Awangardo, naprzód!

Avanti! No i ruszyli – festiwalowo! Pierwszego października, nie mniej hucznie niż społeczność akademicka, której część zapewne również uczestniczyła w pierwszym dniu Avant Art Festival. Impreza po raz ósmy ściąga miłośników filmowej i muzycznej awangardy.

  • Rimbaud

    Rimbaud, fot. mat. prasowe

  • Felix Kubin

    Felix Kubin, fot. mat. prasowe

  • SYNY

    SYNY, fot. mat. prasowe


Idea festiwalu jest taka, by czuli się na niej jak „u siebie” nie tylko admiratorzy artystycznej „odmienności”, zachwycający się obrazami i dźwiękami, trafiającymi tak naprawdę do stosunkowo wąskiej grupy odbiorców. Organizatorzy i artyści Avant Art Festival wyciągają jednak ręce także do tych, którzy do tej pory albo nie mieli okazji, albo obawiali się spotkania z estetyką, którą trudno zaszufladkować w konkretnych nurtach czy kanonach.

Cztery festiwalowe dni są więc świetną okazją, by znaleźć się (a może rzeczywiście odnaleźć!) w nowych artystycznych klimatach awangardy filmowej i muzycznej.

Obsesje Howarda

I tak na ten pierwszy filmowy, ale i muzyczny przecież ogień poszła projekcja dokumentu o muzyku, i to nie byle jakim muzyku. Bohaterem obrazu był bowiem Rowland S. Howard – legendarny gitarzysta znanej postpunkowej grupy The Birthday Party, w której w latach 80. wraz z Nickiem Cave'em podbijał serca fanów.

Reżyserzy Lynn-Maree Milburn i Richard Lowestein w „Autoluminescent: Rowlands S. Howard” z prawdziwą wirtuozerią pokazali drogę życia i kariery Howarda, wiodącą przez kilka zespołów, serię nieszczęśliwych związków i burzliwy romans z narkotykami. Ponad godzinę oglądaliśmy archiwalne nagrania z koncertów, przeplatane szczerymi wywiadami z najbliższymi gitarzyście osobami, z którymi Howard współpracował, budził się i zasypiał. Na sali w Kinie Nowe Horyzonty zrobiło się w pewnej chwili naprawdę lirycznie, a ci widzowie, którym życiorys i dokonania nieżyjącego już mistrza gitary i świetnego autora piosenek były nieznane, być może teraz sięgną, przynajmniej raz, do jego twórczości. Na pewno niczym nie ryzykują, przesłuchując przynajmniej raz jeden z albumów z muzycznym udziałem Howarda. Próbka poniżej.

Wyginam śmiało ciało…

Zaledwie pięć minut mieli widzowie dokumentu o Howardzie, żeby przemieścić się do Narodowego Forum Muzyki, gdzie o 20.00 zaczynał się koncert Rimbaud –  elektryzującego trio, tworzonego przez Tomasza Budzyńskiego, Michała Jacaszka i Mikołaja Trzaskę. Ci, którzy trwali jeszcze w zadumie po projekcji filmu, szybko odnaleźli się w szamańskich klimatach, dzięki dźwiękom, jakie Rimbaud posyłał ze sceny. A były to dźwięki fantastyczne, czasami niepokojące, drugim razem zaś delikatne, którym pomagał również doskonale wybrzmieć charyzmatyczny wokalista. Z każdym kolejnym utworem Rimbaud wzmagał apetyty słuchaczy na swoją „muzyczną produkcję”.

Kosmiczny desant z Hamburga

Po dawce „dźwiękowego niepokoju” przyszedł czas na set rodem z… kosmosu. Taką bowiem aurę wytwarzył Felix Kubin, muzyk, który jednak nie z krańców wszechświata, a z Hamburga przyjechał do Wrocławia, wraz ze swoją elektroniczną aparaturą. To z niej wydobywał tego wieczoru na scenie NFM iście futurystyczne melodie, przy których ciężko wystać w miejscu. Pobudzające „discodźwięki”, wydobywające się z syntezatora, podbite wyświetlanymi za plecami muzyka wizualizacjami wprowadziły nas w „kołyszący” nastrój, a barwna osobowość Felixa wywołała bardzo pozytywne wibracje.

Dobre SYNY

A potem zaczął rządzić SYNY, czyli hiphopowy projekt Roberta Piernikowskiego (Napszykłat) i 1988 (wcześniej: Etamski). Muzycy, którzy pewnie i zdecydowanie wkroczyli na „zamgloną” scenę, zaangażowanie i szczerość, w tym co robią, zaserwowali słuchaczom już od pierwszego bitu. Rapowa uczta, na tle psychodelicznych i pełnych mocy instrumentali, dowiodła talentu i jakości artystycznego wyrazu duetu. Wytrwać do zwieńczenia pierwszego dnia Avant Art Festival – było warto. 

W tym roku Avant Art Festival po raz pierwszy na scenie Narodowego Forum Muzyki 

 

   

Tekst i fot. Katarzyna Pergoł

Zgłoś uwagę