Jakie jest dziś amerykańskie kino. Rozmowa z Urszulą Śniegowską

Dyrektor artystyczna American Film Festival poleca, na jakie seanse warto się wybrać do niedzieli 25 października i opowiada, jak dziś funkcjonuje kino za oceanem i czy niezależni filmowcy wciąż mają tam szansę zaistnieć. Oraz przekazuje pozdrowienia od Clinta Eastwooda dla widzów we Wrocławiu. 

  • urszula śniegowska american film festival

    Urszula Śniegowska, dyrektor artystyczna American Film Festival/fot. Tomasz Walków

  • urszula śniegowska american film festival

    Urszula Śniegowska, dyrektor artystyczna American Film Festival/fot. Tomasz Walków

  • urszula śniegowska american film festival

    Urszula Śniegowska, dyrektor artystyczna American Film Festival/fot. Tomasz Walków


Magdalena Talik: W zeszłym roku gwiazdą American Film Festival był Barack Obama. A ściślej jego sobowtór Louis Ortiz, bohater dokumentu „Bronx Obama”. W tym roku też są tak wybuchowe gwiazdy?

Urszula Śniegowska: Mamy trzy większe gwiazdy – Amy Berg, dokumentalistkę nominowaną do Oscara, która przywiezie dwa swoje filmy, – „Janice” o Janice Joplin i starszy „Ofiary proroka” o mormońskiej sekcie Warrena Jeffsa skazanego za pedofilię i wielożeństwo.

A ponadto przyjedzie dwóch gości odbierających Indie Star Awards – Hal Hartley i David Gordon Green. Hartley będzie we Wrocławiu po raz drugi, a kiedy w 2007 roku pokazaliśmy jego filmy były organizowane dodatkowe sale i zapanowało szaleństwo. Teraz pokażemy jego trylogię, która, mam nadzieję, przyciągnie kochających to kino, a oni opowiedzą o nim innym. Najnowszym z filmów będzie „Ned Rifle”, ostatnia część trylogii o ojcu (Henry Fool), matce (Fay Green) i ich synu (Ned Rifle). Wielu widzom spodoba się absurdalne, surrealistyczne poczucie humoru Hala Hartley’a. Z kolei David Gordon Green jest bardziej niezależny w typowo autorskim rozumieniu tego słowa. Pracuje w Austin, ale flirtuje z Hollywood. Wybrał pięć filmów, które uważa za najważniejsze w swojej karierze. Szczególnie dumni jesteśmy z pokazu najnowszego „Kryzys to nasz pomysł”, bo na American Film Festival odbędzie się europejska premiera tego obrazu.

To wielki dramat polityczny z Sandrą Bullock w roli głównej, bardzo na czasie. Premiera odbędzie się w sobotę 24 października, a zatem w przeddzień polskich wyborów. To ważne, bo scenariusz dotyczy spin doktorki od kampanii prezydenckiej w Boliwii.

Wspomniała Pani o Amy Berg, ale w ogóle kobiety w kinie amerykańskim coraz więcej znaczą. Kilka lat temu, kiedy Barbara Streisand wręczała Oscara za reżyserię pierwszej w historii kobiecie – Kathryn Bigelow – powiedziała, że to historyczny moment.

Urszula Śniegowska: I rzeczywiście tak było. Kobiety w Stanach ostro walczą o parytet. Nie jest to tak łatwe, jak w Szwecji, ale walczą skutecznie i myślę, że akcje w środowisku filmowym podejmowane przez Meryl Streep, czy Geenę Davis doprowadzą do tego, iż będzie powstawało coraz więcej historii kobiecych. American Film Festival w tym roku odzwierciedla to na różnych poziomach, m.in. poprzez kino afroamerykańskich reżyserek. Pojawiają się u nich tematy zaangażowania politycznego, feministycznego, historie o identyfikacji czarnoskórych kobiet. Polecam zwłaszcza oniryczny film Julie Dash „Córki pyłu”, bo to polska premiera, a walka o kopię filmu była ogromna.

Ciekawy jest obraz „Grunt spod nóg” Kathleen Collins, jedynej, która uzyskała większą sławę. Przypomnimy „Zapada noc” Tanyi Hamilton ze świetną muzyką jazzową o schyłkowym okresie działalności Czarnych Panter i „Selmę” Avy DuVernay o ruchu praw obywatelskich i Martinie Lutherze Kingu. Ponadto warto obejrzeć dokumenty wspomnianej Amy Berg.

Mam wrażenie, że amerykańskie kino w ciągu ostatniej dekady mocno się zmieniło. Przesunęły się akcenty. Kiedyś festiwal w Sundance był offową imprezą, dziś filmy, które tam wygrywają dostają Oscary.

Urszula Śniegowska: To może tylko jaskółka, nie wiemy tego, ale producenci z wielkich hollywoodzkich wytwórni często wyłapują i zatrudniają do dużych produkcji reżyserów kina niezależnego, często takich, o których jeszcze nie słyszeliśmy. Gość American Film Festival, Matt Sobel, reżyser „Zabierz mnie nad rzekę”  został właśnie zatrudniony przez Universal do nakręcenia dużego filmu. Ciekawa jestem, czym się kieruje – tylko finansową stroną przedsięwzięcia, czy szansą realizacji własnych pomysłów. Mnie, jako miłośnika kina autorskiego, trochę to smuci taka sytuacja, bo oznacza, że np. Onur Takel wkrótce będzie realizował nie własne pomysły, ale cudze, takie, które się będą sprzedawały. W przypadku Ameryki należy patrzeć na prowincję, na mniejsze festiwale, gdzie dużo się dzieje, jest sporo filmów i twórców. Pytanie, czy będą mieli siłę przebicia i zechcą podejmować odważniejsze tematy.

Choć w dokumentach widać, że się nie lękają. Andrew Jarecki nakręcił „Przeklętego”, sześcioczęściowy film o podejrzanym o morderstwa Robercie Durście.

Urszula Śniegowska: To fascynujący serial dokumentalny, który ogląda się jak fabułę. Można się nawet nabrać. A na ekranie historia życia Dursta i zmagania jego prawników. Nawiasem mówiąc, teraz Jarecki nie może podróżować z filmem, ani wypowiadać na jego temat, bo serial stał się głosem w sprawie sądowej przeciwko Durstowi.  

Nie mogłam nie wspomnieć o retrospektywie Clinta Eatswooda. Czy on wie, że teraz we Wrocławiu oglądamy jego filmy?

Urszula Śniegowska: Wie, choć nie byliśmy w bezpośrednim kontakcie, ale przez studio Warner Brothers. Dostaliśmy informację, że Clint Eastwood pozdrawia widzów, ale nie przyjedzie. Ma 85 lat, nie podróżuje tak chętnie, no i pracuje nad nowym filmem.  

6. American Film Festival

6. American Film Festival

Akcja / Dokument / Thriller / Historyczny / Komedia / Dramat / Krótkometrażowy / Western / Przygodowy / Wydarzenie kinowe / Fabularny / Dramat wojenny non-fiction
Termin od 20 października 2015 do 25 października 2015

Miejsce Kino Nowe Horyzonty

Zobacz
Zgłoś uwagę