Pantery przegrały z Seahawks Gdynia

W rozegranym w sobotę 9 kwietnia meczu drugiej kolejki Topligi drużyna Panthers Wrocław przegrała na własnym boisku z Seahawks Gdynia 10:13.

  • Drużyna Panthers Wrocław przegrała na własnym boisku z Seahawks Gdynia

  • Drużyna Panthers Wrocław przegrała na własnym boisku z Seahawks Gdynia

  • Drużyna Panthers Wrocław przegrała na własnym boisku z Seahawks Gdynia


To był pojedynek wagi ciężkiej. Rzęsisty deszcz, mnóstwo flag, wiele zatrzymań i mało efektownych akcji. Szlagier drugiej kolejki Topligi rozczarował, choć emocji nie brakowało. Blisko 1000 kibiców zgromadzonych na Stadionie Oławka oglądało pojedynek, który śmiało można nazwać dreszczowcem. Od pierwszej do ostatniej minuty oglądali oni bardzo taktyczne spotkanie, które rozstrzygnęło się w ostatniej akcji meczu, kiedy po kontrowersyjnej decyzji sędziów Seahawks Gdynia stanęli przed szansą kopnięcia z pola, które w pełni wykorzystali.
 
Początek spotkania jednak nie wskazywał takiego wyniku meczu. Gdy Rickey Stevens zdobył przyłożenie już w pierwszej serii ofensywnej wydawało się, że zgodnie z zeszłoroczną tradycją, wrocławianie znów rozgromią Seahawks w sezonie regularnym. Szybkie prowadzenie uspokoiło Pantery, które tego dnia prowadził Bartosz Dziedzic. Młodszy z braci bliźniaków pewnie dyrygował zespołem oddając piłkę w ręce Stevensa lub szukając podaniem Patryka Matkowskiego bądź Miłosza Maćkowa. Dobry początek był jednak zwiastunem gorszej gry w dalszej części spotkania.
 
Do końca pierwszej połowy żadna z ekip nie potrafiła się przedrzeć przez zasieki obronne rywali. W Panthers formacją defensywną dyrygowali Kamil Ruta i Josh Alaeze, obaj zostawili sporo serca na boisku, a ich uderzenia futboliści Seahawks będą odczuwać przez kolejne dni. Obrona gości jednak równie skutecznie neutralizowała biegi Stevensa i próby Konrada Starczewskiego. Nawet jeśli jedna z drużyn w końcu znalazła sposób na zdobycie większej liczby jardów, to cały wysiłek niwelowały przewinienia. W całym spotkaniu siedmioosobowa obsada sędziowska rzuciła blisko 40 flag. Takiej liczby nie pamiętają nawet najwięksi weterani PLFA. – Niestety nie było to przyjemne dla oka i efektowne spotkanie. Wiele akcji okazywało się anulowanych przez bardzo nadgorliwą grę zawodników i czasami aż zbyt czujne oko sędziów. To była prawdziwa wojna nerwów – mówi Jakub Głogowski, generalny menedżer Panthers Wrocław. Przez cały mecz  obraz gry nie uległ zmianie. Ofensywy obu zespołów nie miały pomysłu na przebicie się przez formacje obronne. Dobre akcje przeplatano przewinieniami lub potężnymi uderzeniami.
 
- Przegraliśmy na własne życzenie, bo popełniliśmy zbyt dużo błędów indywidualnych. Wymuszamy nieudaną trzecią próbę, ale w nagrodę dajemy rywalom pierwszą próbę za darmo, bo ktoś uderza po gwizdku rozgrywającego lub łapie za kratkę kasku. Takich flag w całym meczu mieliśmy z 20. To jest żenujące - ostro skomentował poczynania Panthers kapitan zespołu Kamil Ruta.  Bezsprzecznie najlepszym graczem na boisku był autor jednego przyłożenia i zdobywca wielu jardów Joshua Quezada. W obronie Seahawks wtórowali mu Arkadiusz Cieślok - który dwa razy zatrzymał rozgrywającego rywali przed linią wznowienia - oraz Michał Garbowski, Brandon Stanley i Tim McGee. W barwach Panter błyszczał Kamil Ruta, którego wspierali Rickey Stevens, Karol Mogielnicki i Josh Alaeze.
 
Następny mecz Panthers rozegrają 17 kwietnia w Warszawie, gdzie zmierzą się z ekipą Warsaw Sharks. Kolejny raz futbolistów z Wrocławia zobaczymy w stolicy Dolnego Śląska 30. Kwietnia, kiedy zagrają w meczu europejskiej Ligi Mistrzów.

Zgłoś uwagę