Akademia Händlowska. Sukces artystyczny i frekwencyjny

To nieprawda, że muzyka poważna nie interesuje młodych. Wystarczy tylko sprzedać ją w odpowiednim opakowaniu – inteligentnie pomyślanej formule z udziałem cenionych powszechnie artystów – i intensywnie promować. Tak działa już od zeszłego roku cykl Akademii. W 2014 roku zorganizowano Bachowską, w tym roku Händlowską. Frekwencja podczas obydwu była imponująca.

  • julia leżniewa, akademia handlowska

    Julia Leżniewa/fot. Adam Rajczyba Junior

  • julia leżniewa, wrocławska orkiestra barokowa

    Sopranistka Julia Leżniewa z Wrocławską Orkiestrą Barokową/fot. Adam Rajczyba Junior

  • rachel podger, akademia handlowska

    Skrzypaczka Rachel Podger z zespołem Brecon Baroque/fot. Adam Rajczyba Junior

  • paul mccreesh, akademia handlowska

    Paul McCreesh i wykonawcy finałowego koncertu Akademii Händlowskiej/fot. Adam Rajczyba Junior


Co ciekawe, pomysł na Akademię Bachowską został przez Andrzeja Kosendiaka, dyrektora Narodowego Forum Muzyki, pożyczony z Belgii (gdzie podobny program realizowany jest w Brugii i Gandawie przez dyrygenta Philippe’a Herreweghe). – Idea spodobała nam się tak bardzo, że po częściowej modyfikacji przenieśliśmy ją na nasz grunt – tłumaczy Andrzej Kosendiak. Kolejna, przyszłoroczna Akademia także będzie poświęcona jednemu z wielkich mistrzów minionych epok, choć szef NFM jeszcze nie chce zdradzać żadnego nazwiska. Jedno jest pewne. Inicjatywa przyciągnie (już do gmachu na placu Wolności) sporą publiczność.

Publiczność dopisała. Podczas koncertów Akademii sala Filharmonii Wrocławskiej była wypełniona do ostatniego miejsca/fot. Adam Rajczyba Junior

Frekwencja zarówno Akademii Bachowskiej, jak i Händlowskiej nie pozostawiają wątpliwości. Zainteresowanie jest bardzo duże, a seria koncertów staje się we Wrocławiu modna, gromadząc sporą część zainteresowanych, którzy niekoniecznie pójdą na typowy wieczór symfoniczny. Na pewno muzyka dawna w ostatnich latach stała się trendy i bywanie np. na operach czy barokowych oratoriach uchodzi za rzecz w dobrym tonie. Zwłaszcza jeśli na scenie występują artyści, których nazwiska są gwarantem wysokiego poziomu. Skrzypaczka Rachel Podger, sopranistka Julia Leżniewa, czy dyrygent Paul McCreesh okazali się muzycznym dream team Akademii Händlowskiej.

Wielkie emocje wzbudziła zwłaszcza Julia Leżniewa, bo młoda rosyjska sopranistka w wieku niespełna trzydziestu lat ma wszystko, o czym każda śpiewaczka może pomarzyć – doskonale ustawiony głos, kontrakt z prestiżową firmą płytową, możliwość pracy z najlepszymi zespołami muzyki dawnej na świecie. Artystka korzysta z tych możliwości, chętnie się uczy, podpatruje wielkich dyrygentów, ale nie waha się wykorzystać własnej intuicji i ogromnej wyobraźni. Śledzi teksty śpiewanych utworów, wykonuje je niczym rasowa aktorka dbająca nie tylko o zarys, ale i niuanse. Dwukrotna owacja na stojąco po koncercie z udziałem Wrocławskiej Orkiestry Barokowej to najlepszy dowód.

Ale wielkie brawa należą się także doskonale przygotowanej przez Jarosława Thiela orkiestrze, która sprawowała funkcję gospodarza Akademii Händlowskiej. Program z utworami tego kompozytora podczas wieczoru z udziałem Leżniewej (a zwłaszcza znakomite wykonanie Concerto grosso D-dur) wybrzmiał wręcz perfekcyjnie z doskonałym wyczuciem stylu.

Paul McCreesh - zadowolony po koncercie z udziałem m.in. Wrocławskiej Orkiestry Barokowej/fot. Adam Rajczyba Junior

Paul McCreesh prowadząc w niedzielę oratorium „Salomon” też chyba nie narzekał na współpracę z Wrocławską Orkiestrą Barokową. We Wrocławiu ukonstytuował się zespół, który reprezentuje bardzo wyrównany poziom. Może nie jest jeszcze gotowy na konfrontację z najbardziej cenionymi formacjami, ale dzielnie im już sekunduje. A dzięki pracy z wielkimi gwiazdami zdobywa bezcenne w tym środowisku doświadczenie. Ono zawsze procentuje.  

Zgłoś uwagę