Nic nie gra? Przeciwnie, jest genialnie! Premiera w Teatrze Komedia

Dawno nie było we Wrocławskim Teatrze Komedia sztuki, która jest nie tylko dowcipna, ale i przewrotna, a przy okazji pozostaje świetną okazją do tworzenia teatru absurdu. „Nic nie gra” to opowieść o amatorskiej trupie teatralnej, która usiłuje wystawić spektakl, ale na przeszkodzie staje i złośliwość przedmiotów martwych i problemy personalne. To punkt wyjścia do doskonałej zabawy.


Sztuka na medal

Przed premierą aktorzy podkreślali, że największym problemem pozostaje dla nich konieczność grania ról aktorów-amatorów ze wszystkimi ich przywarami, m.in. złym podawaniem tekstu, brakiem ruchowej koordynacji na scenie, fatalnym obchodzeniem się z rekwizytami, nie wspominając o ludziach. Sztukę o tym, co w teatrze może pójść nie tak napisało trzech Brytyjczyków (Henry Lewis, Jonathan Sayer i Henry Shields), którzy wygrali prestiżową nagrodę im. Lawrence'a Oliviera i zapewnili londyńskiemu Duchess Theatre komplety widzów, także przez cały okres wakacyjny.

Hit Wrocławskiego Teatru Komedia

Szefowie Wrocławskiego Teatru Komedia obejrzeli spektakl i zdecydowali, że powinien się spodobać także polskiej publiczności. Mieli rację, bo „Nic nie gra” już teraz, po kilku zagranych spektaklach, zapowiada się na bodaj największy artystyczny sukces sceny. Sztuka jest niezwykle dowcipna (angielskie poczucie humoru), inteligentnie rozplanowana (dwuczęściowa) przez ludzi, którzy doskonale znają kulisy pracy w teatrze, z mistrzowsko rozpisanymi rolami i humorem sytuacyjnym, który stwarza okazję do pokazania na scenie czegoś więcej niż tradycyjnej komedii. 

Czego się spodziewać

Intryga wydaje się prosta. Oto zastajemy trupę teatralną podczas ważnego dla nich spektaklu „Morderstwo w dworze Haversham”. Martwego właściciela owego domostwa znajdują jego służący oraz przyszły szwagier. Potem okazuje się, że zmarły jest nie do końca tak nieżywy, jak życzyliby sobie jego spadkobiercy, ale zanim do tego dojdzie widzowie śledzą cały zestaw omyłek aktorskich, które ze sztuki sensacyjnej robią slapstick, zwłaszcza że ekipa aktorska (ale i techniczna) wydaje się jednak nie do końca przygotowana, by udźwignąć ciężar wystawienia produkcji. Na przeszkodzie stoją zarówno problemy obsadowe (aktorkę musi chwilowo zastąpić inspicjentka, niektórzy zapominają tekst), jak i organizacyjne. Nic nie gra, choć na scenie Wrocławskiego Teatru Komedia wydaje się, że jest wprost przeciwnie. Przewrotnie, aktorzy profesjonalni w roli amatorów dają z siebie wszytko, a atmosfera staje się w pewnym momencie tak odrealniona, jakbyśmy oglądali doskonały teatr absurdu.

Zgłoś uwagę