Legenda w doskonałej formie

Gdyby Paradise Lost przyjechał do Wrocławia w 1992 lub 1993 roku, zapełniłby zapewne przynajmniej pół Hali Stulecia. Autorzy pamiętnych płyt „Gothic” i „Shades Of God” czasy największej chwały mają już chyba za sobą, ale jak pokazał wczorajszy koncert w klubie Alibi, wciąż budzą żywe emocje, wciąż są wielbieni i wciąż mają dla kogo grać. 

  • Paradise Lost w Alibi fot. Tomasz Walków

    Paradise Lost w Alibi fot. Tomasz Walków

  • Paradise Lost w Alibi fot. Tomasz Walków

    Paradise Lost w Alibi fot. Tomasz Walków

  • Paradise Lost w Alibi fot. Tomasz Walków

    Paradise Lost w Alibi fot. Tomasz Walków

  • Paradise Lost w Alibi fot. Tomasz Walków

    Paradise Lost w Alibi fot. Tomasz Walków

  • Paradise Lost w Alibi fot. Tomasz Walków

    Paradise Lost w Alibi fot. Tomasz Walków

  • Paradise Lost w Alibi fot. Tomasz Walków

    Paradise Lost w Alibi fot. Tomasz Walków

  • Paradise Lost w Alibi fot. Tomasz Walków

    Paradise Lost w Alibi fot. Tomasz Walków

  • Paradise Lost w Alibi fot. Tomasz Walków

    Paradise Lost w Alibi fot. Tomasz Walków

  • Paradise Lost w Alibi fot. Tomasz Walków

    Paradise Lost w Alibi fot. Tomasz Walków

  • Paradise Lost w Alibi fot. Tomasz Walków

    Paradise Lost w Alibi fot. Tomasz Walków

  • Paradise Lost w Alibi fot. Tomasz Walków

    Paradise Lost w Alibi fot. Tomasz Walków

  • Paradise Lost w Alibi fot. Tomasz Walków

    Paradise Lost w Alibi fot. Tomasz Walków

  • Paradise Lost w Alibi fot. Tomasz Walków

    Paradise Lost w Alibi fot. Tomasz Walków

  • Paradise Lost w Alibi fot. Tomasz Walków

    Paradise Lost w Alibi fot. Tomasz Walków

  • Paradise Lost w Alibi fot. Tomasz Walków

    Paradise Lost w Alibi fot. Tomasz Walków

  • Paradise Lost w Alibi fot. Tomasz Walków

    Paradise Lost w Alibi fot. Tomasz Walków

  • Paradise Lost w Alibi fot. Tomasz Walków

    Paradise Lost w Alibi fot. Tomasz Walków

  • Paradise Lost w Alibi fot. Tomasz Walków

    Paradise Lost w Alibi fot. Tomasz Walków

  • Paradise Lost w Alibi fot. Tomasz Walków

    Paradise Lost w Alibi fot. Tomasz Walków


Frekwencja w Alibi była niewiarygodnie duża. Takich tłumów z ostatnio grających w tym klubie metalowców nie ściągnął z pewnością nikt. Czy to zasługa nowej płyty – „The Plague Within” to chyba najlepszy album „Paradajsów” od czasów „Draconian Times” – czy efekt siły fanowskiego sentymentu? Zapewne jedno i drugie. Albo i trzecie: sądząc po entuzjastycznych reakcjach tłoczącej się pod sceną publiki na kawałki z płyt „Symbol Of Life” czy „In Requiem” w klubie było też sporo ludzi, którzy akceptują twórczość Paradise Lost w całości. Tak, dla podstarzałych metalowych „die hardów” to chyba rzecz nie do wyobrażenia, ale najwyraźniej są na tym świecie i tacy miłośnicy Anglików, którzy nie odwrócili się od nich po płytach „One Second” i „Host”. Ci najwierniejsi z wiernych teraz, po „The Plague Within”, mogą wreszcie triumfować. Na taki moment i taką płytę warto było czekać nawet dwie dekady.    

Nowy album rządzi

Cóż, czas zaciera pamięć o dawnych rozczarowaniach. Dziś nawet „Say Just Words” zagrany przez zespół jako ostatni kawałek w setliście brzmi jak szacowny klasyk. W Alibi (i na reszcie koncertów trasy) „Paradajsi” postawili jednak zdecydowanie na promocję najnowszego albumu. Z „The Plague Within” zagrali aż siedem kompozycji z szesnastu wykonanych wczorajszego wieczoru, w tym te najlepsze: „Beneath Broken Earth”, „Flesh From Bone”, „Return To The Sun” i „No Hope In Sight” (od niego zaczęli cały koncert”). Najstarszym numerem w zestawie był „The Painless” z „Gothic”, z „Shades Of God” zagrali nieśmiertelne „As I Die”, z „Icon – „Widow”, a z „Draconian Times” – „Enchantment”. Zaskakująco dobrze wypadł tytułowy song z płyty „Faith Divides Us – Death Unites Us”. Brzmieli dobrze, wyglądali na wyluzowanych i autentycznie zadowolonych z gorącego przyjęcia, a co najważniejsze, Nick Holmes udowodnił, że wbrew opiniom malkontentów potrafi tak samo dobrze zaśpiewać jak i zaryczeć. Przynajmniej czasami. Sprawdził się też jako frontman; dowcipkował, zagadywał publiczność, słowem: stanął na wysokości zadania.

Rozczarowanych nie było

Trochę szkoda może, że ten koncert trwał tak krótko (godzinę i dwadzieścia minut) i że zespół tak sztywno trzyma się setlisty. Holmes nawet z tego żartował, mówiąc w pewnym momencie coś w stylu: „Jeśli znacie naszą setlistę z Setlist.fm, to wiecie, że teraz zagramy...” – no, zamiast żartować można by się czasem zdobyć na większą elastyczność i wymieniać co koncert więcej niż jeden kawałek (z „Gothic” grają przemiennie „The Painless” i tytułowy, i to jak na razie wyczerpuje repertuar zmian). Mimo wszystko nikt chyba nie wyszedł z Alibi rozczarowany. Żałować mogą tylko ci, którzy spóźnili się na support, czyli na zespół Lucifer Gaza Jenningsa. Dla tych którzy oprócz Paradise Lost lubili także Cathedral, była to bardzo ciekawa propozycja.

Zgłoś uwagę