Mariusz Kwiecień w Narodowym Forum Muzyki. Recenzja koncertu

Mariusz Kwiecień musiał się w ten sobotni wieczór w Narodowym Forum Muzyki poczuć, jak u siebie w domu, czyli w rodzinnym Krakowie, bo publiczność zgotowała mu powitanie godne nie tylko kogoś podziwianego, ale kochanego. Aplauz był całkowicie zasłużony, koncert fenomenalny, a repertuar idealnie dopasowany do tego, co Mariusz Kwiecień śpiewa na deskach m.in. Metropolitan Opera. Świetnie dobrano też barytonowi sceniczną partnerkę – sopranistkę Simonę Saturovą, która, niespodziewanie, ukradła dla siebie sporą część wieczoru.

  • mariusz kwiecień nfm

    Koncert gwiazd wokalistyki w NFM/fot. Sławomir Przerwa

  • mariusz kwiecień nfm

    Koncert gwiazd wokalistyki w NFM/fot. Sławomir Przerwa

  • simona saturova nfm

    Koncert gwiazd wokalistyki w NFM/fot. Sławomir Przerwa


Ale trudno zaprzeczyć, że koncert w NFM był triumfem nie tylko wielkich gwiazd wokalistyki, a muzyki operowej, zwłaszcza włoskiego bel canta w takim wydaniu, jakiego we Wrocławiu dawno nie słyszeliśmy. Program był klasyczną przeplatanką uwertur operowych, arii i duetów, ale ułożono go wyjątkowo gustownie i z dbałością o stopniowanie emocji, włączając w to także obydwa bisy.

Mariusz Kwiecień na scenie NFM/fot. Sławomir Przerwa

Mariusz Kwiecień swoje pierwsze entree zaplanował niczym strateg – pierwsze dźwięki ze słynnej arii „Largo al factotum” z „Cyrulika sewilskiego” Gioacchina Rossiniego wybrzmiały grane przez Zespół Instrumentalistów NFM pod batutą José Marii Florência, kiedy nadchodził z wejścia dla artystów, a dopiero potem przeszedł na scenę, niczym prawdziwy cyrulik Figaro, pewny siebie i powodzenia, jakie ma w swoim fachu (wszyscy pragną, by do nich przybył). Aktorski talent i vis comica czynią Mariusza Kwietnia wymarzonym bohaterem w operach buffa. Potrafi sprawić, że autentycznie lubimy każdego z jego bohaterów. Tego wieczoru popularnego Figara, zacietrzewionego Hrabiego w „Weselu Figara” Mozarta (który nie może przeżyć, że jego sługa dostanie piękną Zuzannę i będzie szczęśliwy) i wreszcie sprytnego doktora Malatestę z „Don Pasquale” Gaetano Donizettiego (pomagającemu wdowie Norinie zrobić dobre wrażenie na bogatym starcu Don Pasquale). O szczegółach dotyczących warsztatu można byłoby rozwodzić się w osobnym tekście. Dość powiedzieć, że nad wieloma detalami technicznymi Mariusz Kwiecień od lat pracuje już samodzielnie, a w wywiadach wspominał, że sugestie nauczycieli, którzy niejednokrotnie narzucają sposób śpiewania i interpretacji zupełnie mu nie odpowiada. Polski baryton doskonale zna swój głos i ma zmysł do niebanalnych odczytań swoich ról, a obecność na deskach najbardziej prestiżowych teatrów świata i praca z rewelacyjnymi dyrygentami daje mu bezcenne doświadczenie.

To procentuje, bo dziś w świecie Mariusz Kwiecień jest wzorcowym wręcz odtwórcą roli Enrica Ashtona w „Łucji z Lammermooru”, a partię tę kreował m.in. podczas serii spektakli z udziałem Anny Netrebko i Piotra Beczały w Metropolitan Opera. Istotnie, słuchając w Narodowym Forum Muzyki duetu z Simoną Šaturovą (Łucja) można było zachwycić się interpretacją machiawelicznej postaci brata, który świadomie oszukuje siostrę dla własnych korzyści i obłudnie ją pociesza.   

Mariusz Kwiecień i Simona Šaturová w duecie z „Łucji z Lammermooru”/fot. Sławomir Przerwa

Wspomniana Simona Šaturová to słowacka sopranistka obdarzona ciepłym, ale i ruchliwym głosem, która śpiewa dość szeroki repertuar (z bachowskim włącznie), a w NFM zaprezentowała się w pięknym repertuarze. Może najmniej ciekawie wypadła jako Rozyna w „Cyruliku sewilskim”, ale tu najlepiej pasują niższe głosy – mezzosoprany, albo alty (kto słyszał Ewę Podleś jako Rozynę wie, o czym mowa). Natomiast tkliwa aria Zuzanny z „Wesela Figara” Mozarta z ostatniego aktu, czy wreszcie świetnie wykonana słynna aria „Regnava nel silenzio” z „Łucji z Lammerooru” Donizettiego zachwyciły, zaś finałowy duet z „Don Pasquale”, kiedy doktor instruuje wdowę, jak powinna zwrócić na siebie uwagę Don Pasquale był prawdziwym majstersztykiem. Także dowcipu, bo obydwoje śpiewacy odtworzyli dla nas na scenie NFM po prostu fragment spektaklu, jedynie pozbawionego tradycyjnych kostiumów. Brakowało jeszcze tekstu wyświetlanego na ekranie, by wszyscy mogli pośmiać się z dwojga spiskowców.

Na bis musiał po prostu zabrzmieć „Don Giovanni” i modlitwy melomanów zostały wysłuchane. Mariusz Kwiecień najpierw wykonał słynną szampańską arię, a potem wspólnie z Simoną Šaturovą także zmysłowy duet Giovanniego i Zerliny „Là ci darem la mano” świetnie kontrapunktowany przez orkiestrę pod batutą José Marii Florência. Poza okrzykami „brawo” tu po prostu trzeba było wołać „encore”. Prosimy jeszcze!

Zgłoś uwagę