Porażka Śląska w Gliwicach [RELACJA, KOMENTARZE]

Trwa niedobra seria piłkarzy Śląska. Wrocławinie nie tylko po raz dziesiąty (8 meczów ligowych, 2 pucharowe) nie wygrali wiosną, ale w dodatku po raz pierwszy w tej części roku przegrali na wyjeździe. W Gliwicach lepszy okazał się tamtejszy Piast, który zwyciężył 2:0.

  • fot.Śląsk Wrocław


Po meczu z Podbeskidziem Bielsko-Biała do wrocławskich piłkarzy kierowano zastrzeżenia, że nie uderzali z dalszej odległości. Wzięli sobie to do serca i w pierwszej połowie meczu w Gliwicach czterokrotnie uderzali z dystansu. Aż trzy razy robił to Lukasz Droppa, który powrócił do składu po miesięcznej przerwie spowodowanej bólem pleców, jednak albo uderzał minimalnie ponad poprzeczką, albo piłka wpadała w ręce bramkarza Piasta. Dobrivoj Rusov popisał się także bardzo dobrą interwencją przenosząc piłkę nad poprzeczką po świetnym uderzeniu Kamila Dankowskiego.
– W poprzednich meczach mało strzelaliśmy z dystansu, więc tym razem staraliśmy się to robić. Mam nadzieję, że w drugiej części gry, po którymś z takich uderzeń piłka wpadnie do siatki – mówił w przerwie pomocnik Śląska Tomasz Hołota.

Nie wpadła, natomiast dwukrotnie musiał po nią sięgać do własnej bramki Mariusz Pawełek. Ale wcześniej niż to się stało miało miejsce zdarzenie, które zaważyło na losach meczu. Po poprzednim spotkaniu krytykowano Milosza Lacznego, który przebywał na boisku zaledwie 12 minut i w tym czasie ujrzał dwie żółte i oczywiście także czerwoną kartkę. Wydawało się, że taki niechlubny „rekord” trudno będzie pobić, ale Krzysztorf Danielewicz przekonał, że dla zawodników Śląska nie ma nic niemożliwego. Pomocnik Śląska pojawił się na murawie w 56 minucie zastępując Droppę, a już 6 minut później musiał je opuścić, po dwóch żółtych i czerwonej kartce.

Osłabienie Śląska dodało dodatkowego animuszu gospodarzom, którzy i tak od początku II części gry mieli inicjatywę. W dodatku ze zmianą trafił Radoslav Latal, zastępując w 66 minucie Adriana Klepczyńskiego, Łukaszem Hanzelem. Były gracz Zagłębia Lubin, który doskonale pamiętał jak ważne dla tamtego klubu, były mecze właśnie ze Śląskiem, tym razem okazał się katem wrocławian. Najpierw mocno uderzył z około 13 metrów, a piłka po rękach Pawełka (chyba nieco spóźnił się z interwencją) wylądowała w siatce. W 84 minucie ponownie uderzał właśnie Hanzel. Futbolówka odbiła się od nogi Juana Calahorro i było 2:0. Trener Tadeusz Pawłowski posmutniał i miał ku temu powody, bowiem jeden zmiennik był na boisku tylko przez 6 minut, a inny (Calahorro) strzelił „samobója”. – Zawsze chcę grać. Ostatnio dostawałem mało szans i cieszę się, że moje wejście pomogło naszej drużynie. Już po pierwszej połowie mieliśmy takie sygnały, że można Śląsk pokonać, a czerwona kartka dla Danielewicza jeszcze nas w tym utwierdziła. Cieszymy się z wygranej, bo dobrze wiemy, że do końca części zasadniczej musimy zdobyć jak najwięcej punktów, bo potem będą one dzielone na pół – przekonywał szczęśliwy strzelec, który ostatnio mecze Piasta oglądał z ławki rezerwowych.

A Pawłowskiemu tym razem nie udały się także dwa inne manewry: gra bez rozgrywającego i ustawienie obu bliźniaków Paixao w ataku. W I połowie z przodu operował Marco, a za jego plecami Flavio, a w drugiej zamienili się rolami. Nic z tego nie wyszło. Dobrze grający defensorzy Piasta nie dopuszczali ich do sytuacji bramkowych, a gdy bracia już takie mieli, po prostu pudłowali (Marco 2 razy, Flavio – raz). Może jednak trzeba się zastanowić, czy powinni jednocześnie przebywać na boisku.

ANDRZEJ LEWANDOWSKI

PIAST GLIWICE – ŚLĄSK WROCŁAW 2:0 (0:0).

Bramki: 1:0 Hanzel (71), 2:0 Calahorro (84 samobójcza).

Czerwona kartka: Danielewicz (62 za 2 żółte).

Żółte kartki: Wilczek, Podgórski – Dudu, Droppa, Danielewicz.

Sedziował: Tomasz Musiał.

PIAST: Rusov – Mokwa, Osyra, Hebert, Klepczyński (66 Hanzel) – Podgórski, Murawski, Vassiljev (90 Martinez), Moskwik – Wilczek, Jurado (74 Szeliga). 

ŚLĄSK: Pawełek – Zieliński, Celeban, Hołota, Dudu – Hateley, Droppa (56 Danielewicz) – Pich (72 Calahorro), Dankowski (68 Grajciar) – F. Paixao – M. Paixao.

 

KOMENTARZE PO MECZU

Oto wypowiedzi trenerów po meczu w Gliwicach. Dla Radoslava Latala było to pierwsze zwycięstwo w roli szkoleniowca Piasta, natomiast tadeusz Pawłowski nadal czeka na pierwszą wiosenna wygraną.

RADOSLAV LATAL (Piast)

- Po pierwsze bardzo się cieszę, że dzisiaj wygraliśmy mecz. Mieliśmy bardzo duże problemy kadrowe. Brakowało Badii, Zivca, a Horvath nie mógł zagrać z powodu kartek. Dobrze się przygotowaliśmy do tego spotkania. Dzisiaj graliśmy agresywnie, pressingiem, czekaliśmy na swoja szansę, która przyszła. Bardzo nas cieszy zero z tyłu. Myślę, że jest to zasłużone zwycięstwo. O naszej wygranej zadecydowała czerwona kartka dla zawodnika Śląska. Później mieliśmy więcej miejsca na boisku i to tak naprawdę najważniejsze.

TADEUSZ PAWŁOWSKI (ŚLĄSK)

- W pierwszej połowie mieliśmy 2-3 sytuacje, których nie wykorzystaliśmy. W drugiej, po zejściu Lukasa mieliśmy problemy, żeby utrzymać rytm w drugiej linii. Naturalnie czerwona kartka dla Danielewicza ustawiła mecz. Nie mogliśmy utrzymać piłki, nie byliśmy groźni w ofensywie. Uważam, że Piast wygrał zasłużenie. Gratuluję. Danielewicz jest inteligentnym zawodnikiem, ale jak ma się żółtą kartkę, to się nie fauluje drugi raz, czy też nie wchodzi wślizgiem. Myślę, że tutaj zaważyła nerwowość. Po meczu przeprosił. Długo mieliśmy mecz pod kontrolą. Droppa bardzo dobrze wszystko łatał bo jest szybkim zawodnikiem. Później już Tom z Krzyśkiem nie nadążali. Juan jest takim samym zawodnikiem jak oni. Nie miałem wyboru, musiałem wprowadzić defensywnego piłkarza, bo była za duża dziura. Liczyłem, że przy 0:1 wykorzystamy jakiś stały fragment gry lub wyjdzie jakiś kontratak. Druga bramka rozstrzygnęła o wszystkim.

Zgłoś uwagę