Z kubkiem termicznym po Wrocławiu

W drodze do pracy i na uczelnię, pomiędzy jednym a drugim spotkaniem, „bo w domu brakło czasu” lub po prostu „z przyzwyczajenia”. Kawa na wynos niektórym ratuje zaspany poranek, innym umila dzień. Jeszcze inni zakup „szatana” w termicznym kubku na wynos traktują jako codzienny rytuał. A gdzie go kupują? Oto śledztwo w sprawie wrocławskich „mobilnych” kawoszy.

  • coffee to go wrocław

    Są osoby, które bez porannej kawy na wynos nie wyobrażają sobie dnia. A jak jest z wami?


Zimne napoje, które jeszcze kilka tygodni temu tak dobrze smakowały w letnich ogródkach piwnych, czas już zamienić na coś bardziej rozgrzewającego. Przy obecnych, dość rześkich temperaturach siedzenie na zewnątrz też przegrywa pomału z energicznym spacerem po mieście. To wszystko sprawia, że bardziej zauważalne stają się kubki z parującym napojem podczas porannego „truchtu” do pracy/szkoły. 

Kawowi „potentaci”

Coffee Heaven, So!Coffee, Sturbucks i McDonald's – to jedne z najbardziej popularnych miejsc, gdzie leją kawę „to go”. To moje osobiste spostrzeżenia, które poczyniłam, obserwując ręce mijanych na Rynku osób.

kawa na wynos

– Często piję kawę w drodze na uczelnię – mówi studentka wychodząca właśnie z jednej z kawiarni przy Świdnickiej. – Zazwyczaj kupuję jednak w Galerii Dominikańskiej i starcza mi akurat na drogę przez Rynek na mój wydział – przyznaje. – Dzisiaj jednak zmieniłam nieco trasę i kupiłam tutaj, zobaczę, czy się „wyrobię” – śmieje się wrocławianka. Picie kawy na zewnątrz to dla niektórych zagadniętych przeze mnie osób bardziej sposób na przedłużenie lata niż oznaka wkraczającej jesieni. – Miałam się napić kawy w kawiarni, ale stwierdziłam, że skorzystam jeszcze z ostatków słońca – mówi zaczytana w notatkach młoda dziewczyna, siedząca na ławce z kubkiem kawy. Obok niej – para trzymająca w rękach tekturowe kubki z logo jednego z sieciowych sklepów spożywczych. – No jeśli szuka pani osób, które często piją kawę na wynos, to niestety nie my. Przyjechaliśmy akurat do Wrocławia, a w hostelu nie mamy czajnika, więc musieliśmy wyjść na kawę – przyznają z uśmiechem. 

Kawa z rana jak śmietana”

Są jednak osoby, które bez porannej kawy nie wyobrażają sobie dnia. Co więcej, osoby te nie zawsze piją kawę w domu. Powody są różne, jednym z nich jest to, że z kawą fajnie jest się po prostu przejść kawałek po świeżym powietrzu. Rozrusznik (cena: 5-11 zł), mała kawiarnia przy moście Pomorskim. – Poranny szczyt kawowy rozpoczyna się u nas przed godziną 8.00. Wtedy wiele osób parkuje w pobliżu samochody, żeby do ścisłego centrum przejść już piechotą. A zanim ruszą w drogę, wchodzą po kubek kawy – mówi właściciel Rozrusznika. – Taki kawowy „prime time” mamy do godziny 10.00, później już zazwyczaj ludzie wpadają, żeby przy kawie sobie u nas posiedzieć – dodaje. Po szybką kawę na drogę przychodzą również do Bistro w kinie Nowe Horyzonty (cena: ok. 6 zł). – Kawa na wynos jest u nas coraz bardziej popularna – przyznaje jedna z pracownic Bistro. – Najczęściej przychodzą po nią osoby około trzydziestki, liczące na szybką obsługę. Kawę serwujemy w trzy minuty, więc tak naprawdę poranna kawa „to go” to u nas kwestia wejścia i wyjścia – dodaje. 

Kawowe brunche i lunche

Ale w południe również można z kawą pochodzić. Kawa na wynos to domena Cafe Targowej (cena: 4-9 zł), czyli małej kawiarenki w Hali Targowej. To miejsce nawet ze względu na gabaryty jest dedykowane kawie „to go”. Cafe Targowa to jednak nie tylko szybka, ale przede wszystkim dobra kawa. To między innymi tutaj napijemy się Czarnego Deszczu, czyli kawy autorstwa trzech młodych wrocławian. Tu zazwyczaj przychodzi się po „drugą” kawę, czyli tą, którą pija się około południa. Kawę na wynos w porze brunchu zamawiają również w kawiarnio-piekarni Franz Kawka (cena: 4-12 zł) przy ul. Więziennej.

kawa na wynos - termiczne kubki w gotowości

– Działamy od kwietnia tego roku, więc mrozów jako takich jeszcze nie przeżyliśmy, ale rzeczywiście, gdy jest chłodniej, kawa na wynos sprzedaje się lepiej – przyznaje jeden z właścicieli. – Mamy stałych kawowych klientów, dla niektórych kawa na wynos jest swego rodzaju rytuałem. Osobiście doskonale to rozumiem, bo sam uwielbiam chodzić po mieście z kubkiem kawy w ręce – dodaje. – Najczęściej po kawę przychodzą do nas około południa, ale są i tacy, którzy o 7.00 stoją pod drzwiami i czekają na swój kubek gorącego szatana – przyznaje.

Festiwalowe, kasztanowe i z whisky

Central Cafe i Bike Cafe to podczas popularnego festiwalu filmowego chyba najbardziej oblegane kawiarnie we Wrocławiu. Zawdzięczają to oczywiście lokalizacji (ul. św. Antoniego). Okazuje się jednak, że i poza festiwalowym sezonem po ciepłą kawę „to go” wpada tu wielu wrocławian. W Bike Cafe (cena: 6-14 zł) oprócz kawy z mlekiem bądź słodkim syropem, napić się można również rozgrzewającej kawy z whisky, natomiast do Central Cafe (cena: 5-11 zł) przychodzi się zazwyczaj na śniadanie, a wychodzi z kubkiem aromatycznej kawy z dodatkiem syropów a'la jesienne wariacje, czyli crème brûlée, kasztanowy, kokosowy czy irish. 

Pan „chude mleko” i Pani „sojowe”

Dla niektórych poranna kawa na wynos to taki rytuał. Żeby dzień mógł się rozpocząć pozytywnie, trzeba zaliczyć kawę z ulubionej kawiarni. Co więcej w pewnym momencie nasze kawowe przyzwyczajenia są już dobrze znane obsłudze i możemy liczyć na to, że kawa będzie zawsze taka, jaką lubimy. – Mamy wielu stałych klientów, którzy codziennie, o tej samej porze, zjawiają się u nas i zamawiają kawę na wynos – mówi barista z Dwie Małpy CoffeeShop.

coffee to go w Dwie Małpy CoffeeShop

– Jest na przykład pan, który pije kawę z chudym mlekiem, albo pani, która wybiera tylko sojowe. Czasami zdarza się, że widzę, jak stały klient zostawia samochód na awaryjnych i biegnie po kawę. W takim przypadku, zanim wejdzie do kawiarni, jego kawa już na niego czeka. To czasem ratuje go przed mandatem... – dodaje. Przyzwyczajenia klientów znają również w Turkawce (cena: 5-11 zł), małej kawiarence w przejściu pod pl. Jana Pawła II. – Ze względu na wielkość kawiarni i jej lokalizację jesteśmy nastawieni przede wszystkim na kawę „to go” – mówi baristka z Turkawki. – Mamy sporo stałych klientów, którzy rano, w drodze z przystanku, wchodzą po kawę, ale są również studenci i wykładowcy z Akademii Muzycznej, którzy po „szatana” na wynos przychodzą między zajęciami. Niektórzy nawet z własnymi kubkami termicznymi – dodaje. 

Jesienno-zimowa empatia

Żeby zrozumieć, co czuje łaknący kawy, zmarznięty wrocławianin w drodze do pracy lub na uczelnię, trzeba samemu zmierzyć się z jesienno-zimowym miejskim klimatem. W tym temacie doświadczenia nie brakuje mobilnej kawiarni Riksza Cafe (cena: 4-10 zł), która parkuje codziennie od 8.00 pod Wydziałem Prawa Uniwersytetu Wrocławskiego.

kawa na wynos

– Na kawę zazwyczaj przychodzą studenci – mówi właścicielka mobilnej kawiarni. – Ale zdarzają się też turyści i osoby, które najpierw robią sobie zdjęcie z rikszą, a potem zamawiają – śmieje się. – Planujemy raczyć kawą w tym miejscu, jak długo się da, raczej nie wypłoszy nas lekki mróz, więc na rozgrzewający napój można liczyć również zimą – dodaje. Dlaczego kawa stąd, a nie z ustawionego na wydziałowym korytarzu automatu? Zapytane przeze mnie osoby mówią krótko: bo lepiej smakuje. – Szczerze mówiąc, zazwyczaj robię sobie kawę w domu, przelewam do termicznego kubka i jadę z nią na uczelnię. Dzisiaj akurat nie zdążyłam i oto jestem – mówi studentka czekająca na swoją kawę z mlekiem. – A jeśli chodzi o automat, to jasne, zdarza mi się pić z niego kawę, ale nie oszukujmy się, ta smakuje znacznie lepiej – dodaje. 

A jaka jest wasza ulubiona kawa na wynos? Czy może wolicie bazować na własnym „szatanie” w osobistym kubku termicznym?

Zgłoś uwagę