„Panna Nikt” – to jest duże „coś” w Teatrze Współczesnym

Tryzna na kartach swojej książki opisał nastolatkę, która przegrywa nierówną walkę z dojrzewaniem i kończy ją samobójczym skokiem z okna. Pawłowi Passiniemu i Arturowi Pałydze – którzy podarowali „Pannę Nikt” teatrowi – udało się opowiedzieć nie tylko o nękających młode życie „potworach”. Kawałek po kawałku odkrywali je w każdym z nas.    

  • fot. Natalia Kabanow

  • fot. Natalia Kabanow

  • fot. Natalia Kabanow

  • fot. Natalia Kabanow

  • fot. Natalia Kabanow

  • fot. Natalia Kabanow

  • fot. Natalia Kabanow

  • fot. Natalia Kabanow

  • fot. Natalia Kabanow

  • fot. Natalia Kabanow

  • fot. Natalia Kabanow

  • fot. Natalia Kabanow

  • fot. Natalia Kabanow

  • fot. Natalia Kabanow

  • fot. Natalia Kabanow

  • fot. Natalia Kabanow


Ten spektakl zaczyna się... filmowo. Od finału. Jak wiele dramatów psychologicznych, których bohaterowie usiłują odpowiedzieć sobie najpierw na pytanie, dlaczego doszło do tragedii, obarczając się przy tym odpowiedzialnością, czyniąc wyrzuty, obrażając... A potem kamera ucieka z tego planu i niesie widza na początek całej historii.

Po obejrzeniu dziejów krótkiego życia Marysi Kawczak (w tej roli niezwykła Katarzyna Pietruska) – która wraz nieudanym ojcem (do bólu sugestywny Krzysztof Kuliński), rozkojarzoną i zaniedbana matką (świetna Irena Rybicka) oraz rodzeństwem przeprowadza się z baraku w dolnośląskiej pipidówie do wałbrzyskiego „apartamentu” – w ujęciu Artura Pałygi (scenarzysta) i Pawła Passiniego (reżysera) człowiek czuje się jak wysmagany sznurem od żelazka po nagich pośladkach.

Oglądamy i słuchamy Marysi, która tak bardzo lgnie do „nowego świata”, szukając w nim akceptacji szkolnych koleżanek, że gotowa jest odegrać każdą, nawet najokrutniejszą rolę, by je zadowolić. A one biją w nią  jak w bęben, obsypują pocałunkami, by za chwilę wystawić na pośmiewisko, drwiąc z jej naiwności i uczuć. Choć same są tylko biednymi, zagubionymi we mgle dziećmi, które by przetrwać samotność, brak zainteresowania ze strony dorosłych pozwalają, by „potwory” – jak wymyślony przez Kasię Dżigi i realnie bliski Ewie jakiś pan Stefan – raniły ich duszę i bezcześciły ciało. Tę dwoistość ich jaźni bardzo dobrze pokazał reżyser i wyśmienicie odegrały młode aktorki – Aleksandra Karpiuk (Kasia) i Milena Staszuk (Ewa).

W tym wszystkim są też dorośli, w spektaklu jakby celowo odesłani na drugi plan, a jednak każdy z nich dostał w tym dramacie swoje pięć minut i zagrał je tak, że chwilami chciało się wbić jeszcze mocniej w niewygodne fotele Współczesnego. Właściciele grubych skór i portfeli – rodzice Ewy (zabawni Renata Kościelniak i Maciej Tomaszewski), nieszczęśliwa szkolna wychowawczyni („wzorcowa” Ewelina Paszke-Lowitzsch), „bezpłciowy” pedagog konformista (Jerzy Senator w dobrej formie), dręczona wyrzutami sumienia nieobecnej matka Kasi (znakomita w monologu do słuchawki Zina Kerste) – lawirują wokół zapadliska o ludzkim kształcie (ciekawy element scenografii autorstwa Zuzanna Srebrnej), a czasem wynurzają się z niego jak dżdżownice z lekkiej ziemi, by komentować wypadki, śpiewem, śmiechem, okrzykami strachu lub rozbawienia, i są w tym spektaklu niezbędni. Podobnie „użyteczny” okazuje się Nikt (Krzysztof Boczkowski), postać dopisana przez Artura Pałygę (w powieści Tryzny jej nie ma), który ma zadatki na jedynego sprawiedliwego, niestety jest za słaby, by zawrócić bohaterkę z drogi samozagłady, po tym, jak jej jedynym imieniem stanie się Panna Nikt.

Na jeden element tego przedstawienia trzeba koniecznie zwrócić uwagę – muzyka, którą stworzył Łukasz Wójcik, jest ponadczasowo zwykła i nieprzekombinowana, nie wychodzi przed szereg przed słowem, ale pozwala, by ono utkwiło w pamięci. Jak piosenka o Dżigim (brawa dla wykonawczyni Aleksandry Karpiuk), która ma zadatki na prawdziwy przebój, bo jej refren siedzi w głowie dobrych kilka godzin po opuszczeniu kurtyny. Z całą pewnością warto się o tym przekonać.

Wrocławski Teatr Współczesny, Tomek Tryzna, „Panna Nikt”, scenariusz: Artur Pałyga, reżyseria: Paweł Passini, scenografia: Zuzanna Srebrna, kostiumy: Elbruzda, muzyka: Łukasz Wójcik, światło: Katarzyna Łuszczyk, projekcje wideo: Maria Porzyc, Agnieszka Waszczeniuk. Premiera 20 maja 2017 r.

Zgłoś uwagę