Jerzy Dudek w Zespole Szkół nr 4

Świetny bramkarz i zarazem jeden z trzech polskich triumfatorów Ligi Mistrzów – Jerzy Dudek gościł dziś Zespole Szkół nr 4 we Wrocławiu. Dudek pasował uczniów pierwszych klas, co było dla nich wielkim i niezapomnianym przeżyciem.

  • To nie pierwsza wizyta bramkarza we wrocławskiej szkole. Wiosną spotkał się z maturzystami/fot: zs4-wroclaw.pl


– Nie myślałem, że to tak będzie wyglądać. Sądziłem, że podejdą spokojnie, a oni rzucili się na mnie niczym gołębie na Rynku na sypane im przez ludzi okruszki – śmiał się znakomity piłkarz, po tym jak na zakończenie uroczystości pasowania rozdawał książki, których jest głównym bohaterem (m. in. NieREALna kariera). Pozostało mu kilkanaście sztuk (pierwsi egzemplarze otrzymywali uczniowie, którzy zadawali mu pytania), a uczniowie, chociaż była to podniosła uroczystość rzucili się hurmem w jego kierunki, przeskakując i przewracając krzesła.

Do tego momentu wszystko jednak odbywało się ściśle według scenariusza ceremonii pasowania na ucznia, przygotowanego przez dyrektor szkoły Barbarę Ligocką-Staszczyk. Pani Basi sport też nie jest obcy. To była reprezentantka Polski w karate i zarazem instruktor sportów walki. Ale to nie jedyne pasje pani dyrektor. Jest pasjonatką wyścigów motocyklowych (sama także w nich startuje), a ponadto instruktorem snowboardu.

Ale wracajmy do głównego bohatera. Gdy Dudek wszedł do sali gimnastycznej, w której odbywała się ceremonia pasowania powitała go prawdziwa burza braw. Sprowadzając tak specjalnego i utytułowanego gościa, pani dyrektor zrobiła swoim uczniom wielka i jakże miłą niespodziankę. Wszyscy nowi pierwszoklasiści z przejęciem przyjmowali pamiątkowe medale, które zawieszał im na szyi sławnym piłkarz.

– Moje ręce są przyzwyczajone do wysiłku fizycznego, więc w ogóle mnie nie bolą – śmiał się pan Jerzy, chociaż sama ceremonia pasowania trwała dobrze ponad godzinę i Dudek zawiesił medale na ponad 200 młodych szyjach. A potem uczniowie mogli zadawać pytania słynnemu polskiemu bramkarzowi. Najwięcej było oczywiście o dwa największe kluby w jakich występował Dudek czyli FC Liverpool i Real Madryt.

A przede wszystkim o słynną obronę rzutów karnych w zwycięskim dla Liverpoolu finale Ligi Mistrzów w 2005 roku. Mecz z Milanem zakończył się remisem 3:3 (chociaż angielski klub przegrywał już 0:3) i o tym, kto zdobędzie puchar decydowały rzuty karne. Wówczas kibice zobaczyli w wykonaniu naszego bramkarza, coś co do dzisiaj funkcjonuje pod nazwą „Dudek dance”. – Miałem przed tymi jedenastkami pewność siebie, bo przecież w końcówce obroniłem strzał Andrija Szewczenki. Wymyśliłem sobie, że będę właśnie tak się zachowywał. Ale to nie było dlatego, żeby ośmieszyć rywali. Nigdy o czymś takim nie myślałem. Chciałem wywołać presję na strzelcach. Już wcześniej coś takiego przeżyłem. Często po treningach piłkarze proszą bramkarzy, że chcą potrenować rzuty karne. Napastnicy mają w takiej sytuacji dużo większe szanse. Więc ja stanąłem sobie przy prawym słupku. Ktoś powiedział: czemu stoisz po prawej stronie, jak powinieneś być w środku. Gdy juz podchodzili do strzały wybiegałem na środek i sporo ich uderzeń obroniłem. To mi dało bardzo dużo do myślenia.  U strzelającego zwiększa się wtedy presja i masz większe szanse na obronę rzutu karnego – wspominał i wyjaśniał Dudek.

Nie mogło także oczywiście zabraknąć pytania o wywalczony w niedzielę przez reprezentację Polski awans do finałów mistrzostw Europy 2016. – Jak tu jesteśmy wszyscy, to musimy chłopakom bić brawo. Jestem pełen podziwu dla nich tym bardziej, że w najważniejszym meczu sezonu musieli grać bez trzech podstawowych zawodników. Nawet kibice mieli stracha. Przekonywałem ich przed Stadionem Narodowym, mówiąc: słuchajcie to jest najważniejszy mecz i musicie wspierać tych chłopaków przez cały mecz. I rzeczywiście kibice nawet w trudnych momentach cały czas pomagali naszej reprezentacji. To spotkanie pokazało jak wielki charakter ma ta drużyna i jak wspaniała atmosfera jest wśród piłkarzy powołanych do reprezentacji. A my dzięki temu podczas następnych wakacji będziemy spędzić kilka tygodni przed telewizorami i oglądać mecze – mówił Dudek.

Na koniec uroczystości bramkarz powiedział uczniom o czymś, co zawsze pomagało mu w życiu. – Najważniejsze, to nigdy się nie poddawać, zawsze wierzyć, że będzie dobrze. Z kimś, kto ma „banana” na twarzy jeszcze nikt nie wygrał – przekonywał Dudek.

Zgłoś uwagę