Czysta rozrywka w Teatrze Komedia

Teatr Komedia od ponad 15 lat bawi wrocławian. W repertuarze mają same komedie i farsy, grane przy kompletach publiczności. „Szalone nożyczki”, „Boeing, boeing”, „Przyjazne dusze”, „Rodzina Kerwoodów”, „Psychoterapia, czyli sex w życiu człowieka” – to tytuły, które nie schodzą z afisza.

  • Wojciech Dąbrowski: - Teatr komediowy jest teatrem wymiernym – od razu wiemy, czy ludzie się śmieją z tego, co dzieje się na scenie. fot. Tomasz Walków

    Wojciech Dąbrowski: - Teatr komediowy jest teatrem wymiernym – od razu wiemy, czy ludzie się śmieją z tego, co dzieje się na scenie. fot. Tomasz Walków

  • Wojciech Dąbrowski z Ewą Kuklińską w spektaklu "Czysta komercja" fot. Tomasz Walków

    Wojciech Dąbrowski z Ewą Kuklińską w spektaklu "Czysta komercja" fot. Tomasz Walków


Agnieszka Kołodyńska: Zakładając z Pawłem Okońskim ponad 15 lat temu pierwszy komercyjny teatr byliście przed Krystyną Jandą, Emilian Kamińskim, Tomaszem Karolakiem. Jak czujecie w tej prekursorskiej roli?

Wojciech Dąbrowski: – Rzeczywiście mieliśmy teatr przed nimi, jednak nie zdecydowaliśmy się tak jak oni zainwestować w budynki teatru. Trochę inaczej podeszliśmy do tych biznesów. Łączy nas to, że jesteśmy aktorami prowadzącymi sceny. Widzowie znają bardziej Pawła Okońskiego niż mnie, bo jako sołtys Śmiałek z „Pierwszej miłości” może liczyć na sporą popularność.

Skąd wziął się pomysł na teatr?

 – Trochę przypadkiem. Spotkaliśmy się z nieżyjącym już Mariuszem Łukasiewiczem, właścicielem Lucas Banku, który potrzebował ekipy artystycznej na jakąś imprezę. Przyjaźniłem się z nim i zaproponowałem mu, że zrobimy spektakl. Zainteresował się tym projektem i wystawiliśmy „Kochane pieniążki”. Reżyserował Wojciech Pokora. Z tym spektaklem objechaliśmy całą Polskę i tak to się zaczęło. Nie chcieliśmy tego zmarnować i dogadaliśmy się z Jackiem Wekslerem, ówczesnym dyrektorem Teatru Polskiego. Zaczęliśmy grać w poniedziałki, kiedy teatry repertuarowe nie pracują, na Scenie na Świebodzkim, później w Teatrze Kameralnym, w Teatrze Lalek. Stąd wzięła się pierwsza nazwa teatru – Teatr Poniedziałkowy. Na dobre zadomowiliśmy się w Teatrze Lalek, gdzie do tej pory wynajmujemy scenę.

Nie chcielibyście mieć własnej siedziby?

 – Ciągle się do tego przymierzamy. Zastanawialiśmy się nad kilkoma lokalizacjami, np. nad salą należącą do policji przy pl. Muzealnym. Nawet zrobiliśmy wstępny projekt architektoniczny, ale na razie nic z tego nie wyszło. Poza tym utrzymanie budynku sporo kosztuje, odbiłoby się to na cenach biletów, a nie chcielibyśmy ich podnosić. Wrocław to nie Warszawa. Gdyby bilety kosztowały u nas tyle, ile w teatrze Krystyny Jandy, to nie mielibyśmy widowni. Na wrocławskim rynku utrzymujemy się dzięki publiczności, która doceniła, że potraktowaliśmy nasz teatr poważnie. Nie jako chałturę i łatwe pieniądze do zarobienia, ale zadanie aktorskie i reżyserskie do wykonania. Gramy na ogół przy kompletach na widowni.

Od początku chcieliście wystawiać komedie i farsy?

– Od razu mieliśmy taki pomysł. Należę do takich ludzi, którzy są dość konkretni i interesuje mnie praca, która daje wymierne rezultaty, niekoniecznie w sensie finansowym, ale w sensie odbioru. Moim marzeniem było zostać chirurgiem i chirurgia jest dla mnie właśnie wymierna – pacjent albo żyje, albo nie. Ta wymierność jest także możliwa w aktorstwie. My widzimy, czy sztuka się podoba czy nie, czy jest dobrze odbierana, czy nudzi publiczność. Teatr komediowy jest teatrem wymiernym – od razu wiemy, czy ludzie się śmieją, z tego, co dzieje się na scenie. To wdzięczna działka, którą uprawiamy chyba z powodzeniem.

Utrzymujecie się wyłącznie ze sprzedaży biletów?

– Nie. Mamy sponsorów, mamy dofinansowanie z miasta i od marszałka województwa na trasę, w którą jeździmy z naszymi spektaklami po Dolnym Śląsku. Teatr musi być oparty na rozsądnym finansowaniu. My nie mamy ekipy technicznej – elektryków, akustyków, podnajmujemy sprzęt, wynajmujemy ludzi. Tak działamy.

W waszych spektaklach występują aktorzy z różnych wrocławskich teatrów, ze szkoły aktorskiej, ściągacie znanych aktorów z Warszawy. Staracie się integrować środowisko, czy może jesteście postrzegani jako konkurencja?

– Mamy przychylność dyrektorów teatrów, zapraszamy też młodych, zdolnych aktorów, którzy debiutują na naszej scenie. Wprowadzamy ich w ten zawód, dajemy im możliwość pokazania się. To jest milowy krok w rozwoju aktora. Sam pamiętam, gdy będąc studentem IV roku PWST, zagrałem pierwszy raz u Henryka Tomaszewskiego. Stanąłem przed prawdziwą publicznością, inną niż w szkole teatralnej. To było niesamowite doświadczenie. Cieszę się, że dyrektorzy teatrów zgadzają się na występy u nas Tomka Lulka, Maćka Tomaszewskiego czy Ewy Kuklińskiej. Wielu aktorów po raz pierwszy zagrało w komedii właśnie u nas. Wydaje mi się, że stworzyliśmy atmosferę w samym teatrze i wokół niego, że artyści chcą do nas przyjeżdżać.

Jaka jest wasza publiczność?

– Bardzo różna. Przychodzą młodzi: gimnazjaliści, licealiści. Czasem z nauczycielami, którzy wychodzą zadowoleni, bo nikt u nas na scenie się nie rozbiera, nie epatuje chamstwem, nie ma wulgarnych słów. Przychodzą też ludzie, którzy chcą zobaczyć konkretnego artystę, np. Emilię Krakowską. Nie brakuje starszych osób, są też widzowie kupujący bilety tuż przed przedstawieniem, nastawieni na dobrą rozrywkę. A ta też jest ludziom potrzebna. Niektórzy uważają, że robimy teatr mało ambitny intelektualnie, jednak widzowie wciąż nas wybierają. Mamy 15 sztuk w repertuarze i wciąż trzymają się na afiszu.

Teatr Komedia włączy się w obchody Europejskiej Stolicy Kultury 2016?

– Tak. Będziemy organizować festiwal komedii. Przywieziemy do Wrocławia laureatów sześciu polskich festiwali komediowych i wybierzemy komedię roku. W czerwcu przyszłego roku przez tydzień będzie można oglądać najlepsze polskie komedie na scenie Capitolu, a laureat zagra najprawdopodobniej w Forum Muzyki. Czeka nas duża praca, bo jesteśmy małą ekipą. Marzy mi się, żeby ten rok 2016 był we Wrocławiu rokiem uśmiechu i radości i tego, co pozytywne, żebyśmy go nie zdołowali ciężkimi, intelektualnymi, poważnymi wydarzeniami. Niech każdy znajdzie coś dla siebie.

Zgłoś uwagę