dla mieszkańca
dla przedsiębiorcy
dla turysty
dla studenta
e-urząd
dla mediów
AAA
aktualności
 
 
 
 

Lata chude, lata tłuste

30 lipca 2010
Artykuł archiwalny

Bez taryfy ulgowej opisuje nas na ogół „Gazeta Wrocławska”, ale w weekendowym wydaniu z 26 czerwca znalazła się laurka pod tytułem „Lata chude, lata tłuste”.

Miło jest przeczytać, że „w badaniach opinii publicznej mierzących, która polska metropolia jest najprzyjaźniejsza swoim mieszkańcom, najkorzystniej wypadł Wrocław. A mówiąc wyraziściej: zdeklasował w rankingu pozostałe miasta, z tyłu zostawiając Warszawę czy Kraków.

Co więcej, ta pierwsza lokata wydaje się bardzo stabilna, osiągnięta w sposób niezwykle uporządkowany i metodyczny, niebędąca sprawą jakichś spontanicznych porywów serca i chwilowych sympatii, ale konsekwencją wieloletniej pracy nad Wrocławiem, rzetelnych działań politycznych, ekonomicznych i turystycznych. To, że Wrocław plasuje się na pierwszym miejscu, nie jest przypadkiem, ale efektem mądrej i przemyślanej ewolucji życia miejskiego w jego najistotniejszych wymiarach: w dziedzinie rozwoju infrastruktury, komunikacji i kultury.”

„Przemyślana ewolucja” wygląda na nieco zaskakującą próbę pogodzenia darwinizmu z inteligentnym projektem, ale nieważne. Ważne, że nas chwalą!

„Co się tak podoba ludziom w nadodrzańskim mieście, jakimi kryteriami się posługują, żeby Wrocław wychwalać? Przede wszystkim cieszy ich nie najgorsza komunikacja, eleganckie autobusy, szykowany projekt szybkiego tramwaju. Zwracają uwagę na rewaloryzowane zabytki. A także na rozbudowaną ofertę edukacyjną, liczne imprezy, kwitnące życie towarzyskie. Na możliwość posiedzenia na Wyspie Słodowej, a potem w jakimś miłym pubie do samego rana. Co bardziej obyci wskazują na przeszłość miasta, bogactwo etniczne, które zawsze się w nim manifestowało niezwykle wylewnie, na ciekawe tło historyczne, burzliwe koleje wrocławskiego losu, przenikanie się rozmaitych wrażliwości. Wydaje się, że wrocławianie są dumni z dziejów swojego miasta, przywykli, że kiedyś nazywało się Breslau, niemieckie ślady nie przerażają już jak za gomułkowskich czasów, służą budowaniu tożsamości i oferty turystycznej. Trudno powiedzieć, czy wrocławska młodzież i studenci znają historię Wrocławia wnikliwie, pewnie nie, są jednak świadomi zasadniczych jej zwrotów i wiedzą, że we Wrocławiu zawsze było dynamicznie. To już dużo.

Na tej dynamice, która się uwidacznia w mieście od pokoleń, oparto miejski marketing, dziś odcinamy jego kupony. To są na pewno lata tłuste Wrocławia. Ale pamiętamy i chude. Była we Wrocławiu taka epoka, gdzieś z początkiem lat 90., kiedy nawet żaden pies nie przebiegł po zmroku ulicami miasta, restauracje zamykano, nim się na dobre zapełniły. Rynek był opustoszały, wyłożony ni to brukiem, ni to asfaltem, z głównych zabytków odpadały tynki, a na dodatek wszystkich straszyła ponura legenda ulic Traugutta, Pułaskiego, Komuny Paryskiej. Był taki czas, kiedy turyści Wrocław omijali, zupełnie świadomie i z premedytacją wybierali Kraków.

A na dodatek żyły w nim jeszcze wtedy komunistyczne upiory, nienawiść do niemieckiej przeszłości, ponure echo miasta piastowskiego, zawsze polskiego. I w pewnym momencie pojawiły się pierwsze oznaki przemiany miasta, kamieniem milowym były chyba Kongres Eucharystyczny i powódź, okazało się, że miasto umie się skonsolidować, umie mieć plan, umie zadbać o siebie. Umie o sobie mówić w sposób nowoczesny i atrakcyjny, a jednocześnie ze świadomością swoich ran i trudności. Rok 1997 to był niewątpliwie początek lat tłustych. Wrocław wypracował sobie od tamtego momentu udane mechanizmy promocji, oparte na przeformułowaniu języka, w którym mówi się o miejskich sprawach, ten język zerwał z komunistyczną nowomową.

Musiała ten tak miły dla nas, choć kontrowersyjny, esej pisać osoba bardzo młoda, której pamięć nie sięga lat osiemdziesiątych – bo to naprawdę były lata chude. Dekada po stanie wojennym, kompletny marazm i beznadzieja. Restauracji „nie zamykano, nim się na dobre nie zapełniły”. Restauracji po prostu nie było. A „gdzieś z początkiem lat 90”, po Okrągłym Stole, po pięknym dniu 4 czerwca roku 1989, z premierem Mazowieckim, z prezydentem Wałęsą, z reformatorem Balcerowiczem, z prawdziwym samorządem we Wrocławiu przyszedł czas najlepszy i dla miasta, i dla kraju i dla naszej części Europy! Zaś Kongres Eucharystyczny nie był żadnym kamieniem milowym – mógł się u nas odbyć dzięki tej rzekomo chudej „epoce gdzieś z początkiem lat 90”, w której prawie zapomniano już o komunistycznej nowomowie. Wyparł ją język ludzki, szpecony niestety coraz obficiej nowomową promocji, marketingu, pijaru, „opartą na przeformułowaniu języka”.
 
 
 
Wróć do góry strony
|
Wrocław.pl (c) 2010powered by CMSMirage

Wrocławski Serwis Internetowy jest oficjalnym
Serwisem Urzędu Miejskiego Wrocławia

statystyki serwisu redakcja serwisu biuletyn informacji publicznej kanały RSS

 
zgłoś uwagę