Kiedy wykorzystywanie roweru na dojazdy jest dla nas ciekawe, przełamaliśmy pierwsze obawy, odkryliśmy, że droga rowerowa doprowadzi nas do celu, a dystans pokonamy szybciej i przyjemniej niż samochodem czy autobusem, to jedną z ostatnich wymówek może być praca. Nie chodzi tu o brak ułatwień dla pracowników-cyklistów ze strony firm, bo pokazaliśmy, że takich jest we Wrocławiu coraz więcej. Dla niektórych wsadzenie urzędnika, profesora czy przedstawiciela świata biznesu na rower, do tego w eleganckim ubraniu, jest nie do przyjęcia. Tymczasem część ze wspomnianych tutaj pracowników administracji, kadry naukowej i ludzi interesów wybór jednośladu uważa za wyznacznik cywilizacyjny. Kinga Rękawiczna z Biura Prasowego Urzędu Miejskiego Wrocławia dzięki dwóm kółkom cieszy się wolnością i niezależnością. Nie ograniczają jej korki czy rozkłady jazdy. Z kolei wybór stroju też nie jest uzależniony od roweru. Szpilki i sukienka to dla Kingi dość powszechny zestaw. - Jazda miejska to nie zawody sportowe – mówi. Pedałując w swoim tempie, odcinek Krzyki – Rynek pokonuje i szybciej niż auta tkwiące na Powstańców Śląskich w porannych korkach, i przyjemniej. Dojazdy do pracy na rowerze podsumowuje: „spokojnie, elegancko, wygodnie”. Problem dużej damskiej torebki rozwiązuje koszyk, który nieraz mieści także buty na zmianę i inne drobiazgi. Natomiast swoboda i mobilność to już żadne dodatkowe obciążenie, tylko profity, których dostarcza jednoślad. Kinga i jej codzienny zestaw: elegancki strój i rower
fot. Marcin Adamus To prawda: garnitur nie jest idealnym ubiorem na rower. Nie znaczy to, że jazda w nim jest niemożliwa. Na niedługich dystansach można pedałować komfortowo, bez konieczności przebierania się. Co się tyczy równie „oficjalnych” marynarek czy koszul, w mieście dość często cykliści wsiadają w nich na swoje pojazdy. Doświadczenie w takich podróżach ma Piotr Knapiński. Od dwóch miesięcy celem jego dojazdów do pracy jest Sekcja ds. rozwoju ruchu rowerowego Wydziału Inżynierii Miejskiej. Swoją przygodę z jednośladem rozpoczął niemal od kołyski, a dokładnie od koszyka, w którym był wożony przez mamę na rowerze. Te pierwsze wyprawy przekształciły się w samodzielne pedałowanie do szkoły, na studia i w końcu do pracy. Jest całorocznym cyklistą i poza podtrzymywaniem swojego podróżniczego nawyku, stara się go zaszczepić wśród innych. Aktualnie, bazując na swojej wiedzy zdobytej na studiach i doświadczeniu, działa na rzecz ulepszenia infrastruktury rowerowej we Wrocławiu. – Jak tylko dowiedziałem się o konkursie na stanowisko w sekcji rowerowej, nie zwlekałem z podjęciem decyzji o wzięciu udziału w rekrutacji. Pojawiła się szansa na uzyskanie wpływu na to, co się dzieje w mieście w temacie dwóch kółek. Cieszę się, że mogę ją wykorzystać – mówi. Piotr, nowy pracownik Sekcji ds. rozwoju ruchu rowerowego, korki zostawia za sobą i spieszy w poszukiwaniu kolejnych ułatwień dla cyklistów.
fot. Bartosz Miazga
Piotr na co dzień wsiada na rower miejski, pakuje do koszyka potrzebne rzeczy i rusza do wybranych celów. Podkreśla, że ukształtowanie terenu Wrocławia pozwala na niemęczącą jazdę, której on jest zwolennikiem. Owszem, wypoczywa czasem intensywnie na swoim „ostrym kole”, ale do pracy, w której pojawia się w bardziej eleganckim ubiorze, pedałuje spokojnym tempem. – I tak jestem szybciej, nie mówiąc o radości, jaką mi to daje – przyznaje z zadowoleniem. Wszystkim niedowiarkom wątpiącym w to, że strój kolarski czy sportowy nie są konieczne na rower, poleca wypróbować dwukołowy środek transportu w weekend. – Trasę dom – praca można pokonać rowerem, zmierzyć czas i powtórzyć czynność już w tygodniu – zachęca. Wówczas dopiero przekonamy się, czy wymówki związane z pogodą, odległością czy strojem rzeczywiście są dla nas przeszkodą i czy indywidualny dojazd dostarcza nam profitów, których się nie spodziewaliśmy. Własne doświadczenia pomogą w podjęciu decyzji. Garnitur nie jest wprawdzie codziennym strojem doktora Marka Zimnaka, jednak na Uniwersytet Ekonomiczny, gdzie wykłada i pracuje w biurze promocji, dojeżdża rowerem. Nie widzi on w tym niczego nadzwyczajnego, gdyż dla niego taka dawka ruchu, to obowiązek wobec zdrowia. Dzięki pedałowaniu z Maślic i z powrotem, oszczędza przyrodę, benzynę, a w godzinach szczytu także czas. Choć cieszy go fakt, że cyklistów przybywa, podkreśla, że jeszcze wiele musi się zmienić w świadomości ludzi, aby jazda rowerem była bezpieczna i jeszcze bardziej powszechna. - Kiedy jestem rowerzystą, denerwuje mnie ignorancja kierowców i np. blokowanie przejazdów rowerowych na światłach. Kiedy jestem kierowcą, rowerzyści mnie dekoncentrują, a niektórzy poniekąd stresują swoim nieodpowiedzialnym zachowaniem na drodze – opowiada. Te odwieczne utarczki komentuje porównaniem: - cykliści są nową generacją użytkownika przestrzeni miejskiej, taki nowy gatunek. W Polsce jest on dopiero w fazie poszukiwań swojego miejsca na ziemi. Pozostałe istoty także muszą się oswoić z jego istnieniem i dopiero wówczas możemy liczyć na wypracowanie wspólnie akceptowalnych reguł i przyjazną koegzystencję wszystkich zainteresowanych: kierowców, pieszych i rowerzystów. Rower to środek transportu dla wszystkich. Nie ma ograniczeń wiekowych, bo korzystają z niego zarówno emeryci jak i młodzież. Nie jest środkiem lokomocji ubogich, bo duża część cyklistów posiada samochód, ale wie, że rower to często pod wieloma względami poważna konkurencja dla auta. W końcu dwa kółka są naprawdę niezależne, od pogody, stroju czy stanowiska. Stereotypy dotyczące przynależności do danej grupy społeczno-zawodowej i łączonych z nimi sposobów podróży uległy częściowemu przełamaniu. Może warto sprawdzić, czy nie trzymamy się kurczowo przekonań, które ani nie sprawdzają się we współczesnym mieście, ani nie są praktyczne dla nas. tekst Agnieszka Matuszczyk
|