Brave Festival od kuchni, czyli oczami organizatorów

Przez cały rok pracują przy organizacji, produkcji i logistyce związanej z Brave Festivalem. Ustalają co jedzą Pigmeje z Konga, tłumaczą artystom co znaczy klaskanie po występie, a przede wszystkim starają się, by ten duży festiwal działał jak w zegarku. Poznajcie ekipę Grzegorza Brala, która pracuje nad Brave Festival 2015! Festiwal w tym roku trwa od 10 do 17 lipca.

  • Ekipa Brave Festival. Od lewej z bębenkiem Agnieszka Kiewicz, producent wykonawczy, trzecia w pierwszym rzędzie Karolina Dukiel, koordynatorka wolontariuszy, jedyny mężczyzna w tym gronie - Adrian Podgórny, menadżer programowy Brave Festival, za nim Paulina Anna Galanciak, asystentka producenta i wolontariuszki. fot. Tomasz Walków

    Ekipa Brave Festival. Od lewej z bębenkiem Agnieszka Kiewicz, producent wykonawczy, trzecia w pierwszym rzędzie Karolina Dukiel, koordynatorka wolontariuszy, jedyny mężczyzna w tym gronie - Adrian Podgórny, menadżer programowy Brave Festival, za nim Paulina Anna Galanciak, asystentka producenta i wolontariuszki. fot. Tomasz Walków

  • Ekipa Brave Festival 2015 fot. Tomasz Walków

    Ekipa Brave Festival 2015 fot. Tomasz Walków

  • Ekipa Brave Festival 2015 fot. Tomasz Walków

    Ekipa Brave Festival 2015 fot. Tomasz Walków

  • Ekipa Brave Festival 2015 przy pracy fot. Tomasz Walków

    Ekipa Brave Festival 2015 przy pracy fot. Tomasz Walków

  • Ekipa Brave Festival 2015 przy pracy fot. Tomasz Walków

    Ekipa Brave Festival 2015 przy pracy fot. Tomasz Walków

  • Ekipa Brave Festival 2015 przy pracy fot. Tomasz Walków

    Ekipa Brave Festival 2015 przy pracy fot. Tomasz Walków

  • Ekipa Brave Festival 2015 przy pracy fot. Tomasz Walków

    Ekipa Brave Festival 2015 przy pracy fot. Tomasz Walków


Urzędują w biurze na czwartym piętrze w budynku dawnej Kolegiaty św. Katarzyny przy ul. Purkyniego. Bez windy. To tu bije serce festiwalu – dzwonią telefony, przychodzą maile, powstają festiwalowe katalogi, trafiają koszulki dla wolontariuszy, a przede wszystkim powstaje złożona i skomplikowana struktura Brave. Tu się planuje przyjazdy artystów i dalsze działania: ich odbiór z lotniska, zakwaterowanie, opiekę, miejsca i czas prób i wiele innych, czasem drobnych spraw, które mimo to mają duże znaczenie dla całej imprezy.

- Często jesteśmy pierwszym kontaktem dla artystów, którzy przyjeżdżają z najdalszych zakątków świata. Staramy się, by ich spotkanie z Europą przebiegało jak najłagodniej – mówi Adrian Podgórny, menadżer programowy Brave Festival 2015.

- Niektórzy dziwią się, że pracujemy przez rok nad wydarzeniem, które trwa tydzień – śmieje się Agnieszka Kiewicz, producent wykonawczy Brave Festival. – Nasza praca polega też na zdobywaniu pieniędzy na festiwal, pisaniu projektów, rozliczaniu otrzymanych wcześniej grantów. Rok wcześniej opracowujemy też program kolejnej edycji.

Pierwszy wyjazd z wioski

- W tym roku mieliśmy trochę łatwiej – śmieje się Adrian Podgórny – bo kuratorką jest Sona Jobarteh, artystka z Gambii, która świetnie zna lokalnych muzyków. Pochodzi z jednego z klanów griotów i to ona odpowiadała za program. Przygotowała kilkanaście propozycji artystycznych, pomagała też w załatwianiu formalności.

- Wielu artystów występujących na Brave nie jest znanych, nie mają swoich menadżerów, stron internetowych. Do nich właśnie trzeba dotrzeć. Czasem artystów polecają etnolodzy znający daną kulturę, czasem znajdziemy na you tube wideo jakiegoś turysty lub badacza pokazujące unikalny taniec. Wtedy dopiero zaczyna się szukanie. Trzeba dotrzeć do osoby, która wrzuciła filmik, potem do wioski, gdzie był kręcony. Często zdarza się, że nie ma tam telefonu… - opowiada Agnieszka Kiewicz. – Ale takich „prawdziwych prawdziwków” jest już co raz mniej na świecie.

– Bywa, że niektórzy artyści nigdy nie wyjeżdżali ze swojej wioski, nie mają dokumentów, nie znają swoich dat urodzenia. By mogli przyjechać trzeba im wyrobić po raz pierwszy paszporty - dodaje Adrian Podgórny. Tak właśnie było z grupą Pigmejów z Kongo, czy tancerzami masek z ludu Nuna z Burkina Faso. Ci ostatni nie mogli wyjechać z prawdziwymi maskami, bo oryginały nie mogły opuścić wioski. Musieli zrobić ich kopie, nie mogli też pokazać pełnego rytuału, by nie obrazić bogów, bo ich występ we Wrocławiu był w nieodpowiedniej porze roku.

Pigmeje lubią jabłka

- Czasem zupełnie oczywiste dla nas rzeczy bywają zaskakujące dla naszych artystów – mówi Agnieszka Kiewicz. – Dlatego wolę się upewnić, czy artyści mogą na przykład występować na trawie, co jedzą, czego oczekują.

- Pytaliśmy Pigmejów z Konga o to, co jedzą – opowiada Paulina Anna Galanciak, asystentka producenta. – Otrzymaliśmy dość niejasną odpowiedź, że jedzą owoce i to co upolują. Kwestie jedzenia to bardzo trudny temat. Stanęło na tym, że Pigmeje jedzą też kurczaki, ryż, frytki i jabłka.

W trakcie Brave Festival będzie trwać Ramadan, czyli czas postu od wschodu do zachodu słońca, przestrzegany przez muzułmanów. Z tego powodu grupa z Zanzibaru na początku nie chciała zgodzić się na żadne posiłki. – Byliśmy przerażeni, bo upały, wysiłek związany z występami mógł okazać się dla nich za ciężki. Na szczęście stwierdzili, że mogą wyjątkowo zastosować dyspensę i jednak jeść – oddychają z ulgą pracownicy Brave Festival.

- Artyści bardzo różnie zachowują się w czasie wyjazdów – opowiada Agnieszka Kiewicz. – Niektórzy zamykają się w hotelu, wychodzą tylko na występ, proszą o jedzenie do pokoju i nigdzie się nie pokazują. Inni jak np. artystki z Maroka łakną kontaktu z ludźmi. Marokanki jeszcze długo po swoim występie śpiewały i tańczyły z ludźmi na dziedzińcu Synagogi. Nie chcemy jednak nikogo na siłę wtłaczać do naszej rzeczywistości – podkreślają wszyscy. Wspominają zdziwienie jednej z afrykańskich grup… klaskaniem. – Nie rozumieli, dlaczego po ich występie ludzie uderzają w dłonie – wspomina Agnieszka Kiewicz. – Dla innych dużym zaskoczeniem były schody i kąty proste, pod którymi łączą się ściany naszych budynków.

Wolontariusze są najważniejsi

Najwięcej kontaktów z egzotycznymi artystami mają wolontariusze Brave. To oni opiekują się nimi, pilnują, by trafili na próby, spotkania i występy. Rozwiązują problemy, pomagają i czasem tłumaczą rzeczywistość.

Koordynatorką wolontariuszy Brave Festivalu od 2011 roku jest Karolina Dukiel. – Bez wolontariuszy nie byłoby festiwalu. Oni są najważniejsi  – mówi od razu. Koordynuje pracę ponad 100 osób. Zajmuje się rekrutacją, przydzielaniem zadań. – Wolontariusze pracują w kinie, w obsłudze centrum festiwalowego, artystów, widowni. Niezależnie od miejsca pracy, spotkamy się wszyscy, aby dzielić się swoimi doświadczeniami. Wielu wolontariuszy wraca do nas co roku, Brave jest dla nich obowiązkowym punktem w kalendarzu.

- Tu w biurze tworzymy ramę festiwalu, którą wypełniają inni – próbuje podsumować działania ekipy Brave Agnieszka Kiewicz. – W ubiegły poniedziałek było dziwnie spokojnie, nie dzwoniły telefony, nie przychodziły maile. Poczuliśmy się zaniepokojeni – śmieje się.

- To był znak, że albo mamy wszystko ogarnięte, albo gdzieś leżymy – dodaje Adrian Podgórny. – Bo wszystkie szczegóły – godziny przyjazdu artystów, nawet tak prozaiczna rzecz jak pociągnięcie prądu z biblioteki na Rynku, czy druk identyfikatorów musi być dograna.

- A i tak czujemy niepokój, bo nigdy nie ma pewności, że artyści dotrą na czas. Co roku mamy kilka nieprzespanych nocy, bo ktoś nie zdążył na samolot, bo nie dojechał ze swojej wioski. Łączy nas jednak to, że robimy coś dobrego, coś dla innych. Mamy dużo pracy, ale też satysfakcję, bo pomagamy. Pieniądze ze sprzedaży biletów festiwalowych idą w całości na rzecz organizacji Rokpa International – podkreślają wszyscy zgodnie.

Tegoroczny Brave Festival trwać będzie od 10 do 17 lipca. Ekipa Brave nie będzie wtedy mieć czasu, by rozmawiać o swojej pracy.

 

 

Zgłoś uwagę