Pierwsza porażka koszykarek Ślęzy

Po czterech zwycięstwach z rzędu pierwszą porażkę w rozgrywkach Tauron Basket Ligi poniosły koszykarki Ślęzy. Wrocławianki niespodziewanie uległy na własnym parkiecie Enerdze Toruń 78:80. 

  • fot. http://slezawroclaw.pl/


- Jeszcze przed meczem uprzedzałem, że zespół z Torunia idzie tylko do góry, bo wzmocnił się o dwie zawodniczki. W pierwszej kwarcie zlekceważyliśmy grę obronną. Straciliśmy 28 punktów. W trzeciej kwarcie z kolei 22. Z taką grą w obronie nie można wygrać meczu.. Chociaż w końcówce okazało się, że nawet można było go wygrać. Wystarczyłoby dwa razy trafić spod kosza – mówił trener Ślęzy.

I nie mylił się. Świetnie dysponowana rozgrywająca Energi Matee Ajavon niczym autostradą, bez problemów przedzierała się pod kosz wrocławianek i punktowała. A kiedy jej koleżanki nie trafiały, nic złego dla nich się nie działo, bowiem przechwytywały większość piłek odbitych od tablicy i miały szanse na poprawkę.

Paulauskas przeżywał trudne chwile tym bardziej, że już po 8 minutach rozgrywająca Ślęzy Sharnee Zoll miała na koncie trzy przewinienia. A że nie mogła grać kontuzjowana Sandra Linkeviciene, litewskiemu szkoleniowcowi w odwodzie pozostała tylko jedna oprócz Sharnee „jedynka” Zuzanna Sklepowicz.

- Już przed meczem wiedziałem, że tak może się stać, bo na ostatnim meczu w Gdyni, to samo mieliśmy. Śnieżek miała cztery a Zoll 3 przewinienia. Więc teraz puściłem Zuzę już w 6 minucie, żeby ją ograć, żeby nie wyszła nie rozgrzana. Nie miałem jeszcze jednej małej z tyłu – wyjaśniał Paulauskas.

Wysiłek na marne

Po pierwszej kwarcie przegranej różnicą 10 punktów, koszykarki Ślęzy postanowiły pokazać, że jednak są zespołem z charakterem.

Już 17 minucie po akcjach Zoll i Agnieszki Śnieżek, wyszły na prowadzenie 36:35. Jednak kolejne 3 minuty przegrały 3:9. Podobnie było w pozostałych kwartach. W trzeciej było już tylko 55:59, a ostatnie 2 minuty przegrane 4:7.

No i niestety to samo stało się w końcówce spotkania. Chociaż w 35 minucie zawodniczki gości prowadziły już różnica 10 punktów (66:76), na 1 minutę i 35 sekund przed końcową syreną po akcji Śnieżek prowadziła Ślęza 78:77. I to był już niestety koniec. Śnieżek nie zakończyła kolejnej akcji trafieniem, a wykorzystane rzuty wolne przez Ajavon i Paulinę Misiek dały zespołowi z Torunia wygraną. Do remisu lub nawet zwycięstwa gospodyń mogła jeszcze doprowadzić w ostatniej akcji Katarzyna Krężel, ale trafiła w obręcz. 

Poprzednie dwa mecze we własnej hali Ślęza wygrała w końcówkach. Tym razem jednak się nie udało.

- Myślę, że moim zawodniczkom zabrakło sił. 35 minut grała Agnieszka Śnieżek, a 38 minut Zoll. Grały dobrze, ale wiadomo, że musiały stracić siły. Przychodziło zmęczenie, a obrona przeciwnika była agresywna.. Czasami mówiłem co mają grać, a one robiły coś innego. My na wyjeździe inaczej gramy. Nie można zawsze liczyć na szczęście. Trzeba wziąć się do obrony, bo bogini Fortuny nikt nie kupi. Ją trzeba podnieść z parkietu – podsumował Paulauskas. 

ANDRZEJ LEWANDOWSKI

ŚLĘZA WROCŁAW – ENERGA TORUŃ 78:80 (18:28, 21:16, 20:22, 19:14).

ŚLĘZA: Zoll 17 (2x3), Krężel 17 (3x3), Leciejewsska 6, Shegog 13, Śnieżek 15 – Sklepowicz 0, Mistygacz 6 (2x3), Czarnecka 0, Sulciute 4 (1x3).

ENERGA: Ajavon 21, Skorek 12 (2x3), Alikina 11, Macaulay 6, Misiek 6 – Idczak 9 (3x3), Walich 6, Kudraszowa 0.

 

Zgłoś uwagę