Eschenbach i Lang Lang. Idealne muzyczne porozumienie

Koncerty specjalne w NFM to nie tylko występy wielkich gwiazd, to powiew wielkiego świata muzycznego, który nareszcie dociera do Wrocławia. Dzięki temu możemy dyskutować o najnowszych kreacjach artystycznych na równi z melomanami z Paryża, Londynu, czy Nowego Jorku. Rzecz nie przecenienia.

  • lang lang christoph eschenbach nfm

    Lang Lang, Christoph Eschenbach i członkowie National Symphony Orchestra Washington/fot. Łukasz Rajchert

  • eschenbach nfm

    Christoph Eschenbach/fot. Łukasz Rajchert

  • lang lang nfm

    Lang Lang w geście pozdrowienia/fot. Łukasz Rajchert

  • lang lang eschenbach nfm

    Lang Lang, Christoph Eschenbach i National Symphony Orchestra Washington/fot. Łukasz Rajchert

  • eschenbach nfm

    Christoph Eschenbach i członkowie National Symphony Orchestra Washington/fot. Łukasz Rajchert


Happy Birthday dla Maestro

Wizyta dyrygenta Christopha Eschenbacha i prowadzonej przez niego National Symphony Orchestra Washington miała charakter i „służbowy” i prywatny. Maestro przyszedł na świat 20 lutego 1940 roku w niemieckim wówczas Breslau i obecny przyjazd był także rodzajem podróży sentymentalnej. Wiadomo, że muzyk został obdarowany specjalnie przygotowanymi batutami i wziął udział w odsłonięciu pierwszej z pamiątkowych tablic, jakie będą tworzyły Aleję Gwiazd przed gmachem Narodowego Forum Muzyki (przeczytacie o Alei w Wrocław ma swoją Aleję Gwiazd). Nie zabrakło życzeń urodzinowych. Najpierw „Happy Birthday” zaintonował prezydent Rafał Dutkiewicz podczas inauguracji Alei Gwiazd popołudniu, potem, na początku wieczornego koncertu, ku wielkiemu zaskoczeniu Maestro, melodię zagrała orkiestra z Waszyngtonu, a resztę dośpiewała publiczność. Tego koncertu niemiecki dyrygent z pewnością nie zapomni.

Batuta przekazana Maestro Eschenbachowi przez Andrzeja Kosendiaka/fot. Łukasz Rajchert

Lang Lang słucha orkiestry

W trasie koncertowej z orkiestrą i Christophem Eschenbachem jest obecnie Lang Lang, chiński pianista, którego płyty sprzedają się na całym świecie w ogromnych nakładach, a o kontrakcie z młodym artystą marzy każda chyba wytwórnia płytowa. Eschenbach i Lang znają się doskonale. To dyrygent, jako jeden z pierwszych, dostrzegł w Chińczyku talent, pomagał w karierze, a dziś znakomicie wspólnie pracują. Tak idealnej symbiozy dyrygent-solista nie słyszeliśmy we Wrocławiu od dawna. Symbiozy, która opiera się nie tylko na wspólnej koncepcji, ale i szacunku, na uważnym słuchaniu siebie nawzajem. Lang Lang, choć cechuje go wiele gwiazdorskich nawyków (papieskie niemal gesty pozdrowienia publiczności, świadome spoglądanie na widownię podczas grania) jest świadomym muzykiem, który grając z orkiestrą nie ma ochoty wybijać się na niepodległość, dominować, pokazać, kto jest tu najważniejszy (a to grzech wielu pianistów, z będącą niedawno we Wrocławiu Helene Grimaud na czele).

Lang Lang na scenie NFM/fot. Łukasz Rajchert

Dawno nie słyszeliśmy pianisty, który gra koncert fortepianowy z orkiestrą, jakby uprawiał kameralistykę w niewielkim gronie sprawdzonych muzyków, reagując na każdy najdrobniejszy sygnał od partnera scenicznego (dialog z pierwszym waltornistą w II części Koncert a-moll Edvarda Griega był przepiękny). Ale to zasługa Christopha Eschenbacha, którego czujność i wyczulenie na solistę należy podawać za przykład wielu dyrygentom symfonicznym. Wprawdzie można było w koncercie Griega zakwestionować kilka szczegółów (choćby niepotrzebnie zagoniony finał), ale nie dotyczy to perfekcyjnego całkowicie zgrania dwóch stron.

Christoph Eschenbach/fot. Łukasz Rajchert

Waszyngton wychodzi na prowadzenie

Symfonicy Waszyngtońscy to zresztą ciekawy zespół. Nie wśród pierwszych orkiestr Ameryki (tu przodują muzycy z Chicago, Filadelfii, czy Bostonu), ale pod batutą Christopha Eschnebacha zyskujący naprawdę wiele i potrafiący z olbrzymiego doświadczenia swojego szefa czerpać. Widać to nie tylko w stylowej, solidnej interpretacji Kwartetu fortepianowego g-moll Johannesa Brahmsa w opracowaniu na orkiestrę autorstwa Arnolda Schönberga, ale i w soczystej kreacji w krótkim utworze „Phaeton” Christopera Rouse’a. Zgranie, dyscyplina i miękkie brzmienie waszyngtończyków sprawia, że orkiestry słucha się z zainteresowaniem od pierwszej do ostatniej minuty koncertu. 

Zgłoś uwagę