Polski Egiptolog o krok od sensacyjnego odkrycia

Czy brak pieniędzy na badania zaprzepaści odnalezienie grobowca faraona?

mJuż 14 lat nad słynną świątynią Hatszepsut w Egipcie pracuje Misja Skalna profesora Andrzeja Niwińskiego z Uniwersytetu Warszawskiego. Najpierw miała zabezpieczać ten wspaniały obiekt przed zniszczeniem przez skały, które mogą oberwać się z urwiska. W trakcie badań okazało się jednak, że na tym stanowisku może znajdować się nieodkryty grobowiec faraona. - Dopiero teraz mogę powtórzyć, że odkrycie jest bardzo bliskie i oddziela je od nas tylko czas usunięcia nagromadzonych mas odłamków skalnych z rozbitych głazów. Będzie to sensacja na miarę odkrycia miejsca spoczynku Tutanchamona - przekonuje egiptolog. W rozmowie z Tomaszem Bonkiem, redaktorem naczelnym Money.pl i miłośnikiem Egiptu, prof. Andrzej Niwiński obnaża fatalny stan finansów polskiej nauki i apeluje do biznesu o wsparcie, bo może zabraknąć pieniędzy na dokończenie prac. - Polskiej nauki na to nie stać! Czy znajdzie się nowy lord Carnavon, który sfinansuje misję?

Tomasz Bonek, redaktor naczelny Money.pl: Trafił do mnie list, w którym zwraca się Pan do biznesu, że poszukuje polskiego lorda Carnavona, który pokryje koszty badań misji uniwersyteckiej w Egipcie. Ten człowiek uwierzył Howardowi Carterowi i przez długie lata płacił za jego badania w Dolinie Królów, które doprowadziły do odkrycia grobowca Tutanchamona. Czy z finansowaniem polskiej nauki jest tak źle, że musi się Pan zwracać o pieniądze do biznesu? A może to światowa norma...

Prof. Andrzej Niwiński: Zacznę od Howarda Cartera i lorda Carnarvona. Panowie znali się długo, prowadzili wspólne poszukiwania na terenie nekropoli tebańskiej już w 1907 roku i lord, który finansując te badania nie był bynajmniej tylko sponsorem, gdyż według ówczesnych norm otrzymywał 50 proc. znalezionych przedmiotów, miał okazję dobrze poznać solidność archeologa, który prowadził dla niego badania. Gdy inny angielski badacz, Theodor Davis uznał, że nie ma już czego szukać w Dolinie Królów, na którą miał koncesję, Carter przekonał Carnarvona, że według jego analizy znajduje się tam jeszcze jeden królewski grobowiec - Tutanchamona. Carnarvon podjął temat, licząc też na zyski i przez kilka lat finansował poszukiwania Cartera.

Do historii przeszedł ostatni sezon, który Carter wybłagał u lorda, mówiąc, że musi jeszcze zbadać bardzo niewielki teren, kilkadziesiąt metrów kwadratowych, gdzie według jego zdania powinien się znajdować grób. Tak się składa, że nasza Misja Skalna też ma do przebadania nie więcej, jak 30 m kwadratowych terenu i też uważam, że znajduje się tam wejście do grobu królewskiego. Niestety, nie mam żadnego lorda, którego mógłbym prosić o jeszcze jeden sezon cierpliwości. Ale, gdy pisałem swój apel w 2010 roku do sponsorów, w którym użyłem tego porównania, poszukiwałem znacznie większej kwoty, niż obecnie, a po drugie, myślę teraz, że popełniłem jednak błąd, gdyż poszukiwanie lorda kojarzy się z jakąś wielką sumą pieniędzy. Tymczasem sezon, na który obecnie potrzebuję funduszy, będzie kosztować około 60 tys. zł, co, jak sądzę, nie jest jakąś niebotyczną kwotą dla biznesu.

Nota bene, finansowanie rozmaitych wydarzeń kulturalnych czy przedsięwzięć naukowych przez biznes jest rzeczywiście raczej normą światową, a nie polską specyfiką. Badania prowadzone w Egipcie przez Niemców na przykład, są dofinansowywane przez duże koncerny, a Muzeum Egipskie w Turynie zostało zmodernizowane dzięki wsparciu finansowemu pewnego banku. Natomiast, niestety, w Pańskim pytaniu o finansowanie polskiej nauki kryje się także odpowiedź...

W jak bardzo gorszej sytuacji są więc polscy naukowcy, w porównaniu z tymi z Zachodu?

Jeśli chodzi o porównanie polskich egiptologów, czy szerzej - archeologów śródziemnomorskich z kolegami z Zachodu, wszelkie różnice sprowadzają się tylko do spraw finansowych, bo z punktu widzenia naszych możliwości intelektualnych i osiągnięć, mierzonych liczbą odkryć i jakością fachowych publikacji, należymy do ligi mistrzów, mówiąc językiem sportu. Natomiast sam fakt, że tę pozycję uzyskaliśmy w znacznie trudniejszych warunkach, jest także osiągnięciem w zakresie sportów ekstremalnych. Żaden amerykański, angielski, francuski czy niemiecki kierownik misji archeologicznej w Egipcie nie przystąpi do pracy, nie mając kilkudziesięciu tysięcy dolarów na miesiąc. Ja rozpoczynam sezon, gdy zbiorę dwadzieścia tysięcy złotych miesięcznie. Nasz następny, zbliżający się sezon jest wyjątkowo kosztowny z uwagi na konieczność wynajmu ciężarówek, dlatego szukam 60 tysięcy. Polskie misje archeologiczne mają z pewnością mniej wyrafinowanego sprzętu, mieszkają w warunkach, jakich nie można nazwać luksusowymi.

Polskie osiągnięcia w okolicach Luksoru są imponujące.

Deir el-Bahari jest zagłębiem polskiej myśli egiptologicznej i konserwatorskiej. Od 1962 roku Centrum Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego im. Profesora Kazimierza Michałowskiego, który był także moim mistrzem, prowadzi tu badania i rekonstrukcję świątyń Hatszepsut oraz Totmesa III. Ta ostatnia została zresztą odkryta przez Polaków, co było jedną z największych sensacji archeologicznych w Egipcie. Od 1999 roku prowadzona przeze mnie Misja Skalna prowadzi m.in. działania osłonowe tych dwóch polskich misji, zabezpieczając teren ich prac przed zagrożeniem, że z położonej 100 metrów wyżej półki skalnej, gdzie znajduje się nasze stanowisko badawcze, spadną kamienie. Czytaj więcej...

Zgłoś uwagę