Blassingame – Mbodj, a duetem Jarmakowicz – Kowalenko. To właśnie ta dwójka ze Słupska najwięcej punktowała w tej fazie meczu. Po stronie „Wojskowych” drastycznie spadała skuteczność rzutów trzypunktowych. Michał Jankowski po dobrym początku później zaciął się na dobre. Ostatecznie w całym meczu trafił jedynie trzy razy do kosza na dziewięć podjętych prób. Na półtorej minuty przed końcem kwarty Śląsk zbliżył się do faworyzowanych gospodarzy na dwa oczka, ale rzut Zywerta „za trzy” i dwa wykorzystane osobiste Cesnauskisa wysforowały słupczan na prowadzenie 67:62 przed decydującą kwartą.

W ostatniej kwarcie wyrównany pojedynek toczył się przez pięć minut. Znakomity Kowalenko nie pozawalał uciec rywalom z punktami. Swoje dołożył też Jarmakowicz i Norbert Kulon. Na 4 minuty 26 sekund przed końcem Słupsk prowadził sześcioma punktami i wtedy wydarzyło się coś trudnego do wytłumaczenia. Od tego momentu, aż do ostatniej syreny wrocławianie byli zdolni zdobyć tylko jeden punkt. Indolencję strzelecką gości wykorzystywali z zimną krwią gospodarze aplikując w tym samym czasie graczom Emila Rajkovicia 13 oczek. To było zabójcze pięć minut, które skutecznie zamazało obraz wyrównanego przez większość czasu spotkania. Zmęczenie i krótka ławka rezerwowych wrocławian były główną przyczyną zastoju zespołu z końcówki kwarty. Ostateczny wynik to 89:71 dla Czarnych Słupsk.

Energa Czarni Słupsk – WKS Śląsk Wrocław 89:71 (22:20, 23:20, 22:22, 22:9)

Czarni: Mbodj 18, Blassingame 13, Campbell 11, Jackson 10, Surmacz 10, Harper 9, Cesnauskis 7, Seweryn 6, Zywert 5, Rypiński

Śląsk: Kowalenko 21 (12 zb), Jarmakowicz 15, Jankowski 11, Han 10, Kulon 9, Ikovlev 5, Chanas, Jakubiak, Krakowczyk

Zgłoś uwagę