Lilly Hates Roses na żywo: oklaski, piski i confetti [ZDJĘCIA]

Są bardzo młodzi i bardzo utalentowani, chwalą ich krytycy, docenia publiczność, a przynajmniej jej część, szczególnie ta lubująca się w mniej komercyjnej odmianie popu (jakkolwiek by to nie brzmiało). Lilly Hates Roses, czyli duet Katarzyna Golomska i Kamil Durski. Właśnie wydali drugi album pt. „Mokotów” i przy okazji jego promocji zagrali wczoraj w Sali Gotyckiej. 

  • Lilly Hates Roses fot. Tomasz Walków

    Lilly Hates Roses fot. Tomasz Walków

  • Lilly Hates Roses fot. Tomasz Walków

    Lilly Hates Roses fot. Tomasz Walków

  • Lilly Hates Roses fot. Tomasz Walków

    Lilly Hates Roses fot. Tomasz Walków

  • Lilly Hates Roses fot. Tomasz Walków

    Lilly Hates Roses fot. Tomasz Walków

  • Lilly Hates Roses fot. Tomasz Walków

    Lilly Hates Roses fot. Tomasz Walków

  • Lilly Hates Roses fot. Tomasz Walków

    Lilly Hates Roses fot. Tomasz Walków

  • Lilly Hates Roses fot. Tomasz Walków

    Lilly Hates Roses fot. Tomasz Walków

  • Lilly Hates Roses fot. Tomasz Walków

    Lilly Hates Roses fot. Tomasz Walków

  • Lilly Hates Roses fot. Tomasz Walków

    Lilly Hates Roses fot. Tomasz Walków

  • Lilly Hates Roses fot. Tomasz Walków

    Lilly Hates Roses fot. Tomasz Walków

  • Lilly Hates Roses fot. Tomasz Walków

    Lilly Hates Roses fot. Tomasz Walków

  • Lilly Hates Roses fot. Tomasz Walków

    Lilly Hates Roses fot. Tomasz Walków

  • Lilly Hates Roses fot. Tomasz Walków

    Lilly Hates Roses fot. Tomasz Walków

  • Lilly Hates Roses fot. Tomasz Walków

    Lilly Hates Roses fot. Tomasz Walków

  • Lilly Hates Roses fot. Tomasz Walków

    Lilly Hates Roses fot. Tomasz Walków

  • Lilly Hates Roses fot. Tomasz Walków

    Lilly Hates Roses fot. Tomasz Walków

  • Lilly Hates Roses fot. Tomasz Walków

    Lilly Hates Roses fot. Tomasz Walków

  • Lilly Hates Roses fot. Tomasz Walków

    Lilly Hates Roses fot. Tomasz Walków

  • Lilly Hates Roses fot. Tomasz Walków

    Lilly Hates Roses fot. Tomasz Walków


Koncert nie zgromadził tłumów, Sala Gotycka wciąż jest dla Lilly Hates Roses za wielka, ale ta dwójka ciągle jest jeszcze na początku swojej drogi artystycznej, a tendencja frekwencyjna jest zdaje się w naszym mieście wzrostowa, więc artyści nie powinni mieć szczególnych powodów do zmartwień. Zwłaszcza, że ta mniej więcej setka fanów, która się im wczoraj (30.03) przysłuchiwała, była publicznością żywą, aktywną i reagującą bardzo spontanicznie. Ludzie śpiewali, klaskali, tańczyli, słowem – kupowali Kaśkę i Kamila bez marudzenia i ochoczo to okazywali. Ci ludzie, co warto odnotować, byli w większości kobietami, mniej liczni mężczyźni, jak zwykle w takich wypadkach, wyglądali na tzw. osoby towarzyszące. Ale i oni bawili się chyba nieźle. Albo przynajmniej doskonale to udawali.

Urok młodości

Występ zaczął się od „Kosów i bzów”, piosenki z „Mokotowa”. W setliście, co zrozumiałe, przeważały zdecydowanie utwory z nowej płyty, ale duet zaśpiewał również parę kawałków z debiutanckiego krążka „Something To Happen” – były to „Głosy zza kwiatów”, „All I Ever” oraz wykonane już w ramach bisów przeboje „Youth” i „Kto jeśli nie my”. Z nowych piosenek najlepiej przyjęto kawałek tytułowy i bodaj „Eternal”. Najlepiej i najbardziej intrygująco zabrzmiał za to mocno elektroniczny „L.A.S”. Świetną kulminacją koncertu były natomiast covery, czyli brawurowe wykonania „She's Got Me Dancing” z repertuaru Tommy'ego Sparksa i – równie ciekawe – „Betersweet Symphony” znane z wykonania The Verve (i, jak pamiętamy, Rolling Stones...). Na koniec było nawet confetti. A także radość, skandowania, piski i owacje. Zasłużone. Lilly Hates Roses brzmią fajnie i potrafią ująć publikę. Swoją publikę. To akurat trzeba podkreślić w trosce o zgorzknialców i malkontentów, którzy na koncert Kaśki i Kamila mieliby trafić przypadkiem bądź w charakterze wspomnianych wyżej osób towarzyszących. Jeśli waszych zatwardziałych serc nie potrafi zmiękczyć urok młodości, lepiej zostańcie w domach. 

Zgłoś uwagę