Kari live: krótko, ale pięknie

Kari przyleciała do Polski na kilka dni. Razem ze swoim zespołem wystąpiła na Orange Warsaw Festival, dotarła też do nas, do Wrocławia, i na dzień przed odlotem do Londynu, dała solowy koncert w Sali Gotyckiej. Było pięknie. 

  • Kari pamięta o polskiej publiczności fot. Tomasz Walków

    Kari pamięta o polskiej publiczności fot. Tomasz Walków

  • Kari zaśpiewała w Sali Gotyckiej fot. Tomasz Walków

    Kari zaśpiewała w Sali Gotyckiej fot. Tomasz Walków

  • Kari zaśpiewała w Sali Gotyckiej fot. Tomasz Walków

    Kari zaśpiewała w Sali Gotyckiej fot. Tomasz Walków

  • Kari zaśpiewała w Sali Gotyckiej fot. Tomasz Walków

    Kari zaśpiewała w Sali Gotyckiej fot. Tomasz Walków

  • Kari zaśpiewała w Sali Gotyckiej fot. Tomasz Walków

    Kari zaśpiewała w Sali Gotyckiej fot. Tomasz Walków

  • Kari zaśpiewała w Sali Gotyckiej fot. Tomasz Walków

    Kari zaśpiewała w Sali Gotyckiej fot. Tomasz Walków

  • Kari zaśpiewała w Sali Gotyckiej fot. Tomasz Walków

    Kari zaśpiewała w Sali Gotyckiej fot. Tomasz Walków

  • Kari zaśpiewała w Sali Gotyckiej fot. Tomasz Walków

    Kari zaśpiewała w Sali Gotyckiej fot. Tomasz Walków

  • Kari zaśpiewała w Sali Gotyckiej fot. Tomasz Walków

    Kari zaśpiewała w Sali Gotyckiej fot. Tomasz Walków

  • Kari zaśpiewała w Sali Gotyckiej fot. Tomasz Walków

    Kari zaśpiewała w Sali Gotyckiej fot. Tomasz Walków

  • Kari zaśpiewała w Sali Gotyckiej fot. Tomasz Walków

    Kari zaśpiewała w Sali Gotyckiej fot. Tomasz Walków

  • Kari zaśpiewała w Sali Gotyckiej fot. Tomasz Walków

    Kari zaśpiewała w Sali Gotyckiej fot. Tomasz Walków

  • Kari zaśpiewała w Sali Gotyckiej fot. Tomasz Walków

    Kari zaśpiewała w Sali Gotyckiej fot. Tomasz Walków

  • Kari zaśpiewała w Sali Gotyckiej fot. Tomasz Walków

    Kari zaśpiewała w Sali Gotyckiej fot. Tomasz Walków

  • Kari zaśpiewała w Sali Gotyckiej fot. Tomasz Walków

    Kari zaśpiewała w Sali Gotyckiej fot. Tomasz Walków


Nie wszyscy może o tym wiedzą, ale Kari, artystka kilka lat temu obwołana nadzieją polskiej sceny alternatywnej, nie mieszka już w Polsce. Ma nowy (a może po prostu drugi?) dom w Wielkiej Brytanii, tam mieszkają współpracujący z nią muzycy, tam gra samodzielne koncerty i tam powoli zyskuje nowych fanów. O Polsce na szczęście nie zapomina, mało tego, wydaje się, że z brytyjskiej perspektywy jeszcze bardziej docenia specyfikę rodzimej publiczności. Mówi zresztą o tym wprost w niedawnym wywiadzie dla portalu Qult Qultury: „(...) polska publiczność jest bardziej skupiona na artyście, bardziej słucha. W Anglii czuć oczywiście duże wsparcie i pozytywną energię, ale też duże nastawienie na zabawę. Jest w tym więcej chaosu, który jest oczywiście fajny, bo daje poczucie wielkiego luzu i udziela się to muzykom, ale czasem brakuje mi jednak tego skupienia tak bardzo odczuwalnego w Polsce.”

Skupieni i zasłuchani

Za to skupienie i za umiejętność słuchania Kari dziękowała wczoraj (14.06) kilkukrotnie. I rzeczywiście miała powody do wdzięczności, bo publiczność zebrana w Sali Gotyckiej słuchała jej koncertu w niemym urzeczeniu. Kari bez specjalnych zabiegów udało się stworzyć intymny, ciepły nastrój (za murami klubu było co prawda 30 stopni ciepła, w klubie niewiele mniej, ale mowa tu o cieple zupełnie innego rodzaju). Za całą scenografię wystarczyły dwie staromodne nocne lampy, scena tonęła najczęściej w mroku, Kari miała do dyspozycji tylko klawisze i swój głos. Ale wystarczyło. Cóż, jeśli ma się taki głos jak Kari, jeśli ma się w sobie tyle uroku co ona, nie potrzeba żadnego show, by oczarować fanów. Wystarczy być – po prostu.

Bez grymasów

Ten koncert trwał krótko. Naprawdę krótko. Kari zaśpiewała łącznie dwanaście piosenek, w tym m.in. „Jump Into My Heart And Stay”, „The One” i „Hurry Up”, „I Am Your Echo”, wykonała aż cztery nowe utwory z przygotowywanej właśnie płyty, fantastyczne, co do jednego, można się więc spodziewać rewelacyjnego albumu, oby ukazał się jak najszybciej – i było po wszystkim. Na scenę Sali Gotyckiej weszła o 20.55 (wcześniej występował na niej ciekawy trip-hopowy zespół Sound Me), zeszła po bisach już o 21.45. Rzadko zdarzają się tak krótkie koncerty, jeszcze rzadziej tak małą porcję muzyki publiczność skłonna jest przyjąć bez grymaszenia i nachalnych próśb o więcej. Ale w tym przypadku jakoś tak się złożyło, że chyba nikt nie był rozczarowany. Kari robi dobrze duszy nawet w najmniejszych dawkach.

Zgłoś uwagę