Nieznany Wrocław – Afrykarium, jakiego nie znacie [WIDEO, ZDJĘCIA]

Znów odwiedziliśmy Afrykarium w zoo. Ale tym razem zajrzeliśmy w miejsca, gdzie wolno przebywać jedynie pracownikom: podglądaliśmy hipopotamy od zaplecza, byliśmy na pomoście technicznym, z którego karmione są rekiny i płaszczki. Widzieliśmy, jak szykowany jest posiłek dla kotików, a w strefie dżungli Kongo przeszliśmy ścieżką odkrywcy. 

  • sprzęt Afrykarium Wrocław

    Maszyneria, bez której nie byłoby Afrykarium

  • specjalistyczna aparatura Afrykarium Wrocław

    Podziemna fabryka pełna specjalistycznej aparatury

  • filtr Afrykarium Wrocław

    Jeden z 53 filtrów

  • fzaplecze wybiegu i basenu hipopotamów Afrykarium Wrocław

    Na zapleczu u hipopotamów

  • Rumba hipopotam  Afrykarium Wrocław

    Rumba w basenie na zapleczu

  • zaplecze zbiornika Morze czerwone w Afrykarium Wrocław

    Drabinka dla nurków wiedzie na dno basenu Morza Czerwonego

  • Basen Morza Czerwonego Afrykarium Wrocław

    Zbiornik Morza Czerwonego widziany z góry

  • Baseny Jezior Malawi i Tanganika z pomostem technicznym Afrykarium Wocław

    Baseny Jezior Malawi i Tanganika z pomostem technicznym

  • Zbiornik rekinów, płaszczek  w Afrykarium Wrocław

    Zbiornik rekinów, płaszczek i innych ryb widziany od zaplecza z góry

  • płaszczka Afrykarium Wrocław

    Płaszczka przy pomoście do karmienia jest bardzo ożywiona

  • basen rekinów, płaszczek w Afrykarium Wrocław

    Pomost, tzw.przelew do karmienia nad zbiornikiem rekinów, płaszczek, ryb i żółwia Stefana

  • centrum monitoringu Afrykarium Wrocław

    Centrum monitoringu w holu Afrykarium - ochrona pilnuje m.in. by nie używać fleszy i nie wsadzać ręki do wody

  • wybieg kotików Afrykarium Wrocław

    Podglądamy kotiki od tyłu

  • Paweł Borecki,Afrykarium Wrocław

    Paweł Borecki, opiekun płetwonogich zaznacza na planie gniazda pingwinów

  • makrele basen krokodyli afrykarium wrocłąw

    Makrele już czekają na krokodyle nilowe

  • dżungla Kongo Afrykarium Wrocław

    Zakamarki w tzw. dżungli Kongo


W podziemiach Afrykarium zwiedzaliśmy całą „fabrykę”, bez której obiekt nie mógłby istnieć. Mamy okazję przyglądać się pracy tych wszystkich skomplikowanych urządzeń: potężnych filtrów do czyszczenia wody, pomp i pozostałej aparatury, m.in. do zasolenia i utrzymywania odpowiedniego dla danego zbiornika składu i parametrów wody. W podziemiach wiją się kilometry kabli i rur, na różnych skrzynkach elektrycznych migają światełka, a wśród całej tej maszynerii uwijają się serwisanci. Obiekt jest niezależny, ma własne źródło zasilania, zapasowe generatory prądu i w razie awarii energetycznej przechodzi na tryb awaryjny.

Drabinka dla nurków

Ciekawsze wydaje się nam to, co jest na zapleczu basenów, np. Morza Czerwonego, który zwiedzający oglądają na początku zwiedzania. Stromymi betonowymi schodami wchodzimy na piętro, ponad zbiornik. Naszym oczom ukazują się rzędy drewnianych belek z reflektorami oświetlającymi basen, w którym - między sztucznymi skałami - pływają setki kolorowych ryb przeróżnych gatunków. Niewidoczny z tej wysokości narybek pływa znacznie niżej. Skały ze sztucznymi koralowcami, jeszcze niedawno zielono-turkusowe, w ciągu paru miesięcy zdążyły pokryć się brunatnymi glonami. To było nieuniknione. Ale tak nie będą wyglądać na zawsze – twierdzą pracownicy. Patrzymy na wielki baniak – reaktor wody wapiennej. To on utrzymuje poziom wapnia w bardzo zasolonym basenie Morza Czerwonego na odpowiednim poziomie. W jednym miejscu pomostu technicznego, u góry, umocowano metalową drabinkę, którą schodzą do zbiornika głównie nurkowie czyszczący szyby i rzadziej pracownicy. – Czasem trzeba wyłowić jakąś rybę, która np. choruje – mówi Łukasz Brzeziński, jeden z opiekunów ryb i zwierząt i wielki pasjonat ryb akwariowych (prywatnie ma dziewięć akwariów). W zoo pracuje od niedawna. Jak się okazuje, tylko część pracowników Afrykarium przeszło z zoo. Kadra jest młoda, niektórzy z naboru, inni to niedawni wolontariusze. Nie ma tu ludzi przypadkowych.

Zaplecza zbiorników Jeziora Tanganika i Jeziora Malawi wyglądają podobnie jak zaplecze basenu Morza Czerwonego. Pytamy o dziwną rybę o węgorzowatym kształcie, która chowa się w rurze w jednym z widocznych tam akwarium. – To prapłetwiec. Ryba dwudyszna, która oddycha powietrzem. Dorasta do 70 cm długości – tłumaczy Łukasz Brzeziński. Te ciekawe ryby będą kiedyś pływały w tzw. bagnie na rozlewisku w holu Afrykarium.

U hipopotamów miejsce do spania i pływania

Wyjątkowo przestronie mają hipopotamy na tyłach swojego wybiegu. Są tam dwa baseny i osobne boksy. Zwierzęta (dwie samice: Rumba z córką Salsą) albo młody samiec Valecek (pochodzi z praskiego zoo) trafiają tam w kilku przypadkach. Na noc, gdy jedno z nich choruje lub gdy zwierzęta się nie „dogadują”. Po zamknięciu Afrykarium na noc idzie tam Valecek, a samice zostają w głównym zbiorniku lub na odwrót. – Rumba, najstarsza samica chce dominować i czasem kłóci się z Valeckiem i wtedy jedno z nich musi być na zapleczu – wyjaśnia jeden z kilku opiekunów hipopotamów. Tym razem w basenie na zapleczu pływa Rumba – na nasz widok szybko zanurza się pod wodę.

Z pomostu karmią rekiny, szczotkują żółwia

Czas na ulubiony wśród gości Afrykarium największy zbiornik (o pojemności 3100 m sześć.) z rekinami, płaszczkami, rybą napoleonem i żółwiem morskim zielonym, czyli tzw. Kanał Mozambicki. Patrzymy na niego z góry - z poziomu pomostu technicznego nie wydaje się taki głęboki. Na okratowanym pomoście znajduje się tzw. przelew, który służy pracownikom do karmienia. Ryb i owoców morza nie wrzuca się do wody od góry, tylko podaje zwierzętom za pomocą chwytaków. – Tak jest bezpieczniej dla nas, a poza tym wszyscy mieszkańcy basenu mogą się najeść – podkreśla Łukasz Brzeziński. Jak karmią rekiny i płaszczki

Na widok pracownika z chwytakiem w wodzie zaczyna się poruszenie wśród płaszczek. Zaczynają płynąć szybko wzdłuż przelewu, głośno rozchlapując wodę. Zbliża się ich pora karmienia. – Płaszczki już się nauczyły, że im bardziej chlapią, to szybciej dostają jedzenie – śmieje się ich opiekun. Przypływa też szybko ktoś jeszcze: żółw morski Stefan. Tym razem domaga się nie tyle jedzenia, ile… szczotkowania skorupy, którą pracownicy muszą oczyszczać raz w tygodniu.

Pingwiny zajmują gniazda

Przechodzimy wreszcie do statku (niedługo będzie w nim restauracja) i idąc wzdłuż burty po ażurowym trapie (na co dzień dostępnym tylko dla pracowników) podglądamy coraz śmielej poczynające sobie na wybiegu pingwiny. – Zaczynają już łączyć się w pary i budować gniazda we wnękach skał. Podrzucamy im budulec. Każde zajęte gniazdo oznaczamy na naszym planie, aby wiedzieć, które są wolne – opowiada Paweł Borecki, szef działu zwierząt płetwonogich. Ponoć u pingwinów są już pierwsze jaja.

Po trapie dochodzimy na tył wybiegu kotików (mamy ich sześć), na które czekają już pod ścianą wiadra z rybami. Z wiszącej w pomieszczeniu rozpiski dowiadujemy się, ze samce Nelson i Chico zjadają po 6 kg. ryb dziennie, a samice po 4 kg. Półroczna Zola dostaje 1,5 kg ryb.

Wielki Brat patrzy

Oko na zwiedzających mają pracownicy centrum monitoringu, którzy mają dokładny podgląd na wszystkie pomieszczenia, także zaplecza. Jakie najczęściej grzechy popełniają zwiedzający? – Nie reagują na zakaz używania fleszy, choć leci głośno komunikat i wkładają od góry ręce do wody, np. zbiornika Morza Czerwonego – mówi Artur Jabłoński, lider zmiany w centrum monitoringu. Ludzie nie próbują na szczęście karmić zwierząt.

Zdjęcia Tomasz Walków

Film Arkadiusz Cichosz

Zgłoś uwagę