| strona główna | mapa serwisu | personalizuj | proces tłumaczenia przez Google Translate...
![]() |
aktualności |
Choć od zawsze związana z Krakowem Wisława Szymborska miała we Wrocławiu swoje miejsce. Był nim miesięcznik "Odra". W styczniowym numerze zamieszczony został być może ostatni wiersz zmarłej w środę poetki – "Wzajemność".
"To była przyjaźń literacka" – wspomina Wisławę Szymborską Mieczysław Orski, redaktor naczelny "Odry". "Miała zaufanie do naszego pisma, przesyłała nam do druku wiersze, które były dla niej ważne. To u nas ukazał się po raz pierwszy wiersz napisany po śmierci Kornela Filipowicza "Kot w pustym mieszkaniu". Poetka, milcząca przez trzy lata po odebraniu Nagrody Nobla, na miejsce powrotu wybrała nasze pismo. Bywała też we Wrocławiu – towarzysko i zawodowo. Przyjechała, kiedy wręczaliśmy Nagrodę "Odry" Czesławowi Miłoszowi. Wtedy, z okazji 40-lecia miesięcznika, była z nami dłużej i uczestniczyła w spotkaniu z czytelnikami w Muzeum Architektury. Pamiętam, że przyszły tłumy, by słuchać jej wierszy. Dlatego denerwuje mnie, że w kontekście jej śmierci mówi się tylko o anegdotach: że lubiła Gołotę, że pisała limeryki, że lubiła robić znajomym dowcipy... To tylko jedna strona Szymborskiej, nie zapominajmy, że przede wszystkim pisała wiersze".
Ostatni wiersz Szymborskiej "Wzajemność" otwiera styczniowy numer "Odry". To paradoksalne zestawienie zwyczajnych rzeczy zakończone celną puentą:
Zaprzyjaźniona z Szymborską wrocławska poetka Urszula Kozioł część swojego styczniowego felietonu "Z poczekalni" poświęciła właśnie wierszowi przyjaciółki. "O dryblingu Wisełki" napisała: "Oto poetka zdaje się z nogi na nogę przerzucać te swoje paradoksy, zdziwienia, bon moty, i tak wyliczając je, wyszczególniając i gromadząc jedne po drugich, buduje swoistą krągłość (piłkę!), by na koniec dać jej puentą takiego kopa, aż pod nieboskłon, że zachwyt owym celnym kopem w pierwszej chwili jakby przesłoni gorzką ironię puenty, która jest przecież chmurnym odesłaniem do niebieskiej bramki pewnego gestu sprzed dwu tysięcy lat, gestu zwielokrotnionego w ciągu wieków, jego smutną powtarzalnością, zawstydzającym powracaniem w coraz to innym momencie dziejów. (...) to właśnie jest realizacją poetki Wisławy Szymborskiej: o tym, co trudne i żmudne, pisać lekko. Pozornie lekko".
Kunszt poetycki Szymborskiej redakcja "Odry" doceniła dużo wcześniej od Komitetu Noblowskiego. Wiersze poetki pojawiały się regularnie na łamach pisma, a w stanie wojennym, po rozwiązaniu krakowskiego "Pisma" autorka przeniosła tu swoje felietony "Lektury nieobowiązkowe". W 1986 miesięcznik wyróżnił ją swoją nagrodą.
Szymborska w1993 roku przyjechała na wręczenie nagrody "Odry" Gustawowi Herlingowi-Grudzińskiemu. Przyjazd pisarza wywołał ostrą konkurencję pomiędzy władzami miejskimi i wojewódzkimi. Prezydent miasta osobiście cały dzień oprowadzał laureata po mieście, wojewoda wydał uroczysty obiad. Po powrocie z obiadu Wisława Szymborska opowiadała anegdotę: "Próbuję zagadnąć sąsiada z lewa. Nic. Zagaduję sąsiada z prawa. Nic. Rozglądam się, a wokół same popiersia".
Urszula Kozioł wspomniała w jednym z wywiadów, że ich rozmowy często zaczynały się od zdania: "A teraz opowiem ci całe moje życie". To był prywatny żart poetek, znak porozumiewawczy, że ich przyjaźń nie opiera się na wzajemnych zwierzeniach. Szymborska zawsze powściągliwa, skromna i zdystansowana nie lubiła epatować prywatnością. Poetki odwiedzały się – Urszula Kozioł będąc w Krakowie zatrzymywała się u Wisławy Szymborskiej. "Pod jej oknem rosło rozłożyste drzewo, to był chyba wiąz. Sięgał do balkonu - żywa, zielona kurtyna odgradzająca ją od świata szczelną gęstwiną." – wspominała na łamach jednej z gazet.
Kiedy Szymborska wyznała publicznie, że w zamieszaniu ponoblowskim nie może pisać wierszy, a tylko limeryki, zapanowała moda na ten gatunek. W mediach ogłaszano konkursy na limeryki. Do zabawy przyłączyli się też poeci m.in. Urszula Kozioł, która ułożyła m.in. taki:
"Do Krakowa zjechał nie bez wrzawy
Sam minister kultury z Warszawy I ledwo się przywitał Prosto z mostu zapytał: No i gdzie jest ten kopiec Wisławy?" Swoją "Chwilę" miała też Szymborska we Wrocławskim Teatrze Współczesnym. W 2003 roku na scenie oglądać można było monodram "Chwila" Elżbiety Golińskiej, składający się z 16 wierszy noblistki. "Znajdujemy się więc w zwyczajnym pokoiku zainstalowanym w małej salce na Małej Scenie. Krzątając się po pokoju aktorka miewa momenty refleksji coraz to innej, choć zarazem wzajemnie się uzupełniającej. I wygłasza ją tak, jakby ta refleksja w tej akurat chwili nawiedziła ją i była jej osobistym zwierzeniem. Obrana przez Golińską strategia – to rodzaj rozmowy z niewielką grupą zgromadzonych tu osób" - recenzowała spektakl Urszula Kozioł. "Golińska świadoma wagi słowa i wagi obrazu, wagi figur poetyckich, świadoma uwodzicielskiej urody tego świata i jego kruchości, a także urody słowa i jego kruchości, gestem królewskim ofiarowuje nam ów wiersz: dar iście królewski. A ile w końcu mamy równie pięknych wierszy w dziejach naszej literatury?" – pytała poetka.
Agnieszka Kołodyńska Źródło: kreatywnywroclaw.pl
|
| Wrocław.pl (c) 2010 | powered by CMSMirage |
|
Wrocławski Serwis Internetowy jest oficjalnym
|

