Festiwal Wratislavia Cantans. Obiecujący pierwszy weekend

51. edycja Festiwalu Wratislavia Cantans rozpoczęła się obiecująco, a być może najlepsze jeszcze przed nami.

  • wratislavia cantans antonini

    Wykonanie IX Symfonii Beethovena pod batutą Giovanniego Antoniniego/fot Sławek Przerwa/NFM

  • wratislavia cantans antonini

    Wykonanie IX Symfonii Beethovena pod batutą Giovanniego Antoniniego/fot Sławek Przerwa/NFM

  • wratislavia cantans antonini

    Wykonanie IX Symfonii Beethovena pod batutą Giovanniego Antoniniego/fot Sławek Przerwa/NFM


Solidne wykonanie wspaniałej XIII Symfonii Dymitra Szostakowicza oraz znakomitego nowego utworu Mikołaja Góreckiego pod batutą Andrzeja Boreyko na sobotnią inaugurację i kilkuminutowa owacja na stojąco dla Giovanniego Antoniniego i artystów, którzy w niedzielny wieczór zadziwili zdumiewająco świeżą interpretacją IX Symfonii Ludwiga van Beethovena. 51. edycja Festiwalu Wratislavia Cantans rozpoczęła się obiecująco, a być może najlepsze jeszcze przed nami.

Za nami natomiast wieczór z XIII Symfonią Dymitra Szostakowicza, której niegdyś nadano programowy tytuł „Babi Jar” zaczerpnięty z wiersza Jewgienija Jewtuszenki. Utwór poetycki do tego stopnia zachwycił kompozytora, że zmienił zamysł i zamiast poematu symfonicznego napisał symfonię, choć z tytułu (którego zresztą sam nie nadał) nie był zachwycony. Bo też sporych rozmiarów dzieło tylko w pierwszej części nawiązuje do tematu wstrząsającej w rozmiarach masakry Żydów z miasta Kijów i okolicznych terenów w wąwozie Babi Jar, jaka miała miejsce przez pięć dni - od 29 września do 3 października 1941 roku. W kolejnych częściach XIII Symfonii natomiast Szostakowicz, znowu sięgając po poezję Jewtuszenki, portretuje już z właściwą sobie ironią, ale i genialnie wprost oddając charakter każdego z tematów - humor (jako ten, którego nie okiełznali nawet wielcy tego świata), scenę w sklepie i ofiarnie stojące w niekończących się kolejkach kobiety, lęki (te z dawnej Rosji i te z ówczesnej – wiersz powstał na początku lat 60.), wreszcie karierę. Symfonię poprowadził w Narodowym Forum Muzyki Andrzej Boreyko, rosyjski dyrygent o polskich korzeniach (we Wrocławiu został zresztą ochrzczony, a w Polsce mieszkał w dzieciństwie przed wyjazdem do Rosji), a pod jego batutą zagrała Orkiestra NFM, zaś partie wokalne wykonali rosyjski bas Michaił Pietrenko z Chórem Męskim Opery i Filharmonii Podlaskiej. Dobór solisty i chóru był udany, w przemyślanej interpretacji wiersze Jewtuszenki miały wielką siłę oddziaływania. Dzieło Szostakowicza, rzadko wykonywane (we Wrocławiu poprzednio tylko raz) zdumiewa nie tylko bogactwem muzycznego geniuszu, ale też wielkim wyczuciem, z jakim kompozytor potraktował tekst. Doskonałym otwarciem wieczoru okazał się natomiast nowy utwór Mikołaja Góreckiego, świetnie skomponowany, doskonale zinstrumentowany i wreszcie mistrzowsko zagrany przez Orkiestrę NFM.

Napowietrzanie Beethovena

Najpierw porównanie zaczerpnięte z języka sommelierów. W słowniku każdego fana wina musi znaleźć się słowo dekantacja oznaczające, ni mniej, ni więcej, tylko napowietrzanie, czyli proces, jaki dokonuje się, kiedy oddziela się osad, jaki nagromadził się w winie, kiedy leżakowało, a polega choćby na umiejętnym przelaniu wina z butelki do karafki. Wprawdzie eksperci mogą mieć dziś różne opinie, ale z reguły zgodzą się, że napowietrzenie jest jednym z najważniejszych elementów towarzyszących podaniu wina do spożycia.

Podobnie stało się z IX Symfonią Ludwiga van Beethovena w niedzielny wieczór w Narodowym Forum Muzyki, kiedy Giovanni Antonini z Kammerorchester Basel, chórem NFM i solistami dokonał napowietrzenia legendarnego dzieła. Słowem, oddzielili osad, a więc interpretacje, do jakich przywykły przez lata uszy melomanów (od Karajana, czy Bernsteina) i uwonili zdumiewający bukiet smaków, muzycznych barw, ale też innego instrumentarium, innego wyczucia tempa, zrozumienia głosu. 

Antoniniemu udała się sztuka rzadka, bo czerpiąc z beethovenowskiej winnicy nie zmącił przejrzystości najprzedniejszego trunku. Włoski dyrygent, a od trzech edycji dyrektor artystyczny festiwalu Wratislavia Cantans, jest także od lat związany z orkiestrą z Bazylei, z którą od 2005 roku realizuje projekt nagrania wszystkich symfonii Beethovena. „Dziewiąta” wieńczy dzieło, koronuje, choć Maestro zdjął z niej nie tylko patynę monumentalnych wykonań, ale i patos, pozostała wciąż genialna i wyjątkowo świeża muzyka, jakby świetnie znanego utworu słuchalo się zupełnie na nowo. To zasługa instrumentarium (bo grają specjaliści od muzyki dawnej), nie zawsze tak precyzyjnego, jak współczesne, ale też bardziej miękko i aksamitnie brzmiącego, nie przytłaczającego słuchacza. To zasługa świetnie dobranej obsady wokalnej, bo czterech solistów to wreszcie nie cztery gwiazdy, z których każda z osobna wykonuje swoją partię, ale doskonały, symbiotyczny kwartet. To zmiana tempa (choćby w finale, gdzie soliści i chór muszą wykazać się znacznie większą elastycznością), ale i akcentów (III część mogła rozczarować wielbicieli romantycznych wykonań, gdzie fraza wydawała się nie mieć końca).

W efekcie byliśmy świadkami dekantacji doskonałej, ten odświeżony Beethoven wielu z nas nie tylko przypadł do gustu i zostanie w pamięci. Niektórym, być może, zmieni optykę, jak niegdyś wykonanie wielkiego Furtwänglera.

Zgłoś uwagę