Polski eksport. To meble, chemia i żywność uratowały nas przed recesją

Ekonomiści przepytani przez Money.pl nie mają wątpliwości: gdyby nie nasi eksporterzy, w Polsce mielibyśmy recesję. Ich wkład w zmianę PKB w ostatnich dwóch kwartałach wyniósł plus półtora procent. Wszystko wskazuje na to, że w najbliższych miesiącach ich znaczenie dla krajowej gospodarki będzie malało. Ale to - wbrew pozorom - również bardzo dobra wiadomość - pisze Maciej Rynkiewicz z Money.pl

W pierwszym półroczu 2013 eksport wyniósł 307 miliardów złotych, a import w tym czasie 309,1 miliarda złotych, wynika z wczorajszych danych Głównego Urzędu Statystycznego. W porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku, eksport zwiększył się o 2,8 procent, a import zmniejszył się o 5,3 procent. Wiele wskazuje, że rewelacyjny wynik krajowych przedsiębiorców na zagranicznych rynkach uratował gospodarkę.

- W ostatnich dwóch kwartałach to właśnie eksport był głównym motorem wzrostu gospodarczego. Wkład w zmianę PKB wyniósł plus 1,5 procent - wylicza Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium. Tak duży wpływ na krajową gospodarkę wynikał po części też ze spadającego importu i popytu krajowego. - Nie zmienia to jednak faktu, że eksport jest jednym z motorów wzrostu, szczególnie biorąc pod uwagę słabą koniunkturę u naszego głównego partnera handlowego - czyli strefę euro, włączając w to Niemcy - dodaje Maliszewski.

Eksporterzy nie siedzieli z założonymi rękomaOpinię Maliszewskiego podziela profesor Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC i były wiceminister finansów. Jego zdaniem, krajowi eksporterzy poradzili sobie dużo lepiej od światowej konkurencji. I mamy co im zawdzięczać. - Gdyby nie dodatni wpływ eksportu netto, no to mielibyśmy recesję. Eksport rósł, import pełzał albo spadał, co spowodowało, że mamy wzrost PKB. Niewielki, ale jednak - komentuje Gomułka.

Ekonomiści zauważają, że w ostatnich kwartałach doszło do poważnej zmiany struktury, która pozwoliła rosnąć eksportowi, mimo spadku sprzedaży do krajów strefy euro.

- Polscy przedsiębiorcy nie siedzieli z założonymi rękami i nie obserwowali sytuacji spadku zamówień ze strefy euro. Oni w tym czasie szukali innych rynków zbytu poza Europą i to z powodzeniem. W czasie kiedy eksport do strefy euro nie rósł - a były miesiące, że ten wręcz spadał - to do krajów Europy Środkowo-Wschodniej i krajów rozwijających się, poza Starym Kontynentem, rósł w tempie dwucyfrowym - dodaje Grzegorz Maliszewski. - Aktywna polityka polskich eksporterów spowodowała, że sprzedaż za granicę nie wyhamowała, jak się wcześniej obawiano.

Firmy działające na polskim rynku, które eksportują, wykorzystały moment osłabienia gospodarczego, aby znacznie szerzej rozejrzeć się po świecie. - Okazało się, że mamy nie tylko bliskich sąsiadów, którzy chętnie kupują nasze produkty, ale że partnerów biznesowych możemy szukać i znajdować na całym świecie. Warto do ich drzwi zapukać i jak widać, to rozglądanie się po świecie zaczyna być skuteczne - dodaje doktor Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan.

Pomogli też Niemcy i słaby złotyCałej zasługi eksporterom nie przypisuje Paweł Cymcyk, manager komunikacji inwestycyjnej ING TFI. Jego zdaniem, duży wpływ na stan rzeczy miała rewelacyjna jak na te czasy kondycja gospodarki Niemiec. - Obecnie 25 procent naszego eksportu idzie do zachodnich sąsiadów. Niemiecka gospodarka, kiedy cała strefa euro się kurczyła, radziła sobie dobrze. Powiedziałbym, że wręcz bardzo dobrze - jak na jej wielkość, skalę i elastyczność - uważa Cymcyk. My jesteśmy takim podproducentem tamtejszych producentów i eksporterów, więc kiedy oni znajdowali rynki zbytu, to pomagało też Polsce. Czytaj więcej...

Zgłoś uwagę