Nastolatki to bardzo świadome klientki

Deichmann: Korporacja rodzinna

Wojciech Normand, wiceprezes zarządu Deichmann-Obuwie, tłumaczy, że jego firma jest korporacją rodzinną. Jakie ma to konsekwencje? Nie chodzi tyko o obrazy przodków wiszące w salonach właścicieli, ale o spokój i konsekwencję zarządzania. Nie ma konieczności wypłacania dywidendy co rok czy co dwa lata, a firma nie ucieka z krajów takich jak Hiszpania czy Portugalia.

Money.pl: Buty Deichmanna reklamowała Halle Berry. Proszę wybaczyć, ale jej uroda nie jest mi obojętna, dlatego z ciekawości chciałbym zapytać, czy ona rzeczywiście, nosi buty waszej firmy?

Wojciech Normand, wiceprezes zarządu Deichmann-Obuwie: Na co dzień?

Tak, na co dzień.

Trudno powiedzieć, ale jeśli można tak autentycznie zagrać satysfakcję i radość z możliwości wyboru butów, jak Halle Berry w reklamie Deichmanna, to podziwiam jej talent. Musze jednak powiedzieć, że widziałem kilka nagrań z jej udziałem nakręconych na wewnętrzne potrzeby firmy i wyrażała się w nich o naszych kolekcjach bardzo ciepło.

Tak czy siak, dobrze wybraliście, bo albo jest świetną aktorką albo prawdziwą entuzjastką butów Deichmanna.

Tak myślę (śmiech).

To kto nosi buty Deichmanna na pewno?

Przede wszystkim dziewczyny w wieku od 15 do 24 lat. Ze wszystkich naszych marek najchętniej kupują one buty linii Graceland.

A jaki to klient nastolatka? Domyślam się, że trudny.

O tyle trudny, że świadomy. One wiedzą, czego chcą, czego wymagają aktualne trendy modowe i za nimi podążają. Zgadzam się więc, że to nie jest łatwy klient, ale pod tym względem, że natychmiast odrzuca te produkty, które nie trafiają w to, co proponuje właśnie świat mody.

Musi się Pan na tych trendach znać?

Śledzę je nie z obowiązku, ale z przyjemności. Na bieżąco przeglądam wewnętrzne wydawnictwa, biorę udział w prezentacjach naszych kolekcji, no i pojawiam się w naszych sklepach. W tym roku pracowałem przy zatowarowaniu nowego punktu w pobliżu Wrocławia. Kilka godzin ciężkiej fizycznej pracy i buty na wyciągnięcie ręki. Pełny asortyment.

Zakasał Pan rękawy?

Tak, to było działanie z premedytacją, żeby nie stracić kontaktu z tym, co robią nasi pracownicy na co dzień. Przy okazji mogłem się opatrzyć z tym, co mamy do zaprezentowania naszym klientom. Bo choć oglądam również nasze materiały promocyjne, to nie zawsze wystarcza.

Na ulicy też Pan klientki obserwuje?

Skrzywienie zawodowe.

Żona rozumie?

Konsekwentnie jej to tłumaczę.

Tłumaczy Pan też publicznie, że Deichmann korzysta z rosnącej popularności Fast Fashion, czyli popytu na tanią odzież i obuwie, które opierają się w swoim designie na trendach promowanych przez wielkich kreatorów mody.

Tak. Inspirujemy się kolekcjami wielkich projektantów.

Czy polega to na adaptacji tego, co zbyt udziwnione, do zwykłego noszenia na ulicy?

Nie, raczej chodzi i podpatrywanie trendów. Jeśli w tym sezonie ważnym elementem ozdabiającym są cekiny, to jest to zgodnie z naszymi procesami technologicznymi transponowane na nasz produkt. Przy czym naszym punktem odniesienia jest właśnie trend, a nie konkretny model.

Zdarzały się podejrzenia o plagiat?

W przypadku firmy, która sprzedaje 100 milionów butów rocznie, to nieuniknione.

Czytaj więcej...

Zgłoś uwagę