Jazz nad Odrą 2016. Pod wodzą pianistów [DUŻO ZDJĘĆ]

Wiele koncertów, których słuchało się z dużą przyjemnością, sporo dobrego, solidnego amerykańskiego jazzu, kilka zaskoczeń (a dla niektórych rozczarowań) i na finał wielkie święto jazzu. Było czego słuchać podczas 52. edycji Jazzu nad Odrą. Przypominamy kilka koncertów.

  • Joey Baron

    Joey Baron w koszulce firmowej JnO/fot. Tomasz Walków

  • Darek Oleszkiewicz

    Darek Oleszkiewicz w (muzycznym) transie/fot. Tomasz Walków

  • John Abercrombie

    John Abercrombie z zespołem/fot. Tomasz Walków

  • Marc Copland

    Marc Copland podczas środowego koncertu/fot. Tomasz Walków

  • kwartet ronin

    Kwartet Ronin/fot. Tomasz Walków

  • Nik Bärtsch, kwartet Ronin

    Nik Bärtsch i jego kwartet Ronin/fot. Tomasz Walków

  • kaspar rast

    Kaspar Rast/fot. Tomasz Walków

  • Kwartet smyczkowy podczas koncertu Billy'ego Childsa/fot. Marek Maziarz

  • billy childs, koncert

    Koncert Billy'ego Childsa/fot. Marek Maziarz

  • gonzalo rubalcaba

    Gonzalo Rubalcaba/fot. Marek Maziarz

  • trio vulcan

    Koncert Tria Volcan/fot. Marek Maziarz

  • jose armando gola

    Basista Jose Armando Gola/fot. Marek Maziarz


W służbie tradycji

Darek Oleszkiewicz (w Stanach znany jako Darek Oles), znakomity kontrabasista nie musi dbać o PR, w Ameryce gra z absolutną czołówką i to taką, która wciąż gra jazz w duchu tradycji. Najlepszy dowód po środowym koncercie z udziałem gitarzysty Johna Abercrombie, perkusisty Joey'a Barona i pianisty Marca Coplanda. To nie był wieczór wywrotowców, ale klasyków, którzy świetnie się porozumiewają bez jednego słowa i grają utwory, jakie zna każdy szanujący się jazzman. O tym, jak improwizuje John Abercrombie można pisać eseje, każda fraza ma tu znaczenie i wybrzmiewa dokładnie tak, jak tego chce artysta. Baron jest perkusistą marzeń dla klasycznej formacji, gra wirtuozowsko i idealnie puentuje wiele muzycznych akcji. Pianista Marc Copland gra subtelnie, a Oleszkiewicz (niedawno nagrał płytę z wrocławskim pianistą jazzowym Kubą Stankiewiczem) to klasa sama dla siebie. Częściej Panów prosimy!

Genialny John Abercrombie/fot. Tomasz Walków

Rewolucjonista i skandal(ik)

Kwartet Ronin w akcji, na pierwszym planie Nik Bärtsch/fot. Tomasz Walków

Nik Bärtsch i jego kwartet Ronin to nie jest propozycja dla tych, którzy lubią krainę jazzowe łagodności. Pytanie nawet, czy pianista w ogóle uprawia z zespołem jazz, czy muzykę improwizowaną, bo dyskutowano w kuluarach, czy powinien grać na Jazzie nad Odrą, czy np. Avant Art Festival. Jedno jest pewne. Sporo osób opuściło salę (bodaj na znak sprzeciwu), ale tych, którzy zostali Nik Bärtsch wciągnął w swój muzyczny świat błyskawicznie. Dźwięków Panowie wytwarzają niewiele, ale motoryka i i klimat to już zupełnie co innego, tutaj było ruchliwie, dynamicznie, mrocznie.

Intelektualista przy fortepianie

Billy Childs, pianista i wytrawny kompozytor/fot. Marek Maziarz

Billy Childs mógłby zawstydzić wielu jazzmanów na całym świecie (i niektórych na Jazzie nad Odrą), bo nie tylko gra jazz, ale także komponuje muzykę na najwyższym poziomie (choćby pod względem harmonii). Dowodem jego koncert z udziałem Kwartetu Smyczkowego z polskimi muzykami, którzy z amerykańskim pianistą zgrali się idealnie, a partytura to niełatwa, najeżona pułapkami w gęstej fakturze. Udało się jednak, a wyszło wyśmienicie. Dla niektórych Childs jest zbyt wyrafinowany i przeintelektualizowany. Ale, daj Boże, więcej tak utalentowanych artystów, którzy z improwizacji tworzą sztukę. Wysoką.

Taniec na Volcan(o)

Gonzalo Rubalcaba, prawdziwy wulkan i piekielnie dobry pianista/fot. Marek Maziarz

Hawańczyk Gonzalo Rubalcaba może sprawiać wrażenie narwanego pianisty, ale nie wolno dać się zwieść pierwszemu wrażeniu, bo to diabelnie dobry pianista (te figuracje!) i świetny strateg. Z zespołem Volcan (a w nim m.in. fenomenlanym perkusistą Horaciem "El Negro" Hernandezem") dał występ godny najlepszych sal Ameryki i najgłośniejszych estrad Hawany. Było rytmicznie, z poczuciem humoru, diabolicznymi zmianami rytmu i fenomenalną improwizacją (przepływ prądu pianista-perkusista mógł porazić stojących blisko sceny). Można było słuchać i chłonąć całą noc.

Zgłoś uwagę