Aleksandra Kurzak w swoim żywiole. Dwa świetne koncerty we Wrocławiu

W sobotę recital pieśni Chopina, w niedzielę arie operowe, operetkowe i duety z Krzysztofem Cugowskim. Aleksandra Kurzak wróciła do Wrocławia po kilkuletniej przerwie od razu w wielkim stylu. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że śpiewaczka jest dziś u szczytu swojej kariery.


Chopin ubożuchny, interpretacja porywająca

Wrocławska sopranistka, choć specjalizuje się głównie w repertuarze operowym, już kilka lat temu z powodzeniem zarejestrowała pieśni Fryderyka Chopina (wspólnie z barytonem Mariuszem Kwietniem). Płyta ukazała się w specjalnej czarnej serii Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina (czyli takiej, w której ukazują się nagrania na instrumentach historycznych – akompaniujący śpiewakom Nelson Goerner grał właśnie na wspomnianym). Z tamtego albumu fani zapamiętali przede wszystkim piękne, subtelne, doskonałe pod względem narracyjnym interpretacje utworów. Miniatur, jakie wprawdzie wzbogacają chopinowską spuściznę, ale o których sami śpiewacy mówią używając nierzadko określeń „ubogie”, „skromne” porównując je z pieśniami innych kompozytorów.

Aleksandra Kurzak i Janusz Olejniczak podczas wieczoru pieśni w NFM/fot. NFM

W sobotę 26 września Aleksandra Kurzak zaśpiewała komplet pieśni na scenie Narodowego Forum Muzyki z towarzyszeniem chopinisty Janusza Olejniczaka. (Przeczytajcie o pierwszych wrażeniach śpiewaczki o NFM w Aleksandra Kurzak: Krzysztof Cugowski ma niesamowity głos). Wszystkie 17 miniatur zostało przeplecionych mazurkami, walcami, czy Scherzem b-moll op. 31 w wykonaniu Janusza Olejniczaka. Pianista to dobry towarzysz chopinowskich podróży – jego akompaniament jest osobną jakością, co zresztą charakterystyczne, kiedy gra pianista koncertujący, a nie zawodowy akompaniator. Dzięki temu słyszeliśmy piękne rubato, umiejętnie eksponowane melodie ludowe, miękkie, szlachetne brzmienie. Aleksandra Kurzak jest, z kolei, bodaj idealną interpretatorką tych utworów – niezwykle muzykalną, eksponującą idealnie każdą frazę, dopieszczającą najdrobniejszą nutę i, co niezwykle istotne, idealnie podającą tekst. Tak perfekcyjnej dykcji próżno szukać u wielu śpiewaczek. Kurzak, dzięki doświadczeniu operowemu, potrafi też doskonale „opowiadać” każdą z historii, które Chopin zaczerpnął z tekstów polskich poetów, m.in. Stefana Witwickiego, Adama Mickiewicza, czy Zygmunta Krasińskiego. Kokieteryjnie wybrzmiał „Śliczny chłopiec”, refleksyjny był „Pierścień”, czy „Precz z moich oczu”, świetna narracyjnie „Piosenka litewska”.  

Artyści zdali egzamin, publiczność, niestety, już nie do końca. Przez większą część wieczoru można było odnieść wrażenie, że siedzimy w sanatorium dla przewlekle chorych na płuca. Najwyraźniej wielu melomanom trudno się nauczyć, że kiedy są podziębieni nie powinni przychodzić na koncerty. Dyskusyjne pozostało także grupowe opuszczanie sali, gdy artyści wracali jeszcze na scenę. Tym dziwniejsze, że wieczór był artystycznie udany i zakończony trzema pięknymi bisami, w tym wydrukowaną naprędce dla pianisty partią fortepianową, by

Śpiewaczka w swoim żywiole

Koncert „Dwa żywioły” w Hali Stulecia miał świetną, wyjątkowo intensywną promocję, więc trudno się dziwić dobrej frekwencji w niedzielny wieczór. Niektórych skusiła obecność Krzysztofa Cugowskiego, który niedawno ogłosił zakończenie kariery, swoje grono fanów ma też (w Polsce i na świecie) Aleksandra Kurzak, jeżdżą śladem jej koncertów.  

Aleksandra Kurzak i Krzysztof Cugowski na scenie Hali Stulecia/fotl. Mat. org.

Na połączenie dwóch wokalnych żywiołów wpadł Tomasz Janczak, szef Filharmonii Sudeckiej. Wałbrzyska orkiestra wystąpiła zresztą w roli gospodarza wieczoru pod batutą dwóch dyrygentów, zaproszono też dwa chóry – Filharmonii Lubelskiej i Lwowski Akademicki „Dudaryk”.

Program dobrano tak, by szansę zabłysnąć miała i Aleksandra Kurzak i Krzysztof Cugowski. Były zatem arie i piosenki. Ale organizatorzy pomyśleli też o niespodziankach, bo na te publiczność czeka najbardziej. A było kilka. Przede wszystkim utwory Budki Suflera w wersji symfonicznej z aranżami Andrzeja Kopecia. Doskonale przygotowane, porywająco wykonane przez Krzysztofa Cugowskiego i Orkiestrę Filharmonii Sudeckiej oraz chóry do tego stopnia, że sukces powinien zastanowić organizatorów. Może warto byłoby namówić wokalistę na cały album. Rzecz bezcenna nie tylko dla fanów Budki, także dla ceniących dobre mariaże rocka i muzyki symfonicznej.

Krzysztof Cugowski śpiewa operetkę

Ale niespodzianką bodaj najbardziej zaskakującą były duety z opery, operetki i musicalu, które wspólnie zaśpiewali Aleksandra Kurzak i Krzysztof Cugowski. Pierwotnie pomysł, by rockman śpiewał „Usta milczą, dusza śpiewa” z „Wesołej wdówki” Lehara brzmiał może jak żart, ale frontman Budki Suflera zaśpiewać potrafi interesująco chyba każdy utwór i każdy tekst, choć w „Libiamo” z „Traviaty” Verdiego ozdobniki trochę pokrzyżowały mu plany.

Sopranistka, która zachwyca

Wydawało się, że nieco trudniejsze zadanie miała Aleksandra Kurzak, choć poza ariami w programie sporo było jednak szlagierów muzyki poważnej. Wygrać z osobowością Krzysztofa Cugowskiego jest trudno, ale wrocławska sopranistka pokazała, że jej głos zwycięża wszystkie wątpliwości. Artystka dzień wcześniej śpiewała pieśni Chopina w Narodowym Forum Muzyki, ale dopiero w operowych ariach czuła się najpełniej. W słynnej arii Rozyny z „Cyrulika sewilskiego” Rossiniego zachwycała perfekcyjnym technicznie wykonaniem ozdobników i śpiewnością frazy, a w arii „O mio babbino caro” z opery „Gianni Schicchi” Pucciniego była miękkość i liryzm najwyższej próby. Dla wielu fanów Aleksandry Kurzak jedyną szansą, by usłyszeć ją w Polsce była wizyta we Wrocławiu. Inwestycja z pewnością się opłaciła. Koncert, który mógł być artystycznym ryzykiem okazał się zaskakująco inspirujący.   

Zgłoś uwagę