Opera Wrocławska: „Poławiacze pereł”. Recenzja spektaklu

Barwny, liryczny i dobrze zaśpiewany. Na spektakl „Poławiaczy pereł” Georges’a Bizeta w Operze Wrocławskiej bilety wyprzedano nie tylko na premierę, ale i na kolejne przedstawienia. Reżyser Waldemar Zawodziński wykreował baśniowy świat, a Ewa Michnik dopilnowała, by wypełniła go przepiękna, poruszająca muzyka francuskiego mistrza.

  • poławiacze pereł, opera wrocławska

    Scena z opery „Poławiacze pereł”/fot. Tomasz Walków

  • poławiacze pereł, opera wrocławska

    Scena z opery „Poławiacze pereł”/fot. Tomasz Walków

  • poławiacze pereł, opera wrocławska

    Scena z opery „Poławiacze pereł”/fot. Tomasz Walków

  • poławiacze pereł, opera wrocławska

    Scena z opery „Poławiacze pereł”/fot. Tomasz Walków

  • poławiacze pereł, opera wrocławska

    Scena z opery „Poławiacze pereł”/fot. Tomasz Walków

  • poławiacze pereł, opera wrocławska

    Scena z opery „Poławiacze pereł”/fot. Tomasz Walków

  • poławiacze pereł, opera wrocławska

    Scena z opery „Poławiacze pereł”/fot. Tomasz Walków

  • poławiacze pereł, opera wrocławska

    Scena z opery „Poławiacze pereł”/fot. Tomasz Walków

  • poławiacze pereł, opera wrocławska

    Scena z opery „Poławiacze pereł”/fot. Tomasz Walków

  • poławiacze pereł, opera wrocławska

    Scena z opery „Poławiacze pereł”/fot. Tomasz Walków

  • poławiacze pereł, opera wrocławska

    Scena z opery „Poławiacze pereł”/fot. Tomasz Walków

  • poławiacze pereł, opera wrocławska

    Scena z opery „Poławiacze pereł”/fot. Tomasz Walków

  • poławiacze pereł, opera wrocławska

    Scena z opery „Poławiacze pereł”/fot. Tomasz Walków

  • poławiacze pereł, opera wrocławska

    Scena z opery „Poławiacze pereł”/fot. Tomasz Walków

  • poławiacze pereł, opera wrocławska

    Scena z opery „Poławiacze pereł”/fot. Tomasz Walków

  • poławiacze pereł, opera wrocławska

    Scena z opery „Poławiacze pereł”/fot. Tomasz Walków


Opera dla wrażliwych

„Poławiacze pereł” to propozycja nie tylko dla fanów Bizeta, ale wszystkich tych, którzy w operze cenią sobie liryczne fragmenty, piękne melodie i chwytającą za serce historię. Taką, jak przyjaźń dwóch druhów – Zurgi i Nadira – poddaną najcięższej próbie, czyli miłości do tej samej kobiety – kapłanki Leili. Rozgrywająca się na Cejlonie akcja nie mogłaby być umiejscowiona gdzie indziej, bo już kompozytor i libreciści zadbali, by podkreślić koloryt lokalny, a chór zwracający się do bogów Brahmy i Śiwy należy do kanonu operowego i jest przy tym jednym z najpiękniejszych w historii gatunku. Waldemar Zawodziński wspólnie ze scenografką Marią Balcerek stworzyli spójną wizję miejsca baśniowego (feerię barw zobaczymy w każdym z kostiumów, ciekawa jest też symbolika hinduska), być może będącego poza czasem, a jednocześnie współczesnego, gdy mowa o uczuciach, bo te nie zmieniają się z upływem czasu. A miłość jest tu tematem kluczowym. Miłość braterska, jaką darzą się dwaj przyjaciele i miłość będąca porywem serca (w przypadku Nadira), albo namiętnością, która zżera od środka (jak u Zurgi).

Nadir (Sang-Jun Lee) i Leila (Joanna Moskowicz)/fot. Tomasz Walków

Uczucia Bizet potrafił oddać muzyką, jak niewielu kompozytorów. Dowodem najbardziej znaczącym, rzecz jasna, „Carmen”, ale i „Poławiacze pereł”, bo tak lirycznej arii, jak ta Nadira z I aktu (Je crois entendre encore) niewiele mamy w historii. A i duet Nadira i Zurgi (także z I aktu), czy chór „Brahma” z II aktu i cała scena Leili z tego samego II aktu sprawiają, że do „Poławiaczy pereł” wracać można po wielekroć, nigdy nie mając wrażenia znużenia muzycznym materiałem.

Mariusz Godlewski jako Zurga/fot. Tomasz Walków

Ewa Michnik poprowadziła orkiestrę Opery Wrocławskiej z rozmachem (w scenach chóralnych doprowadzając do maksymalnego forte), ale i dbałością o detale. W arii Nadira z I aktu słyszymy wyraźnie, jak skrzypce imitują powiewający wiatr, a efekt zachwyca. Momentami muzyka brzmi może zbyt „hollywoodzko” (wiadomo zresztą, na kim, poza Czajkowskim, Mahlerem, czy Straussem wzorowali się mistrzowie muzyki filmowej), czyli dla niektórych zbyt ckliwie, ale pamiętajmy, że nasza wrażliwość też się znacząco zmieniła od II połowy XIX wieku.

Mariusz Godlewski gwiazdą spektaklu

„Poławiacze pereł” to w pełni spektakl dwóch śpiewaków. Barytona Mariusza Godlewskiego jako Zurgi i Sang-Jun Lee jako Nadira. Godlewski powrócił na wrocławską scenę po dłuższej nieobecności witany owacyjnie i idealnie odnalazł się w lirycznej partii, a też świetnie zagrał człowieka rozdartego między przyjaźnią do Nadira, miłością do Leili i zazdrością o uczucie tych dwojga. Sang-Jun Lee zasłużenie odebrał oklaski za partię Nadira – pięknie ją poprowadził (włącznie z arcytrudną arią „Je crois entendre encore”). Joanna Moskowicz (Leila) śpiewała dobrze, ale nie zdołała zachwycić w równym stopniu, co męska część obsady.

Nadir (Sang-Jun Lee) i Leila (Joanna Moskowicz)/fot. Tomasz Walków

Nowa produkcja „Poławiaczy pereł”, choć ponownie w reżyserii Waldemara Zawodzińskiego, nie jest powtórzeniem tej inscenizacji, jaką pamiętamy z Hali Stulecia sprzed trzech lat. Wykorzystano jedynie identyczne kostiumy i elementy dekoracji.   

Zgłoś uwagę