Ku pamięci, czyli o wrocławskich szaletach

Toalety, szalety, wygódki, sławojki  synonimów jest cała masa. Być może dlatego, że z toalety korzysta każdy, w dodatku kilka razy dziennie, a mówienie wciąż „toaleta” zubożałoby nasze słownictwo. Nie będziemy jednak skupiać się tu na etymologii. Niniejszym artykułem chcemy wspomnieć wrocławskie szalety publiczne w ich światowym dniu.


Okazuje się bowiem, że po wielkim szaletowym szumie medialnym, który rozpoczął się tuż przed Euro w 2012 roku, teraz publiczne wychodki znów odeszły w cień. Nie będziemy tu jednak przekonywać, że wygódki należy ustawiać na świecznikach, choć podamy również przykłady, które pokazują, że oczywiście można, a czasem nawet należy wynieść niektóre na piedestał.

Pusto, aż wiatr hula

To już nie te czasy, przyznają osoby pracujące w miejskich szaletach.  Co tu dużo mówić, tu jest jak na pustyni!  żali się pani Ola obsługująca szalet przy moście Uniwersyteckim.  Jak w ciągu całego dnia przyjdzie pięć osób, to jest sukces – dodaje.  Kiedyś było lepiej, studenci popijali piwko na Wyspie, to ci, którzy nie poszli pod drzewko, lecieli tutaj, do mnie. Potem otworzyli tam toaletę bezpłatną i u mnie pustki. Czasem ktoś z baru Mewa naprzeciwko wyskoczy po obiedzie, bo go przyciśnie, ale to już też rzadko  dodaje. Nieurodzaj klientów dotyka wszystkie wrocławskie szalety. Mamy ich w mieście ponad 30, z czego większość znajduje się pod opieką Zarządu Dróg i Utrzymania Miasta.  Coraz mniej osób korzysta z takich przybytków – przyznaje Ewa Mazur, rzeczniczka ZDIUM.  Powodem zapewne jest fakt, że każda kawiarenka, restauracja czy bar zapewnia obecnie możliwość korzystania z toalety. Galerie handlowe również oferują klientom toalety za darmo, zatem z miejskich toalet korzystamy zdecydowanie rzadziej niż jeszcze 10 lat temu – przyznaje.

Wygódkowe ciekawostki

Niewielki popyt sprzyja przebranżawianiu. Przykładem jest szalet przy Wzgórzu Polskim, na tyłach Hali Targowej. Od kilku sezonów działa tu Kafe Szalet, czyli pub na świeżym powietrzu. Stary szalet funkcjonuje tu jako zaplecze, a klienci mogą usiąść przy stolikach i leżakach na zewnątrz. Nazwa jednak nie zobowiązuje, bo zdarzało się nieraz, że zamiast zwykłej toalety, która pozostała na tyłach obiektu, trzeba było korzystać z ustawionego przy niej TOY TOY-a, bo akurat była awaria – ale to w ramach ciekawostki. Niemałe zainteresowanie wzbudzał również jakiś czas temu zabytkowy, XIX-wieczny szalet przy ulicy Różyckiego. Przeszedł on niedawno gruntowny remont i na początku tego roku został oddany do użytku. Odbudowa kosztowała blisko 900 tysięcy złotych i została przeprowadzona według dawnych historycznych projektów. Wrocławskie wychodki słyną nie tylko z wiekowości i nadprogramowych funkcji. Na przykład toaleta na placu Solnym, która została utworzona w części znajdującego się w tym miejscu schronu przeciwlotniczego. Pół wieku temu schody prowadzące do niej posłużyły za plener w filmie Giuseppe w Warszawie Stanisława Lenartowicza.

scena z filmu  

Ale z tym wychodkiem związana jest jeszcze co najmniej jedna historia.  Kiedyś pracowałam w tej toalecie – wspomina pani Ola, która obecnie obsługuje szalet przy moście Uniwersyteckim.  Pracowała tam też taka Ela, no i zdarzyło się jej, że zamknęła na noc gościa, który zasnął w jednej z kabin – opowiada.  Biedak musiał wzywać straż, żeby go wydostali, a Ela miała w związku z tym incydentem nieprzyjemności – wzdycha.

Szalet, co niejedno widział

Są też tacy, którzy przekonują, że wrocławskie szalety mają duszę. Trudno się z tym spierać biorąc pod uwagę, że w stolicy Dolnego Śląska mamy około 20 zabytkowych obiektów użyteczności publicznej, których projektantami byli znani architekci. Pomysł opisania ich w formie przewodnika wykiełkował w głowie dwójki młodych ludzi, jak tłumaczyli zaczęło się przypadkiem, od żartów „okołotoaletowych” i pilnej potrzeby, która chwyta znienacka, na ulicy. Zaczęło się podziwianie intrygującej formy architektonicznej, fotografowanie, aż w końcu powstał mały albumik, który teraz chcą przekuć na coś większego (szukają więc sponsorów – czytaj więcej: Na szlaku ulgi).

Skoro więc ostatnio szalet postrzegany jest w sposób bardziej alternatywny niż klasyczny, to może i kiedyś z synonimów szaletu miejskiego zniknie słowo toaleta. Być może to jeden z ostatnich obchodzonych przez nas Światowych Dni Toalet, który ściśle jest związany z wychodkami publicznymi? I jeszcze jedno pytanie, czy należy z tym walczyć? Na razie niech pozostaną one otwarte.

 

 

Zgłoś uwagę