W nylonowej woalce stoi od końca ubiegłego roku gmach dawnych koszar kirasjerów (ciężkiej jazdy) przy Podwalu pomiędzy ulicą Sądową i Piłsudskiego. Gęsta biała siatka ma przede wszystkim chronić przechodniów przed płatami odpadającego tynku i kawałkami gzymsów.
To najstarsze pruskie koszary (Effer Kaserne) we Wrocławiu, wybudowane w latach 1828 – 1834 na skraju miasta według projektu garnizonowego architekta Schuberta.
Gmaszysko jest imponujące, ma cztery kondygnacje i 150 okien w samej elewacji północnej (od strony fosy). Najwyższe piętro, nadbudowane na początku XX wieku, gdy obiekt zmienił funkcję, bo nie był już dłużej na skraju miasta, ma najwięcej elementów dekoracyjnych – korynckich pilastrów, fryzów, girland nadokiennych, gzymsów konsolowych.
I właśnie te ozdobniki oraz płaty zwykłego tynku zaczęły ostatnio spadać, niekiedy z wysokości około 20 metrów. Użytkownikiem budynku jest obecnie prokuratura, która przejęła go po starostwie powiatowym i politechnice – dziesięć lat temu w akademiku T-8 "Nad fosą" mieszkało 300 studentów.
Oddzieliwszy się kilka lat temu od ministerstwa sprawiedliwości prokuratura stanęła wobec bardzo prozaicznych problemów – jej budżet nie pozwala na wykonanie nawet tak pilnych remontów jak naprawa elewacji gmachu przy Podwalu. Jedyne, na co instytucję było stać, to osłonięcie całej powierzchni ścian, od frontu, od tyłu i po bokach, siatkami zabezpieczającymi. To też niemała i kosztowna operacja, bo elewacje mają łącznie 10 000 m2 powierzchni czyli okrągły hektar. Kiedy będzie możliwy remont, nie wiadomo. Koszary kirasjerów łuszczą się więc nadal, ale nie ma już obawy, że kawał neorenesansowego gzymsu spadnie komuś na głowę.
|