Panthers Wrocław pokonuje Warsaw Sharks

W rozegranym w weekend kwietnia meczu trzeciej kolejki Topligi drużyna Warsaw Sharks na własnym boisku uległa Panthers Wrocław 6:63. 

  • fot: facebook


Obie drużyny po ubiegłotygodniowych porażkach miały coś do udowodnienia nie tylko sobie, ale także kibicom i pozostałym klubom w Toplidze. Sharks w poprzedniej kolejce przegrali na wyjeździe z Husarią Szczecin, natomiast Panthers na własnym stadionie musieli uznać wyższość Seahawks Gdynia. Obie drużyny przystępowały więc do tego meczu bardzo zmotywowane. 

Początek niedzielnego spotkania nie zwiastował tak wysokiego zwycięstwa wrocławian. Co prawda Panthers przejęli inicjatywę i to oni od pierwszej akcji dyktowali warunki gry, ale nie była to dominacja, której większość obserwatorów się spodziewała. Rekiny dzielnie stawiały czoła faworyzowanym gościom. Jednak ich ambicja i wola walki nie wystarczyły aby powstrzymać bardzo skuteczny tego dnia atak Panthers, który prowadzony był przez Bartosza Dziedzica. 

Jako pierwszy z piłką w polu punktowym Sharks zameldował się Rickey Stevens zapewniając Panthers prowadzenie, którego wrocławianie nie oddali już do końca meczu. W pierwszej kwarcie po akcji podaniowej punkty udało się jeszcze zdobyć Tomaszowi Dziedzicowi i tym samym Pantery znalazły się w bardzo komfortowej sytuacji. Na początku drugiej kwarty wynik, również po akcji podaniowej,  podwyższył Patryk Matkowski i wydawało się,  że w tym meczu wszystko jest już przesądzone. 

Jednak wówczas przebudziła się ofensywa Rekinów prowadzona przez Giorgio Bryanta. Panthers bardzo szybko przekonali się jak bardzo jest to niebezpieczny zawodnik. Rozgrywający Sharks popisał się pięknym biegiem, w którym wymijał rywali niczym tyczki w slalomie, a następnie popędził w stronę pola punktowego zdobywając punkty dla Rekinów. Jego akcja bez wątpienia była ozdobą tego pojedynku, a dla warszawian mogła być sygnałem, który poderwie ich do walki. 

Pantery odpowiedziały na to zagranie bardzo szybko. Już w kolejnej serii ofensywnej piłkę w polu punktowym złapał Tomasz Dziedzic i na przerwę wrocławianie schodzili z 22-punktowym prowadzeniem. Pierwsza połowa pomimo dużej przewagi Panhters nie była wbrew pozorom zła w wykonaniu Rekinów, a o stratach punktowych decydowały indywidualne błędy.

Jednak tego co zobaczyliśmy po przerwie w wykonaniu obu drużyn, chyba nikt z obecnych na stadionie się nie spodziewał. Wrocławianie w drugiej części meczu pokazali dlaczego mają jedną z najlepszych drużyn w kraju. Trzecia kwarta w ich wykonaniu to był prawdziwy popis, który zakończył się aż czterema przyłożeniami. Punkty zdobywali kolejno Rickey Stevens, Tomasz Kamiński, Wiktor Zięba i Deante Beattle.

W ostatniej odsłonie spotkania podopieczni Nicka Johansena zameldowali się w polu punktowym Sharks tylko raz, za sprawą biegu Mateusza Szeflera. Ostatecznie pojedynek zakończył się zasłużonym zwycięstwem Panter 63:6. 

- Mam wrażenie, że w pierwszej połowie meczu nie byliśmy do końca skoncentrowani. Dopiero przerwa i kilka słów reprymendy od trenera sprawiło, że wyszliśmy dużo bardziej zmobilizowani. Efektem były cztery przyłożenia zdobyte zarówno przez graczy ataku,jak i obrony. Plan jaki sobie założyliśmy przed tym pojedynkiem udało nam się w pełni zrealizować. Jestem również bardzo zadowolony z samego meczu, który był twardy, ale jednocześnie bardzo czysty - powiedział po meczu Kamil Ruta, kapitan defensywy Panthers Wrocław. 

- Do dzisiejszego meczu przystąpiliśmy bez kilku kluczowych zawodników. Zagraliśmy między innymi bez naszego running backa Mikołaja Pawlaczyka, co spowodowało, że ofensywa musiała wyglądać całkowicie inaczej niż w dotychczasowych meczach. Roszady nie pomagały również w naszej grze defensywnej. Mimo wszystko dwie pierwsze kwarty pokazały, że jesteśmy w stanie nawiązać walkę i łatwo nie oddamy pola - skomentował Mateusz Gołoś, linebacker Warsaw Sharks. 

Najlepszym zawodnikiem Panthers był rozgrywający Bartosz Dziedzic, który aż pięciokrotnie podawał na przyłożenie i samodzielnie zdobywał jardy biegami. Kroku dotrzymywał mu również jego brat Tomasz Dziedzic, autor dwóch przyłożeń oraz running back Rickey Stevens. W obronie wyróżnił się Deante Battle oraz Krzysztof Wis. Niezawodny przy podwyższeniach za jeden punkt był Dawid Pańczyszyn. 

W Sharks na pierwszy plan wysunęli się gracze defensywy - Mateusz Szczęk, Łukasz Wojtkowski oraz młody defensive back Rafał Michaluk, który popisał się wieloma skutecznymi powaleniami. W ataku pierwszoplanową rolę odegrał rozgrywający Giorgio Bryant. 

Kolejny mecz Sharks rozegrają 7 maja, a ich przeciwnikiem będą Seahawks Gdynia. Tego samego dnia w meczu domowym Pantery podejmą Warsaw Eagles.
 

Warsaw Sharks - Panthers Wrocław 6:63 (0:14, 6:14, 0:28, 0:7) 

Mecz obejrzało 800 widzów. 

MVP meczu: Bartosz Dziedzic (rozgrywający Panthers Wrocław)

Zgłoś uwagę