Carlos Saura na Festiwalu Nowe Horyzonty [ZDJĘCIA]

– Kiedy byłem mały podkradałem rodzicom pieniądze, żeby pójść do kina – opowiadał Carlos Saura, hiszpański reżyser, twórca takich filmów, jak „Nakarmić kruki”, „Mrożony peppermint”, „Flamenco”, „Czarodziejska miłość”, „Ja, Don Giovanni”.

  • Carlos Saura we Wrocławiu

    Carlos Saura we Wrocławiu, fot. Tomasz Walków

  • Carlos Saura we Wrocławiu

    Carlos Saura we Wrocławiu, fot. Tomasz Walków

  • Carlos Saura we Wrocławiu, fot. Tomasz Walków

    Carlos Saura we Wrocławiu, fot. Tomasz Walków

  • Carlos Saura we Wrocławiu

    Carlos Saura we Wrocławiu, fot. Tomasz Walków

  • Carlos Saura we Wrocławiu f

    Carlos Saura we Wrocławiu, fot. Tomasz Walków

  • Carlos Saura we Wrocławiu

    Carlos Saura we Wrocławiu, fot. Tomasz Walków

  • Carlos Saura we Wrocławiu

    Carlos Saura we Wrocławiu, fot. Tomasz Walków

  • Carlos Saura we Wrocławiu

    Carlos Saura we Wrocławiu, fot. Tomasz Walków

  • Carlos Saura we Wrocławiu

    Carlos Saura we Wrocławiu, fot. Tomasz Walków


Sobotnie spotkanie z reżyserem w ramach „Mistrzowskich lekcji kina” 16. MFF T-Mobile Nowe Horyzonty trwało dwie godziny. Reżyser był w świetnym humorze, mimo że spotkał się z kinomanami o godz. 16.00, czyli w czasie sjesty, „najgorszej godzinie dla Hiszpana” – jak stwierdził. Rozmowę z nim prowadziła Agnieszka Drewno, producentka i reżyser filmowa.

Pasjonat fotografii

Saura opowiadał o swoich artystycznych początkach: – Od zawsze pasjonowałem się fotografią. Pierwsze zdjęcie zrobiłem w wieku sześciu lub siedmiu lat dziewczynce, w której się zakochałem. Zrobiłem je z ukrycia. Fotografia zawsze mi towarzyszyła, była zawsze obecna w moim życiu.

Saura ma olbrzymią kolekcję aparatów fotograficznych. Jest ich 700. – Otaczają mnie ze wszystkich stron, nie wiem, co z nimi robić – śmiał się. – Kiedyś bardziej doceniało się pracę fotografa, oczywiście jestem za technologiami, które ułatwiają pracę, ale zyskując tę łatwość, traci się coś innego. Traci się magię fotografii, kiedyś fotograf miał swoje zawodowe sekrety, które odkrywał tylko w ciemni. Dziś każdy może zrobić wspaniałe zdjęcie. Kiedyś robiło się ich mniej, pozwalały zachować wspomnienia i były dobre.

Nie wiedział, kim być

– Kiedy ma się 17-18 lat to normalne, że nie wie się, co się chce robić w życiu – wspominał. Chciał być dziennikarzem, tancerzem flamenco, projektować silniki. Traumatycznie wspominał obowiązkową służbę wojskową, która trwała aż dwa lata. Gdy wyszedł z wojska, zachłysnął się wolnością. Antonio, brat malarz, namówił go, by zajął się filmem. Początkowo robił dokumenty: – Podobało mi się to, że od nikogo nie zależałem, ale chciałem opowiadać historie i choć bardzo się bałem, postanowiłem spróbować. Jego pierwszy film, który powstał jeszcze w szkole, to „Los golfos”. – Nikt nie robił takiego kina – wspominał. Porzuciłby pewnie kino, gdyby film pocięła frankistowska cenzura, ale trafił od Cannes, unikając cięć. Kolejny film, „Polowanie”, robił za pożyczone do ojca pieniądze. – Chciałem zrobić spokojny film, który nie skonfliktuje mnie z cenzorami. Pierwsi krytycy, którzy go zobaczyli, mówili: „Carlos, to jest gówno, a nie film”. Byłem przekonany, że moja kariera zakończyła się, nim się zaczęła. A potem „Polowanie” odniosło sukces w Berlinie.

Chaplin i „Peppermint frappe”

W filmie „Peppermint frappe” występuje jego ówczesna partnerka Geraldine Chaplin, córka słynnego Charlie Chaplina. – Gazety napisały, że Geraldine mieszka z hiszpańskim playboyem – śmiał się. – Kiedy Charlie zobaczył „Peppermint frappe”, powiedział jedną z najmilszych rzeczy, jaką kiedykolwiek usłyszałem, choć mocno przesadzoną. Stwierdził, że to najlepszy film, jaki widział do tej pory.

Mówił też o swoim filmie poświęconym 33 dniom, w czasie których Pablo Picasso malował „Guernikę”. Rolę główną ma w nim zagrać Antonio Banderas, a film ma powstać w przyszłym roku. – Hiszpańska wojna była mała, ale okrutna, bolesna, bo bracia zabijali braci, dzieliły się rodziny, przyjaciele. „Guernika” pokazuje, że wojna wszędzie jest straszna. Faszyści zbombardowali Guernikę w dzień targowy – zginęli niewinni ludzie, dzieci, zwierzęta. Bardzo chcę zrobić ten film, by opowiedzieć o absurdzie wojny – podkreślał.

Pierwszy scenariusz i niezapomniana piosenka

Byłbym milionerem, gdybym wykupił prawa do piosenki Jeanette „Por que te vas?”, ta piosenka mnie prześladuje, słyszę ją w każdym kraju, w którym jestem – wyznał. – Nikomu z ekipy filmowej „Nakarmić kruki” nie podobała się. Nie lubił jej producent ani Geraldine Chaplin, ani dziewczynki występujące w filmie. Tylko ja się na nią uparłem. „Nakarmić kruki” był debiutem Saury jako scenarzysty. – Nie czułem się w żadnym wypadku jak pisarz, miałem świadomość, że podejmuję ogromne ryzyko – wspominał.

Taniec i muzyka

Matka Carlosa Saury była pianistką, ale Carlos nie nauczył się grać na żadnym instrumencie. Matka nie chciała, żeby żadne z jej dzieci zostało zawodowym muzykiem. – Mam jednak słuch absolutny, choć nie jestem muzykiem ani tancerzem – mówił Saura. – Zawsze mnie interesowało, jak to się dzieje, że powstaje takie dzieło, jak np. „Carmen”. – Zawsze chciałem pójść dalej, zrozumieć, znaleźć dalsze powiązania, dlatego w moim filmie „Fado” docieram do brazylijskiego rapu...

Jego najnowszy film, który przedpremierowo można zobaczyć na 16. MFF T-Mobile Nowe Horyzonty „Argentyna, Argentyna”, opowiada właśnie o muzyce, którą można usłyszeć w tym kraju i nie jest to tylko i wyłącznie tango. Kolejny film Saury, który jest w postprodukcji, „La jota”, poświęcony jest aragońskiemu tańcowi jota, wykonywanemu z kastanietami.

Każdy z mistrzów kina europejskiego na festiwalu pokazuje dwa swoje filmy i film europejski, który uważa za ważny. Saura wybrał „Pianistę” Polańskiego. – Nie rozumiem waszego zdziwienia, że wybrałem ten film. Macie coś przeciw Polańskiemu? To piękny, elegancki, delikatny film, nakręcony z miłością do Polski. Jedyny jego minus to fakt, że nie jest nakręcony po polsku.

Reżyser odpowiadał też na pytania publiczności. – Dlaczego nie zapytacie mnie o moje żony, kochanki, dzieci. Mam ich siedmioro – sześciu chłopców i jedną córkę Anę, która jest tu ze mną – zachęcał.
– Nie lubię oglądać własnych filmów – wyznał. – Czas płynie i inaczej się patrzy na to, co się kiedyś nakręciło – wyjaśniał. – Lubię filmy katastroficzne, oglądam je razem z Aną. Najbardziej lubię oglądać filmy sam, z projektora u siebie w domu. Wtedy mogę się skupić i dotknąć magii kina.

 

Kolejne spotkania w ramach „Mistrzowskich lekcji kina”

Pasaż Pokoyhof, ul. św. Antoniego, wstęp wolny

  • 24.07.2016, godz. 16.00 – Nanni Moretti
  • 25.07.2016, godz. 16.00 – Ulrike Ottinger
  • 26.07.2016, godz. 16.00 – Cristian Mungiu
  • 27.07.2016, godz. 16.00 – Claire Denis
  • 28.07.2016, godz. 16.00 – Victor Erice (pokaz rozmowy już zarejestrowanej)
  • 29.07.2016, godz. 16.00 – Andriej Konczałowski
  • 30.07.2016, godz. 16.00 – Petr Zelenka
  • 31.07.2016, godz. 16.00 – Agnieszka Holland
Zgłoś uwagę