Agnieszka Śnieżek - najpiękniejsza koszykarka w Polsce

Uważa się ją za jedną najpiękniejszych koszykarek w Polsce. Agnieszka Śnieżek z Ślęzy Wrocław wzięła udział w wyjątkowo niesportowej sesji zdjęciowej. Efekt? Nasza koszykarka może spokojnie stawać w szranki z zawodowymi modelkami.


Agnieszka nie tylko „wygląda”, ale ma też wiele ciekawego do powiedzenia. Zresztą sami się przekonajcie

Podobasz się sobie na tych zdjęciach?

Tak, zdecydowanie! Na co dzień nieczęsto chodzę tak ubrana i nie robię tak mocnego makijażu. Te zdjęcia pokazały moją całkowicie inną stronę, dla mnie - piękniejszą (śmiech). Moja mama wyglądała niemal identycznie, gdy miała 24 lata. Do dziś jesteśmy do siebie bardzo podobne. Na co dzień, jako sportowiec, wyglądam zupełnie inaczej. Jestem kobietą i lubię się podobać, ale głównie robię to dla lepszego samopoczucia. Koszykówkę uprawiam od ósmego roku życia i jestem niemal pewna, że nie potrafiłabym zamienić sportu na fotomodeling.

Jest to bardziej męczące od codziennych treningów?

Właśnie doświadczyłam na własnej skórze jak wielki to wysiłek. Cała sesja zajęła kilka godzin, musiałam słuchać poleceń pani fotograf, ale na szczęście potrafię się dostosować, na boisku przecież muszę się słuchać trenera. Ściąganie łopatek i przyjmowanie innych póz nie było łatwe. To wszystko wymaga cierpliwości, a ja jestem wybuchowa, zwłaszcza na parkiecie koszykarskim, dlatego musiałam się nauczyć panować nad stresem. To nie jest kwestia wstydu. Nie krępowałam się, gdy zatrzymywali się przechodnie. Jestem przyzwyczajona do spojrzeń kibiców.

Wrocław ma szczęście do pięknych koszykarek. Pamiętasz sesję zdjęciową Agnieszki Szott (dziś zawodniczka Wisły Can-Pack Kraków – dop. red.), która przed laty grała w Ślęzie?

Oczywiście, że pamiętam. Agnieszka wyglądała wtedy bardzo kobieco i zmysłowo. Tamte zdjęcia pokazują, że koszykarki też mogą być seksowne. Uprzedzając Twoje kolejne pytanie – tak, na taką sesję zdjęciową również bym się zdecydowała. Podobają mi się sesje zdjęciowe sportsmanek, bo pokazują nasze drugie oblicze, nie tylko to znane z boisk. Mamy piękne wysportowane ciała, nie mamy się czego wstydzić. Dla mnie najlepszym przykładem kobiety-sportsmanki jest Kasia Skowrońska, która wygląda świetnie w trakcie meczu, wywiadów i w życiu codziennym.

A propos Skowrońskiej – Andrzej Niemczyk, jej trener z reprezentacji Polski, nakazywał wręcz swoim zawodniczkom, żeby na mecz wychodziły wymalowane, bo to krępuje przeciwniczki. W Twojej karierze też coś takiego się zdarzyło?

Nigdy nie spotkałam się z takimi poleceniami trenerów, ale to prawda – gdy jestem pomalowana, mam zrobione włosy, czuję się pewniejsza siebie na boisku.

Dużo czasu spędzasz przed lustrem?

Poranny rytuał przed wyjściem z domu na trening zajmuje mi zwykle 15 minut. Inna sprawa, gdy idę na uczelnię, czy po prostu wychodzę na spotkania. Wtedy ten czas wydłuża się nawet do dwóch godzin.

Sport i koszykówka pozwalają na takie wyjścia?

Oczywiście! Kiedy mamy dłuższą przerwę w trakcie sezonu, wychodzę – do teatru, do kina, na kolację, na koncerty, na zakupy, spotkania ze znajomymi, spa. Zazwyczaj trenujemy dwa razy dziennie. Całe życie podporządkowane jest koszykówce. Owszem wymaga to wielu wyrzeczeń, ale gdybym nie akceptowała takiego trybu życia, to bym tego nie robiła. Niczego mi nie brakuje. Mogę jednocześnie grać w koszykówkę, studiować i mam też czas na przyjemności.

Ale z założeniem rodziny już tak łatwo nie jest.

Każda sportsmanka wie, że jest to trudna decyzja. Zdajemy sobie sprawę, że zajście w ciążę oznacza roczną przerwę w grze, czego skutkiem może być obniżenie naszej formy i problem ze znalezieniem klubu na najwyższym poziomie. Dlatego ja planuję to po „trzydziestce”, kiedy skończę karierę. Są oczywiście przykłady, że macierzyństwo można pogodzić z grą w koszykówkę. Ilona Jasnowska, mama mojej niedawnej koleżanki ze Ślęzy, urodziła w wieku 23 lat. Wspomniana Agnieszka Szott także wróciła do gry na reprezentacyjnym poziomie po tym jak na świat przyszła jej córka.

Dużo masz ciuchów w szafie?

Mnóstwo! Wiele z nich ma jeszcze metki, bo nie zdążyłam ich założyć. Lubię shopping. Gdy mam zły humor, zakupy są moim sposobem na relaks. Przypuszczam, że każdej kobiecie sprawia to przyjemność (śmiech). Lubię podążać za trendami, śledzę blogi modowe.Gdy czuję się w czymś komfortowo, to kupuję. Czasem tylko trzeba poczekać na okazję, ale wtedy tym bardziej się cieszę.Przynajmniej wiem w co się ubrać i czas poświęcony na marudzeniu przy otwartej szafie - bo „przecież nie mam co na siebie włożyć” - zostaje skrócony. Na co dzień zakładam rzeczy sportowe, ale w mojej szafie przeważają ciuchy - nazwijmy je - „eleganckie”.

Przywiązujesz dużą uwagę do marki?

To nie jest najistotniejsze. Dla mnie ważne jest, aby ubrania były dobre jakościowo i dobrze skrojone. Muszę się czuć komfortowo i kobieco. Często kupuję ciuchy w Showroomie. Można tam znaleźć rzeczy spod ręki wielu polskich projektantów. Ubieram się też na luzie w ciuchy PLNY LALA, czy Local Heroes. Tak zwane „sieciówki” też są dla mnie w porządku. Odbiegając od ciuchów, jedyna marka, do której jestem przywiązana niezmiennie od ośmiu lat, to zapach Viktor&Rolf Flowerbomb. Wielu moich znajomych zawsze mi powtarza, że gdyby zamknęli oczy, to na pewno poznaliby mnie po zapachu.

A buty?

Mam ich kilkadziesiąt par, około 50, w tym dziewięć par szpilek.

Te najwyższe ile mają centymetrów?

To są dwunastki. Po raz pierwszy ubrałam je, gdy mieliśmy sesję zdjęciową do kalendarza z piłkarzami Śląska Wrocław. Jestem wysoką kobietą, w szpilkach sięgam 187 cm, ale nie wstydzę się ich założyć, mimo tego, że jestem wyższa od wielu mężczyzn. Ostatnio dosłałam zaproszenie od przyjaciela na sztukę „Farinelli: ostatni kastrat”. Teatr zobowiązuje, byłoby nie na miejscu pójść w płaskim obuwiu.

Ronaldo czy Messi?

Messi!

Czyli facet nie musi być wysoki obudowany mięśniami, żeby Ci zaimponował?

Oczywiście, że nie. W pierwszej kolejności zwracam uwagę na uśmiech, ładne zęby, czyste obuwie i zadbane dłonie. Potem oczy, ale jak dotąd tylko jedne oczy tak naprawdę mnie zauroczyły. Poza tym facet musi być błyskotliwy. Lubię cięty język i pewność siebie.

Pewność siebie? To tak, jak Ty na boisku. Niekiedy bywasz bardzo agresywna i wybuchowa.

Pracuję nad sobą, wiem, że nie mogę wybijać się z rytmu meczowego przez pozasportowe emocje. Jestem na tyle dorosła, że trzymam nerwy na wodzy. Ale to prawda, potrafię być wybuchowa, chociaż musi się na to złożyć wiele czynników i sytuacji. Zarazem jestem pewna siebie, może też dlatego faceci boją się do mnie podejść.

Ale próbują?

Najłatwiejszym sposobem i dosyć często stosowanym są zaczepki na portalach społecznościowych: „cześć, co słychać, może umówimy się na kawę”(śmiech). Z niektórych sytuacji mam naprawdę niezły ubaw. Faceci są bardzo otwarci w napisaniu wiadomości, ale kiedy przypadkiem wpadamy na siebie, spuszczają wzrok i są bardzo nieśmiali (śmiech). Ja cenię sobie kontakt bezpośredni. Wtedy łatwiej można kogoś poznać. Rozmowa, czy zwykły gest są zdecydowanie ważniejsze. Wiele osób myśli, że jestem zamknięta, nie dopuszczam do siebie nikogo, a jest wręcz przeciwnie. Mój zodiak to skorpion i owszem mam ciężki charakter, ale jak ktoś mnie bliżej pozna, to przekonuje się, że jestem bardzo wrażliwa. Nie lubię tylko, gdy ktoś sobie ze mnie głupio żartuje, choć jest oczywiście grupa osób, których żarty i ironię toleruję. Może wynika to z małego dystansu do siebie, muszą nad tym pomyśleć. Na domiar złego jestem okropnie pamiętliwa. Jak ktoś raz straci w moich oczach, to sama się zdystansuję (śmiech).

Te oczy sugerują, że miałaś przodków z Azji.

Rzeczywiście, mam coś z Chinki, ale nic z tych rzeczy. Oczy mam po babci. Podobają mi się (śmiech). A do Chin być może polecę tego lata z reprezentacją Polski.

A kuchnia chińska?

Lubię. Nie mam bardzo rygorystycznej diety, choć zdaję sobie sprawę, jak ważne w życiu sportowca jest prawidłowe odżywianie. Mam wrażenie, że w Polsce jest wielkie „bum” na temat zdrowego trybu życia, bycia fit i oczywiście diety. Ja znam swój organizm i wiem, na co mogę sobie pozwolić, a na co nie. Wszystko zależy również od dnia treningowego, jaki wysiłek mnie czeka i ile mniej więcej potrzebuję kalorii. Dziś na przykład, w dniu wolnym, jadłam filet z indyka z grilla i mnóstwo grillowanych warzyw. Do tego standardowo w tym okresie koktajl truskawkowy. Staram się jeść regularnie, pięć posiłków dziennie i, co ważne, lubię gotować sobie sama. Wtedy wiem, jakich produktów używam. Znalazłam sobie bazarek, gdzie mam pewność, że wszystko jest ekologiczne i nieprzetworzone.

Co ugotowałabyś na randkę?

Hmm… Na przystawkę algi morskie z czarnym sezamem i imbirem. Do tego krewetki z makaronem soba w sosie śmietanowym i białe wino. Nie lubię tłustych rzeczy, dlatego gdyby facet zaprosił mnie na golonkę i piwo, to przypuszczam, ze byłoby to ostatnie spotkanie (śmiech).

Lubisz oglądać swoje mecze na powtórkach?

Lubię oglądać te dobre, chociaż zazwyczaj oglądamy wszystkie, analizując je razem z całą drużyną. Koszykówka jest grą błędów, stąd aby je poprawić, muszę je zobaczyć. Podczas meczu jest zbyt dużo emocji, żeby zapamiętać wszystkie złe sytuacje. Staram się jednak tego tak bardzo nie przeżywać, muszę jak najszybciej wyczyścić głowę, bo za dzień czy dwa czeka mnie kolejny trening i przygotowania do następnego meczu.

A po przegranych zdarza Ci się zamknąć w pokoju, leżeć pod kocem, z czekoladą i herbatą z miodem?

Zdarza się. Czasem tak mam, że lubię pobyć sama, nie tylko przez przegrany mecz. Nie lubię się żalić i narzekać, dlatego wolę zostać sama i wszystko na spokojnie przemyśleć. Czasami ratuje mnie samotny spacer albo długa jazda samochodem z muzyką w głośnikach.

Lubisz szybką jazdę?

Lubię, ale tylko wtedy, gdy sama podróżuję. Jak mam pasażerów, to odpowiedzialność jest większa i zdejmuję nogę z gazu.

A odtwarzaczu jakie płyty najczęściej lądują?

Micromusic, Flume, Chet Faker, Kortez, Disclosure, Fugees, Smolik – myślę, że moja playlista jest tak długa, że mogłaby zająć połowę wywiadu. Nie mam ulubionego rodzaju muzyki, dużo zależy od tego, w jakim jestem nastroju. Kocham muzykę, dlatego lubię brać udział w festiwalach, jak Open’er czy Orange Music Warsaw Festival.


Źródło: www.slezawroclaw.pl
Fot.: Anna Zyskowska Stylizacja
Make-up: Michał Karbowski PINKO

Zgłoś uwagę