Matisyahu w Eterze: po koncercie [ZDJĘCIA]

Wakacje to czas kulturalnej posuchy, na szczęście podczas tegorocznej kanikuły można było pójść na kilka dobrych koncertów. W ostatnich dniach sierpnia obserwujemy nawet kulminację muzycznych atrakcji – jedną z nich był wczorajszy (27 sierpnia) koncert Matisyahu. 

  • Matisyahu w Eterze fot. Tomasz Walków

    Matisyahu w Eterze fot. Tomasz Walków

  • Matisyahu w Eterze fot. Tomasz Walków

    Matisyahu w Eterze fot. Tomasz Walków

  • Matisyahu w Eterze fot. Tomasz Walków

    Matisyahu w Eterze fot. Tomasz Walków

  • Matisyahu w Eterze fot. Tomasz Walków

    Matisyahu w Eterze fot. Tomasz Walków

  • Matisyahu w Eterze fot. Tomasz Walków

    Matisyahu w Eterze fot. Tomasz Walków

  • Matisyahu w Eterze fot. Tomasz Walków

    Matisyahu w Eterze fot. Tomasz Walków

  • Matisyahu w Eterze fot. Tomasz Walków

    Matisyahu w Eterze fot. Tomasz Walków

  • Matisyahu w Eterze fot. Tomasz Walków

    Matisyahu w Eterze fot. Tomasz Walków

  • Matisyahu w Eterze fot. Tomasz Walków

    Matisyahu w Eterze fot. Tomasz Walków

  • Matisyahu w Eterze fot. Tomasz Walków

    Matisyahu w Eterze fot. Tomasz Walków

  • Matisyahu w Eterze fot. Tomasz Walków

    Matisyahu w Eterze fot. Tomasz Walków

  • Matisyahu w Eterze fot. Tomasz Walków

    Matisyahu w Eterze fot. Tomasz Walków

  • Matisyahu w Eterze fot. Tomasz Walków

    Matisyahu w Eterze fot. Tomasz Walków

  • Matisyahu w Eterze fot. Tomasz Walków

    Matisyahu w Eterze fot. Tomasz Walków

  • Matisyahu w Eterze fot. Tomasz Walków

    Matisyahu w Eterze fot. Tomasz Walków

  • Matisyahu w Eterze fot. Tomasz Walków

    Matisyahu w Eterze fot. Tomasz Walków

  • Matisyahu w Eterze fot. Tomasz Walków

    Matisyahu w Eterze fot. Tomasz Walków

  • Matisyahu w Eterze fot. Tomasz Walków

    Matisyahu w Eterze fot. Tomasz Walków


Z tego rogu koncertowej obfitości najchętniej spijali miłośnicy gitarowej naparzanki, do Wrocławia w ciągu ostatnich dwóch miesięcy zawitał bowiem cały legion metalowych sław: Saxon, Zakk Wylde, The Black Dahlia Murder, Suicide Silence i Cannibal Corpse. Ta lista już w najbliższą niedzielę wydłuży się jeszcze o grupy Suffocation i Nile. Miłośnicy lżejszych klimatów na szczęście nie byli bardzo poszkodowani. Mieli Męskie Granie, mieli koncert w rocznicę Powstania Warszawskiego z Lao Che i projektem Panny Wyklęte. A wczoraj dostali Matisyahu, mistrza kombinowania reggae z hip-hopem, rockiem, elektroniką i popem.

Gdańsk był zachwycony...

Relacje z występu artysty w Gdańsku (dzień wcześniej) były entuzjastyczne, zwłaszcza ta Przemysława Guldy z trójmiejskiej „Gazety Wyborczej”. Autor był koncertem Matisyahu w klubie B90 zachwycony, zachwyt ów wyrażał w kuriozalnym dość, ale przekonującym biblijnym stylu (próbka: „(...) zdarzały się momenty spokojne i wyciszone jak łkanie wrzuconego przez braci do studni Józefa, (...) instrumentaliści atakowali gitary i bębny z siłą wód zalewających ziemię podczas potopu...” itd.), wrocławscy fani muzyka mieli więc pełne prawo nastawić na Bóg wie jakie doznania, dostali jednak poprawnie odegraną sztukę, pokaz imponującego profesjonalizmu pod każdym względem... i niestety niewiele więcej poza tym.

...Wrocław już mniej

Już sam początek koncertu dla wielu fanów mógł być rozczarowujący. Matisyahu pojawił się na scenie ok. 21.10, czyli z ponad godzinnym opóźnieniem. Było to właściwie opóźnienie  usprawiedliwione, jak obwieszczono w pewnym momencie, artysta miał być zmęczony intensywną próbą przed koncertem, jednak ta zwłoka trochę nadpsuła klimat, a kiepską formę fizyczną było po prostu po Matisyahu widać. Muzyk śpiewał oczywiście fantastycznie, ale nie porażał energią, nie porywał tłumu (frekwencja była imponująca), nie nawiązywał – aż do tradycyjnie efektownego finału – specjalnie intensywnego kontaktu z publiką. Rozpoczął spokojnie m.in. od „Black Heart” , „Star On The Rise” i „Broken Car”, potem się co prawda rozkręcał (bardzo fajnie wykonane „Jerusalem”, wspomniany finał), ale to już nie było to. Na linii artysta-publiczność iskrzyło słabo, atmosfera w Eterze była miła, ale zupełnie bez szału, na piątkę z plusem należy natomiast ocenić nagłośnienie i sprawność akompaniującego gwieździe zespołu Dub Trio. Właśnie ten  profesjonalizm ekipy współpracującej z Matisyahu chyba najmocniej wpłynął na ostatecznie dobre wrażenie, jakie pozostawił po sobie autor „Akedy”.

Cóż, chyba nawet najbardziej charyzmatyczny siewca dobrej nowiny może mieć odrobinę słabszy dzień. Ostatecznie – choć Matisyahu znaczy „dar od Boga” – jest tylko człowiekiem.

Zgłoś uwagę