Piłkarze Śląska jadą do Białegostoku

Meczem z Jagiellonią (piątek, godz. 20.30) w Białymstoku  piłkarze Śląska rozpoczną rywalizację w grupie mistrzowskiej. Po podziale punktów wrocławianie plasują się na czwartym miejscu ze stratą dwóch „oczek” do najbliższego rywala.

  • fot. Śląsk Wrocław


W ubiegłym sezonie obie drużyny występowały w grupie drużyn walczących o utrzymanie się w lidze. Wyjazd do Białegostoku był bardzo udany, bowiem wrocławianie zwyciężyli tam 3:0. Warto byłoby powtórzyć ten wynik także w piątek. Śląsk nie jest bez szans, a powodem do optymizmu są choćby doskonałe nastroje w drużynie po wywalczeniu awansu do czołowej ósemki ekstraklasy. – Jesteśmy w świetnych nastrojach, które dodatkowo poprawia powrót do pełni sił Dudu Paraiby. Jego obecność w kadrze drużyny daje nam większe pole manewru w wielu sytuacjach. Wielu graczy odpoczęło, choćby Flavio i Marco Paixao, a niektórzy brak grania wyrównali w drugim zespole. Mecz z Jagiellonią jest bardzo ważny, ponieważ od jego rezultatu będzie wiele zależało w kontekście kolejnych spotkań w grupie mistrzowskiej. Jedziemy tam z nadzieją na zwycięstwo, a że „Jaga” podobnie jak  my „gra w piłkę”, jest nadzieja na dobre widowisko – mówi drugi trener Śląska Paweł Barylski.

Sztab szkoleniowy cieszy także dobra dyspozycja Roberta Picha, autora pięknej bramki w ostatnim meczu fazy zasadniczej sezonu z Wisłą Kraków, w którym po raz pierwszy w tym roku zagrał od pierwszej do ostatniej minuty. – Jego strona mentalna poszła do góry. Nasz trener cały czas go wspierał. Robert jest wyluzowany. W takiej formie chyba go jeszcze nie widziałem, odkąd przyszedł do Śląska. Sądzę, że w sensie przydatności do drużyny może być w końcu porównywany do Waldka Soboty – ocenia Barylski.

Ostatnio dobrą formę w drugiej drużynie prezentował Karol Angielski. Ale on w Białymstoku nie zagra. – Karol jest coraz bliżej gry w naszej drużynie. On wreszcie zrozumiał, że aby walczyć z tymi, którzy w niej występują o miejsce w składzie, musi na każdym treningu pokazywać, że im nie ustępuje. Ale teraz nie zagra z powodu tego, że zdawał w tym tygodniu maturę – mówi Barylski.

Szansę na debiut w pierwszej drużynie ma natomiast Andrea Ciolacu. Rumun gra coraz lepiej, a ostatnio w jednym z trzecioligowych spotkań strzelił cztery gole.

Niektórzy narzekają, że wrocławianie bardzo mało bramek strzelają po stałych fragmentach gry. Tymczasem wyjaśnienie jest bardzo proste. – To już nie są czasy, gdy w Śląsku grali: Przemysław Kaźmierczak, Tomasz Jodłowiec, Adam Kokoszka czy Rafał Grodzicki, którzy stanowili zagrożenie pod bramką gości w takich sytuacjach. Teraz jesteśmy dość niskim zespołem i jedynie Piotr Celeban jest w takiej grze naszym atutem – wyjaśnia Barylski.

Tym jednak niekoniecznie trzeba się przejmować. Jak podał jeden z portali zajmujących się piłkarska statystyką niespodziewanie to właśnie Śląsk strzelił w fazie zasadniczej najwięcej bramek w meczach z drużynami z czołowej ósemki. Czyli właśnie silnym wrocławianie potrafią strzelać gole. Co ciekawe Śląsk jest poza tym jedynym zespołem z całej ekstraklasy (oczywiście chodzi o drużyny występujące w niej w obecnym i poprzednim sezonie), który nie przegrał jeszcze żadnego meczu w grupie powstałej po podziale punktów. To efekt bardzo dobrej dyspozycji wrocławian w maju ubiegłego roku, kiedy walczyli w grupie drużyn broniących się przed spadkiem.

ANDRZEJ LEWANDOWSKI

Zgłoś uwagę