Wrocław jest nieznośnie płaski. Geologia zrobiła bardzo niewiele dla wyposażenia miasta we wzniesienia, z których można podziwiać jego panoramę, nie mówiąc już o przyjemności zjeżdżania na czymś. W "Bazie danych geologiczno-inżynierskich aglomeracji wrocławskiej" jest z tego zakresu jedynie jakże skromny akapit: "Utwory powierzchniowe tarasu północnopolskiego w końcowym okresie ostatniego zlodowacenia i na początku holocenu uległy eolizacji, a z przewianych piasków aluwialnych zostały usypane wały wydmowe. Jedną z nich jest wydma we wrocławskim Parku Osobowickim o kulminacji 127,57 m n.p.m." Tak skąpo obdarowani przez naturę, górki wrocławianie musieli usypać sobie sami. Jest ich około ćwierć setki i większość ma pochodzenie wprost lub pośrednio militarne – są to albo stare szańce obronne jak Wzgórze Polskie (Bastion Ceglarski) i Wzgórze Partyzantów (Bastion Sakwowy), albo wysypiska gruzu, czyli szczątki domów zburzonych w wyniku działań wojennych. Wyjątkiem jest jedno z najefektowniejszych wrocławskich wzniesień – Górka Skarbowców, zwana też niekiedy pretensjonalnie Małą Sobótką (Kinderzobten) – która "powstała pod koniec XIX wieku z nadwyżek gruntu przeznaczonego do budowy nasypu kolejowej obwodnicy towarowej".
Od strony północnej uformowano tor saneczkowy, a licznie posadzone drzewa przyniosły jej jeszcze jedną nazwę – Modrzewiowej Górki.
Straszliwe zniszczenia pod koniec drugiej wojny światowej dały miastu góry gruzu, który najpierw składowano niemal w centrum. Tak, ledwie kilometr na południe od Dworca Głównego, powstało Wzgórze Andersa, dziś wyglądające na całkiem fortunne zaplecze akwaparku. Do wywozu gruzu zbudowano linie kolejowe. Jedna z nich biegła ulicą Próchnika (dziś Gajowicka) do Racławickiej. Ciuchcie przeciągały wagoniki u podnóża Górki Skarbowców i koleby były opróżniane z pół kilometra dalej po stronie południowej, wówczas na granicy miasta. Ta góra gruzu zrobiła karierę filmową, w roku 1968 zagrała Warszawę z czasów Bolesława Prusa
w "Lalce" Wojciecha Hasa. Na górze wrocławskich gruzów zbudowano z dykty fasadę kościoła św. Krzyża przy warszawskim Krakowskim Przedmieściu.
Łatwiejsze było stworzenie ruder na skarpie Powiśla. Gruzowisko nie wymagało wielkiej charakteryzacji. Oczywiście żywot Warszawy na Skarbowców we Wrocławiu był krótki. W latach siedemdziesiątych teren przejął WKS "Śląsk" i zaczął z nasypów gruzu formować koronę wielofunkcyjnego stadionu. Parę imprez tam rozegrano, ale obecnie trudno byłoby znaleźć ślady po tym epizodzie,
gdyby nie robiąca duże wrażenie brama dla kibiców.
Wszystko wskazuje na to, że w tym miejscu znowu staną domy.
Już nie Krakowskie Przedmieście, ale między innymi "budynki biurowe B2 i B3 z garażami podziemnymi".
|