Affiliate Day Money2Money

Partnerzy uhonorowani certyfikatami


moneyKilkadziesiąt osób z całej Polski spotkało się wczoraj we Wrocławiu z okazji jubileuszu 10-lecia istnienia programu partnerskiego Money2Money. Przy okazji kongresu Aleksander Kusz, prezes Money.pl wręczył czterem afiliantom tytuły certyfikowanych partnerów programu. Spotkanie było też okazją do podsumowania 10 lat i podzielenia się wiedzą dotyczącą nowych trendów w branży internetowej, które mogą być przydatne w pracy partnerów Money2Money.

- Do tej pory nasz kontakt był wirtualny, dlatego cieszymy się, że mogliśmy się po raz pierwszy spotkać z wami na żywo - mówił podczas podsumowania konferencji Aleksander Kusz. Wcześniej prezes Money.pl przypomniał, że w ciągu 10 lat działania programu, Money2Money wypłaciło swoim partnerom 15,2 mln zł wynagrodzeń. W tym okresie afilianci którzy pozyskali chętnych na 60 tys. rachunków bankowych i kredyty bankowe warte ponad 2 mld zł.

Inne statystki robią jeszcze większe wrażenie, bo w ubiegłym roku jeden z partnerów zarobił w programie w ciągu miesiąca ponad 140 tys. zł. - Chciałbym, żeby za rok na tej sali, gdzie się dzisiaj spotykamy, znalazła się osoba, która będzie mogła się pochwalić większym wynikiem - dodał Aleksander Kusz.

Prezes Money.pl wręczył wczoraj czterem afiliantom: Maksymilianowi Drążkowi, Jackowi Grudniewskiemu, Karolowi Jaszewskiemu i Marcinowi Maciejewskiemu tytuły certyfikowanych partnerów, oraz symboliczne statuetki. Oprócz tego tytuły przyznano także: Piotrowi Jaszewskiemu, Jarosławowi Wasińskiemu, Damianowi Królikowskiemu, Kamilowi Skrobanowi, Wojciechowi Szczygłowi i Michałowi Stopie.

Maksymilian Drążek, który dziękował w imieniu partnerów przedstawicielom Money.pl związał się z programem wiosną 2005 roku (money2Money działa od lutego 2004 r.). Pierwszy lead wygenerował za sprawą mamy, która wtedy nie bardzo znała się na internecie. Zmobilizował ją więc do założenia konta w mBanku.

Rachunek ma do tej pory, a ja za to dostałem 50 złotych - wspomina Maksymilian Drążek. Pamięta też na co przeznaczył pierwszą wypłatę z programu partnerskiego. - To nie było tak, że założyłem sobie firmę i dopiero zacząłem współpracę z Money2Money. Jak się uzbierało po kilku miesiącach 4700 złotych z groszami, czyli tyle, żeby kupić jakieś meble i komputer do biura, wynająć lokal i mieć na ZUS - dopiero wtedy wziąłem pieniądze. Postawiłem wtedy wszystko na jedną kartę - pracuję, podoba mi się to co robię, więc inwestuję i muszę zarabiać kolejne pieniądze. Tak wtedy zdecydowałem - opowiada.

Obecnie Maksymilian nadal działa sam. - Wyniki są różne, parę miesięcy jest lepszych, inne są gorsze, co zależy od tego ile poświęcam czasu na program partnerski - przyznaje. Bo oprócz współdziałania z Money2Money Maksymilian Drążek zajmuję się też wdrażaniem stron internetowych dla małych firm, organizacji a nawet osób prywatnych, co nie jest jakimś super dochodowym zajęciem.

Wie jednak, że na programie można zarobić bardzo dobre pieniądze. - W 2008 roku miałem taki miesiąc kiedy udało mi się zarobić z programem ponad 20 tys. złotych. Może nie jest to rekordowa suma, ale nawet jeśli miesięcznie są mniejsze pieniądze, to w miejscu, gdzie mieszkam - na południu Polski, już prawie w Bieszczadach, w zupełności wystarczają. Robię to z pasją, przyjemnością i to mój sposób na życie. Jestem zadowolony - zaznacza.
Mobilne wersje to konieczność

Podczas części wykładowej eksperci zwracali uwagę na coraz większe znaczenie mediów społecznościowych i kanału mobile, jako istotnych elementów w pozyskiwaniu klientów.

- Coraz trudniej dzisiaj dotrzeć do konsumenta tradycyjnymi metodami, dlatego trzeba być tam gdzie on. A systematycznie przybywa ludzi korzystających z mobilnych urządzeń - przekonywała Karolina Kobiela, new media manager z Amrest sp. z o.o. Na poparcie swoich słów przedstawiła statystyki ukazujące nasycenie smartfonami i tabletami w Polsce. W 2013 r. było ono na poziomie 33 proc. W styczniu tego roku - dobiło już do pułapu 44 proc., można więc prognozować, że w 2015 roku osiągnie 60 proc. W ślad za tym 11 proc. ruchu w polskiej sieci odbywa się właśnie za sprawa urządzeń przenośnych.

Jeśli dodać do tego fakt, że w ubiegłym roku Google tak pozmieniał algorytmy wyszukiwarki, że strony bez wersji mobilnej są gorzej pozycjonowane w wynikach wyszukiwania, widać, ze nie od rzeczy jest zainwestowanie w kanał mobilny. I tutaj pojawia się dylemat, czy lepiej budować dedykowaną mobilną wersję, czy korzystać z modelu Responsive Web Design, który choć droższy i bardziej czasochłonny dopasowuje wyświetlanie strony do typu urządzenia i przeglądarki.

Przy tym punkcie rozgorzała dyskusja wśród uczestników, bo obie metody mają swoje plusy i minusy.

Wątek mobile poruszył także Grzegorz Berezowski, CEO Cheese Cat, który przedstawiał uczestnikom korzyści płynące z wykorzystania mediów społecznościowych w procesach marketingu i sprzedaży.

- 77 procent użytkowników Facebooka na świecie korzysta z serwisu przez urządzenia mobilne. W Polsce ta grupa liczy 63 procent i jest to około 8 milinów internautów. Oczywiście część z nich korzysta też z desktopowego internetu, ale 70 proc. czasu spędzonego na Facebooku związane jest z urządzeniami przenośnymi - wyliczał Grzegorz Berezowski.

Szef Cheese Cat, przestrzegł jednak przed tym, by social media traktować tylko przez pryzmat serwisu Marka Zuckerberga. Według niego warto także zaznaczać swoją obecność w Google+. - Google+ rozwija się wolniej, ale to może być z czasem walec trudny do zatrzymania. Dlatego lepiej za wczasu popracować na profilem marki albo firmy, w tym serwisie - dodał Berezowski.

 

Zgłoś uwagę