Nieznany Wrocław – tak się szkolą wojskowi dowódcy

Koszarowa dyscyplina, plan dnia szczelnie wypełniony zadaniami, mieszkanie w kilkuosobowych salach, rzadkie okazje na studenckie piwko  – mimo tak ostrych zasad studia wojskowe w Wyższej Szkole Oficerskiej Wojsk Lądowych są oblegane. Od lat na jedno miejsce przypada od kilkunastu do kilkudziesięciu chętnych. Niełatwo się tam dostać nie tylko na studia, teren uczelni jest mocno chroniony. My zobaczyliśmy szkołę przyszłych dowódców od środka.

  • Wyższa Szkoła Oficerska Wojsk Lądowych

    Wyższa Szkoła Oficerska Wojsk Lądowych

  • Wyższa Szkoła Oficerska Wojsk Lądowych

    Wnętrze symulatora pojazdu typu Rosomak.

  • Wyższa Szkoła Oficerska Wojsk Lądowych

    Taki widok ma kierowca Rosomaka.

  • Wyższa Szkoła Oficerska Wojsk Lądowych

    W szkole nawet pamiątki w salach wykładowych są o jednej tematyce.

  • Wyższa Szkoła Oficerska Wojsk Lądowych

    Pojazd bojowy do omawiania zagadnień z inżynierii.

  • Wyższa Szkoła Oficerska Wojsk Lądowych

    Silnik czołgu.

  • Wyższa Szkoła Oficerska Wojsk Lądowych

    Makieta do planowania działań taktycznych.

  • Wyższa Szkoła Oficerska Wojsk Lądowych

    Nowoczesna radiostacja. Przyszli oficerowie muszą poznać także zagadnienia związane z łącznością.

  • Wyższa Szkoła Oficerska Wojsk Lądowych

    Czołg T-72M1.

  • Wyższa Szkoła Oficerska Wojsk Lądowych

    Karabin do ćwiczeń.

  • Wyższa Szkoła Oficerska Wojsk Lądowych

  • Wyższa Szkoła Oficerska Wojsk Lądowych

    Napęd pojazdu bojowego.

  • Wyższa Szkoła Oficerska Wojsk Lądowych

    Studenci w salach mają przekroje pojazdów bojowych aby mogli swobodnie poznawać ich budowę.

  • Wyższa Szkoła Oficerska Wojsk Lądowych

    Ze strzelnicy uczelni często korzystają też inne służby, które mają do czynienia z bronią.

  • Wyższa Szkoła Oficerska Wojsk Lądowych

    Tężyzna fizyczna w wojsku bardzo się przydaje. NA terenie uczelni do dyspozycji młodych wojskowych jest basen.

  • Wyższa Szkoła Oficerska Wojsk Lądowych

    Stołówka wojskowa.

  • Wyższa Szkoła Oficerska Wojsk Lądowych

    Do szkoły oficerskiej nie jest łatwo się dostać. Co roku o jedno miejskie bije się co najmniej kilkanaście osób.

  • Zajęcia ze strzelania.

  • Wyższa Szkoła Oficerska Wojsk Lądowych

    Wyższa Szkoła Oficerska Wojsk Lądowych


Pobudka

Pobudka młodszych roczników (I i II rok) jest o godz. 5.30, starszych - pół godziny później. Potem 20-minutowy rozruch fizyczny, toaleta, przed wyjściem na śniadanie trzeba jeszcze posłać łóżko. Rytm dnia wyznaczają posiłki: śniadanie (godz. 6-7.30), drugie śniadanie (godz. 11), obiad (14-16), kolacja (godz. 18). Wojskowa grochówka nie jest codziennie, to stereotyp. – Danie nie może się powtórzyć częściej niż co dziesięć dni – podkreśla kierownik kuchni szkoły oficerskiej.

Np. śniadanie wygląda tak: ryż na mleku, pomidory, gotowana szynka, masło, ser pleśniowy, pieczywo, herbata, kakao, jabłko. Drugie śniadanie: jogurt owocowy, herbata, kakao, bułka drożdżowa z budyniem. Na obiad są zwykle dwa drugie dania do wyboru. Np. stek wieprzowy z cebulką, karczek pieczony w sosie własnym, dwie surówki, w tym jedna na ciepło, np. kalafior z tartą bułką. Oczywiście, obowiązkowa zupa. Kolacja: gulasz, ogórek kiszony, masło, dżem. O dobór dań dba się wyjątkowo: dzienna wartość kaloryczna posiłków to około czterech tysięcy kalorii. Podchorążowie spalają dużo energii podczas ćwiczeń.

W izbach żołnierskich porządek jest idealny. Nie przypomina to kwater studenckich. Żadnych ubań na meblach, sterty zaschniętych naczyń, resztek jedzenia. Siedem jednakowych wąskich, drewnianych łóżek (na I i II roku śpi się na łóżkach metalowych), wszystkie zasłane równo szarymi kocami. Cywilne buty stoją równo w rządkach przy łóżkach, w szafach także wszystko pod linijkę. Czysto, czuć wyraźny zapach środków do mycia podłogi. W szkole oficerskiej kobiet w mundurach jest ok. 10 procent. Na pododdziale mają osobne izby i łazienki, ale obowiązują je takie same zasady jak chłopaków. Są dyżurnymi, sprzątają rejony, mają tyle samo czasu na toaletę. - To dla mnie tacy sami żołnierze - mówi jeden ze starszych oficerów i dodaje: - Wyróżniają się zwykle większą pilnością w nauce.

Do izb podchorążowie wracają po godz. 16, kiedy zwykle kończą się zajęcia (jeśli nie ma dodatkowych zadań). Jeśli dostaną przepustkę, mogą wyjść na miasto. Młodsi muszą wrócić najpóźniej do godz. 20-21. Starszym wolno więcej, muszą wrócić na pół godziny przed pobudką. Ważne: na terenie jednostki nie mogą przebywać osoby pod wpływem alkoholu, tak mówi regulamin. Regulamin, żelazny kodeks zachowań żołnierzy, obowiązuje na każdym kroku. Po uczelni oprowadza nas major Piotr Szczepański, oficer prasowy. Kiedy wchodzimy do sali podchorążowie wstają, odpowiadają tylko pytani, młodsi oddają honory starszym. Zbliżająca się grupa młodych żołnierzy, idąc formuje szyk, dowódca salutuje. Regulamin wyznacza nawet zasady, kiedy podchorąży zakocha się w koleżance w mundurze albo studentce z kierunków cywilnych (na studiach cywilnych w WSO są dwa tysiące osób). Uczuć nie zakazuje, ale chodzenie za rękę lub obejmując się - tak.

Taktyka, logistka, strzelanie

Dzień podchorążego na dobre rusza po apelu. O godz. 7.40 na placu apelowym jest zbiórka. Szefowie pododdziałów sprawdzą, czy podchorążowie są ogoleni, ostrzyżeni, w jakim stanie są mundury. Następnie ruszają na zajęcia. Jeden z plutonów pobiera broń z magazynu. Każdy podchorąży ma swój karabin, musi pilnować go jak oka w głowie. Jeszcze kilka, kilkanaście lat temu ćwiczyli z kałasznikowami i rakami. Dzisiaj mają do dyspozycji m.in. nowoczesne beryle.

Młodzi żołnierze od pierwszych tygodni uczą się budowy i obsługi broni. Przy uczelni jest kilka strzelnic. - Program strzelań z broni strzeleckiej to średniej grubości książka - mówi major Piotr Szczepański. Szkolenie w terenie i na strzelnicy wspierane jest przy użyciu nowoczesnych trenażerów. Wrażenie robi system szkolno-treningowy Śnieżnik. Na olbrzymim ekranie wyświetlane jest pole walki, a młodzi żołnierze doskonalą strzelanie i kierowanie ogniem drużyny. Bardzo interesujące są ćwiczenia taktyczne, od poziomu plutonu do dywizji, z użyciem symulatora PACAST. Najpierw powstaje bardzo szczeg ółowy scenariusz ćwiczeń. Określa się w nim nawet, jak wyszkoleni są żołnierze (tzn. czy są dobrymi strzelcami) lub w jakich skrzynkach dostarczona jest amunicja (wielkość skrzynek decyduje o czasie rozładowania ich transportu).

- O powodzeniu założeń taktycznych decydują dziesiątki, setki czynników, a dowódca ponosi realne konsekwencje każdej decyzji – mówi oficer prowadzący zajęcia. – W tym systemie nie rywalizuje się z komputerem, który mógłby na podstawie pewnego algorytmu powtarzać pewne rozwiązania. Tu przeciwnikiem jest inny uczestnik szkolenia, którego trzeba pokonać.

Wrocławska uczelnia jako jedyna w Polsce ma symulator SK-1 Pluton do szkolenia plutonu zmotoryzowanego. To naszpikowane elektroniką przedziały bojowe i kierowców, czyli wnętrze, Rosomaka. – Podchorążowie, po zakończeniu szkoły, na pewno nie będą ich kierowcami, ani działonowymi, ale muszą doskonale znać sprzęt, bo muszą w każdej chwili zastąpić każdego z członków załogi – mówi oficer prowadzący zajęcia.

Prowadzący szkolenie może przygotować wirtualne pole walki, na którym muszą działać młodzi żołnierze. Może wprowadzić grupę cywilów, albo zarządzić ostrzał artyleryjski, albo przydrożną minę-pułapkę tzw. ajdika, schowaną w puszce coli lub padłym zwierzęciu, albo nawet deszczową pogodę. Po realizacji każdego zadania jest ono analizowane z prowadzącym szkolenie: dlaczego dowódca plutonu wybrał takie, a nie inne rozwiązanie, dlaczego nie poprosił o wsparcie artyleryjskie. Pracowni, doskonałych laboratoriów, sal ćwiczeń w szkole oficerskiej jest multum. W tym wysoko specjalistyczny Zakład Logistyki, Zakład Rozpoznania i Dowodzenia, w których kształcą się nie tylko podchorążowie, ale gdzie kursy przechodzą oficerowie szykowani na dowódców i oficerów sztabów wyższego szczebla.

W uczelni kładzie się nacisk na sprawność fizyczną podchorążych. Są zajęcia z walki wręcz, pływania, korty, hipodrom, gdzie działa sekcja jeździecka oraz Ośrodek Szkoleniowy Wysoki Kamień w Szklarskiej Porębie, gdzie organizowane są m.in. szkolenia wspinaczkowe. Efekty widać choćby podczas Międzynarodowych Mistrzostw Uczelni Wojskowych, na które do Wrocławia przyjechali podchorążowie i kadeci z Niemiec, Czech, Litwy, Ukrainy i Estonii. W programie m.in. strzelanie, bieg na orientację, pływanie.

Rywalizacja odbywała się w mieszanych grupach międzynarodowych. - Szybko okazało się, że podchorążowie z wrocławskiej uczelni biją pozostałe ekipy na głowę we wszystkich konkurencjach i nie było sensu wystawiać osobnych reprezentacji – mówi jeden z organizatorów zawodów.
fot. Janusz Krzeszowski 

Wykorzystano materiały Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Lądowych.

Zgłoś uwagę