Kolacja w ciemnościach w Inspiracji

„Zamknij oczy, otwórz buzię” – mówi ktoś, gdy chce zrobić nam niespodziankę i uraczyć czymś smacznym. Pomijając fakt, że nieraz, padając ofiarą swojego łakomstwa lub niewybrednego kawału, można trafić na coś „niezjadliwego”, to jednak chwila oczekiwania na przysmak wiąże się z niejaką ekscytacją. A jakie odczucia mogą towarzyszyć komuś, kto ma zjeść „w ciemno” kilkudaniowy posiłek? Przy czym „w ciemno” oznacza tu… egipskie ciemności!

  • mat. Dine in the Dark

    mat. Dine in the Dark


– Dla mnie ciekawym doświadczeniem było mieszanie się smaków w potrawie, której nie widziałam. Normalnie, pewnie dobierałabym je według „tradycyjnego” klucza, np. ziemniaki, a potem mięso z sosem, a niektórych dodatków, w tym służących dekoracji, mogłabym nawet nie spróbować – opowiada Ludmiła, goszczona we wrocławskiej restauracji Inspiracja na kolacji w ciemnościach, czyli Dine in the Dark. – Nie znając tak naprawdę menu, trafiałam na to, co podano na talerzu, po omacku, i dlatego zjadałam wszystko jakby nie po kolei, odkrywając przy okazji właśnie te zaskakujące połączenia smakowe. Na przykład w deserze lodowym trafiłam nagle na rukolę, która równie dobrze mogła tylko „zdobić” to danie. Natomiast zjedzona razem z waniliowymi lodami zasmakowała rewelacyjnie – dodaje Ludmiła, wyraźnie zadowolona z kolacji, zaserwowanej przez szefa kuchni w niekonwencjonalnych okolicznościach, czyli w całkowicie wyciemnionej sali restauracyjnej.

fot. inspiracja.wroc.pl

Z ręką na ramieniu...

Żeby na tę salę trafić, potrzebna jest pomoc kelnera, który „uzbrojony” w noktowizor holuje kolejno gości do ich stolików, służąc swoim ramieniem. Gdy już wszyscy zajmą miejsca i próbują dotykiem poznać najbliższą „okolicę”, do akcji wkracza moderatorka wieczoru. Opowiada o tradycji imprez pod hasłem „kolacja w ciemnościach”, o tym, co czeka gości podczas posiłku, zachęca do opowiadania o wrażeniach podczas konsumowania kolejnych dań, aranżuje stolikowe zabawy i quizy.

Widać, a raczej słychać, że goście dobrze się bawią, np. w czasie odgadywania, z jakich to ingrediencji składało się ich mięsne, rybne albo wegetariańskie danie. Wymieniają się uwagami o smakach i aromatach albo o tym, w jakiej konsystencji zanurzyli przed chwilą palce… To prawda, że gdy wokół ciemno, choć oko wykol, sztućce, które oczywiście są do dyspozycji, średnio się sprawdzają – wtedy najlepiej posłużyć własnymi palcami, choćby po to, by sprawdzić, gdzie na talerzu ukrywa się coś jeszcze.

fot. inspiracja.wroc.pl

Z czym do gości?

Co zatem można zjeść podczas kolacji w ciemnościach w Inspiracji przy wrocławskim pl. Solnym? Żeby nie psuć niespodzianki tym, którzy zechcą spędzić na przykład oryginalny wieczór we dwoje (który może być także rodzajem prezentu dla drogiej nam osoby), i dać im szansę na dobrą zabawę w czasie kulinarnej zgaduj-zgaduli, powiemy tylko, że kuchnia Inspiracji stara się przełamywać schematy, serwując znane dania i smaki w odświeżonej, nowoczesnej kompozycji. Restauracja promuje to, co najlepsze w polskiej kuchni, nadając jej akcenty nierzadko niecodziennych smaków.

Inspiracja proponuje dwa warianty kolacji w ciemnościach:
Dine in the Dark, czyli kolacja, składająca się z przystawki oraz dania głównego wraz z zimnymi napojami niealkoholowymi (dla jednej osoby – 99 zł; dla dwojga 199 zł).
Dine in the Dark VIP, czyli kolacja składająca się z przystawki, dania głównego, deseru oraz zimnych napojów niealkoholowych oraz lampki wina (dla jednej osoby – 129 zł; dla dwojga – 249 zł).

Osoby uczulone na jakiekolwiek składniki, bądź z innych powodów ich niespożywające, mogą o tym uprzedzić organizatorów kolacji podczas rezerwacji. 

fot. inspiracja.wroc.pl

Kto to wymyślił?

– Jedząc w ciemnościach, bardziej delektowałam się każdym kęsem potrawy, ponieważ nie przeszkadzała mi „zachłanność” moich oczu – śmieje się Ludmiła, która zażyczyła sobie danie mięsne jako główne. – Część składników, które znalazły się w przystawce czy deserze, rozpoznałam bezbłędnie, natomiast innymi naprawdę byłam zaskoczona, gdy szef kuchni wyjawił gościom – i pokazał – co tak naprawdę jedli – dodaje wrocławska smakoszka, testująca Dine in the Dark w Inspiracji.

No właśnie, a skąd wzięła się u nas ta swoista kulinarna atrakcja – Wrocław bowiem jest jednym z pięciu (poza Warszawą, Trójmiastem, Krakowem i Katowicami) polskich miast, a Inspiracja jedynym w nim miejscem, gdzie można zjeść kolację w ciemnościach?

Pokrótce geneza międzynarodowego dziś przedsięwzięcia przedstawia się tak:

Jorge Spielmann jest niewidomym pastorem z Zurychu. Podczas jednej z kolacji, na której gościł swoich znajomych, ci w geście solidarności z gospodarzem na czas posiłku zawiązali sobie opaski na oczach. Tym samym lepiej zrozumieli nie tylko życiowe położenie Spielmanna, ale i lepiej wyczuli smak potraw i ich zapach, co uznali za cenne doświadczenie kulinarne. Jako konsekwencja tego wydarzenia, narodził się pomysł, który poprowadził pastora i jego wspólników w dziele do „gastronomicznego biznesu”. W 1999 r. powstała bowiem w Zurychu pierwsza z „ciemnych restauracji” – „blindekuh” (zwana Blind Cow) – na świecie, zatrudniająca niewidomy personel i przyjmująca gości w egipskich ciemnościach. Naśladowcy w wielu miastach Europy, Azji i Ameryki znaleźli się bardzo szybko. Nie we wszystkich co prawda – tak jak w Polsce – pracownikami są osoby niewidome, jednak pod względem doznań, jakie te lokale serwują swoim gościom, wielkiej różnicy... nie widać.

Dine in the Dark we Wrocławiu, restauracji Inspiracja (podziemia Starej Giełdy), pl. Solny 16 

 

Zgłoś uwagę